Motto: czyja by nie była racja, to rozstrzyga dyplomacja…
W najszerszym zakresie jak podaje w „Słowniku wyrazów obcych…” Władysław Kopaliński, Warszawa 1972, dyplomacja, to działalność organów państwowych realizujących politykę zagraniczną oraz instytucje i urzędy wraz pracownikami pełniącymi te funkcje,
W pojęciu tym mieszczą się ponadto metody postępowania dyplomatycznego takie jak: zręczność, układność, takt, przebiegłość, skrytość, poprawność, wyrafinowanie ogólnie wchodzące w pojęcie umiejętności prowadzenia dialogu na tym zagranicznym poziomie.
Pewien stopień kultury osobistej także zalicza się do cech dyplomatycznych, w przypadku, których mamy do czynienia niekiedy z bardzo skomplikowanym ceremoniałem i to nie tylko w państwach objętych pojęciem monarchii.
Być dyplomatą to oznacza odpowiednie poznanie w szczegółach tych wszystkich zagadnień, pozwalających na jak najlepsze obracanie się w kręgach międzynarodowych. Można już na wstępie powiedzieć, że pewne cechy charakteru od razu dyskwalifikują z tego grona…
Sami przywódcy państw, jako wybierani w wyborach najczęściej powszechnych nie zawsze muszą wpisywać się w charakterologiczne cechy dyplomaty i dlatego przy takich rozmowach towarzyszą im fachowcy, czyli głównie MSZ lub ambasador w danym kraju.
Idealnie się składa wówczas, gdy przywódca narodu wpisuje się naturalnie w cechy dyplomaty, bo wówczas zyskuje pewną przewagę nad interlokutorem głównie w przeprowadzanych niekiedy rozmowach w cztery oczy.
Dyplomacji służą oczywiście także różne inne dziedziny wiedzy pozwalające na korzystniejszą prezencję. Przyjmuje się powszechnie, że w skali powodzenia określonego przedsięwzięcia politycznego 50% zwycięstwa zależy od umiejętności dyplomatycznych.
Wszystko to sprawia, że państwa starają się kształcić jak najlepszych dyplomatów, aby ich interesy polityczne były najsprawniej załatwiane. Czasy się zmieniają wraz z brutalizacją życia społecznego, ale do dyplomacji większość krajów nadal przywiązuje dużą wagę.
W wielkiej polityce, jak w życiu w relacjach między wielkimi, średnimi i małymi wykształciły się także pewne mechanizmy dyplomatycznego działania przez oddziaływanie psychologiczne, przy pomocy którego można niekiedy bardzo dużo zdziałać.
Przenosząc te parę wyjaśnień na grunt dzisiejszej dyplomacji polskiej można powiedzieć, że jej poziom nie odbiega istotnie od ogólnych przymiotów poprawnego postępowania. Dyplomacja służy uprawianej polityce, a zmiennym epokowo obyczajom trudno się dziwić…
Weźmy przykład relacji polsko-amerykańskich, które przez obecną władzę są sprowadzane wyraźnie na plan drugi lub trzeci, o czym świadczą niedwuznaczne dyplomatyczne zachowania MSZ.
Medialnie jest to odczytywane fałszywie, wokół odmiennych poglądów dwóch partii PO i PiS. O ile ten ostatni starał się utrzymywać jak najlepsze stosunki z USA, bo autentycznie uważał Stany Zjednoczone za gwaranta bezpieczeństwa, o tyle PO sądzi przeciwnie i dlatego ustami dyplomatów daje to do zrozumienia.
Oni po prostu psują stosunki z Amerykanami tak, jak to robili w czasie poprzednich rządów, toteż reakcjom tych osób nie ma się co dziwić, realizują przyjęty model polityki unijnej, która pragnie wypchnąć USA z Europy.
Inna sprawa, czy to podejście jest słuszne czy nie, ale takie jest. Problem sprowadza się do tego, że oni zachowują się w tej polityce trochę od przysłowiowego Sasa do Lasa i nie wyrażają publicznie jej kwintesencji, bo jesteśmy w okresie kampanii prezydenckiej.
Znajdują się mówiąc w przenośni w rozkroku, bo nie wiedzą, który kierunek społeczeństwo będzie w stanie większościowo zaakceptować? Czy lepiej obronność oprzeć na wspólnocie europejskiej, czy jednak na armii USA, tego nie wiedzą i dlatego stale błądzą.
Nie można im jednak przypisywać braku umiejętności dyplomatycznych, gdyż symptomy pozostają jednoznaczne. Przykładowo, Nikita Chruszczow uciszając uczestników wiedeńskiej narady zdjętym butem, którym uderzał o blat stołu, wiedział co czyni.
On dawał do zrozumienia w ten sposób, że jest głową wielkiego mocarstwa i nie pozwoli się lekceważyć. W polityce jest tak, że to, co ujdzie wielkiemu, tego już nie próbuje średni, czy mały zdając sobie sprawę z nieuchronnych negatywnych konsekwencji!
MSZ wie doskonale, że jego szef ma przechlapane relacje amerykańskie, bo sobie pozwolił na niewybredne żarty z obecnego Prezydenta USA Donalda Trumpa, a tenże takich impertynencji bezkarnie nie puszcza.
Wobec tego pozwala sobie na jakieś niepoważne wypowiedzi pod adresem Amerykanów sądząc, że i tak stosunków dyplomatycznych już nie pogorszy, a pokaże narodowi odwagę oraz przypochlebi się Unii…
Może tanie bohaterstwo wyszło korzystnie w badaniach opinii publicznej? Wyborca ma problem, kto nas obroni? Państwa Unii, które przez kilka dekad nie łożyły na NATO i są militarnie gołe, czego symptomem pozostają hełmy dla Ukrainy, czy jednak USA?
Tadeusz Michał Nycz