PATETYCZNA JAKOŚĆ…

Motto: księżycowo-słoneczna rządu fantastyka – mózg rozkłada i prawo,, logice umyka…

Dyskusje fascynacji w naszym polskim domie –
Mówimy o Księżycu oraz o atomie…
Precyzja oczywista rodakom się marzy,
Może w jakiejś przyszłości ona się wydarzy?

Na razie mamy poziom, jak za króla Ćwieczka…
Dopasować wciąż trudno do słoika wieczka…
Przy większej inwestycji wysiadamy wcale,
Gdyż nie na naszą głowę, szczegóły, detale.

Kontrola jakości średniowiecznych rozmiarów,
Nie ma kto upilnować cwaniaczków, batiarów…
Robotnicy przywykli do byle jakości.
Najdrobniejsza uwaga ogromnie ich złości.

Ci publiczni w robocie na dniówkę, godzinę…
Efekt, których wykrzywia ogromnie nam minę.
Prywatnie nie zrobiliby takiej fuszerki
Ale z cudzą jakością rozgrywają gierki…

Urzędnicy ulegli reżimowej władzy
Dokumentnie zbrukani, jak kominiarz w sadzy…
W sądach przerost bezprawia czuje ważna sprawa,
W Konstytucji zmurszałe pozostają prawa…

Nadal tkwimy powszechnie w socjalizmu erze,
Przykład z tamtej epoki, chyba każdy bierze?
Wspólność w ogóle nie skłania do dobrej roboty,
Bo, pomagać pospólstwu nikt nie ma ochoty!

Ewenement typowy – jakość polskiej drogi,
Choć planowe dla onej są jasne wymogi –
Tu wystaje fest metal…, tam znowu wgłębienia,
Żaden nadzór jakością nie zbruka sumienia.

Oni chyba już myślą historii przyszłością,
Imigrantów obdzielą tą byle jakością…!
Samochody lotnicze w zanadrzu trzymają,
Stąd resory od wiatru przecież nie spękają.

A nauka współczesna już tak się rozwinie,
Że randkę na Księżycu w darze dasz dziewczynie.
W tych warunkach bez sensu o drobiazgi dbanie,
Zważywszy Luna źródło, co spełni kochanie…

Nowa era wymusza szersze horyzonty,
A przeszłość narażona na stałe afronty
Musi ulec rzecz jasna pod rozwoju wpływem
I nie bełtać powrotem, czy jakimś przypływem…

Kiedy szczęście się spełni, ot wielkie na końcu
I, owoc seksualny dojrzeje na Słońcu…,
Nie ma nawet co wracać w arkana fizyki,
Skoro takie olbrzymie przyszłości wyniki!

Mojra chyba nie lubi i nas wspiera mało…
Na takie zapewnienia społeczeństwo brało
Szczytne 100 obiecanek jakiejś trzeciej drogi –
A dzisiaj trzeba wzdychać – chroń nas Boże drogi…!

Tadeusz Miłowit Lubrza

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *