BALLADA O KŁAMSTWIE…

Motto: czyli menu zła…

Na śniadanie demokracja.
Przy obiedzie już ta racja
Podejrzane czyni zwroty –
Przy kolacji brak ochoty!

Potem reżim na śniadanie,
Przy obiedzie kiepskie zdanie…
Czyżby karuzela wróci?
Na kolację wolność zbudzi?

Nic dwa razy się nie zdarza….
Gdy rwę kartkę z kalendarza
To pamiętam nieuchronnie,
Jak to zło się szerzy skłonnie…

Zaszłość nigdy nie powróci.
Jak urody nikt nie zwróci.
Marzyć można, rozłam wielki…
Z dna pustego i z butelki

Nie nalejesz płynu krzyny,
Jeśliś stracił – jak dziewczyny…
Bezpowrotnie przechlapane,
To z autopsji fakty znane.

Bisem można wzmocnić klakę,
Na kolejną jednak drakę.
I, następne ustawianie,
Jeśli masz ryzyka manie…

Kłamstwo rodzi nowe zwykle
I popada w takie cykle…
W coraz głębszej fałszu erze,
Stąd też słowom już nie wierzę.

Odwrócone są proporcje,
Wówczas prawdy nawet porcje
Nie przemówią nic do tłumu,
Boś rozstroił moc rozumu…

Możesz wtedy błagać święcie,
Bliźni zwróci się na pięcie…
Nawet w bardzo trwożnej chwili
Odpór będzie zawsze, czyli

Nie pomogą nic zaklęcia –
Prawda w kłamstwie szuka wzięcia…
Stąd najlepsze menu zdalnie
Będzie zawsze brzmieć fatalnie.

Ktoś o niestrawności powie.
Inny bajkę znów zapowie.
Trzeci – widać filuterny
I szczegółom bardzo wierny

Zechce zbadać fałszu drogę,
Poprzez podstawioną nogę…
Kłam się będzie bronił wprawdzie,
Ale już nie ujdzie prawdzie…

Tadeusz Miłowit Lubrza

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *