REFEKSJA…

Motto: konieczność dla szerokich mas urzędniczych…

Sięgnąłem do II tomu „Dziejów Polski” autorstwa Wacława Sobieskiego, Wydawnictwo Zorza 1938 rozpoczynającego się od 1696 roku, czyli po śmierci króla Jana III Sobieskiego. Podtytuł: „Pod jarzmem najeźdźców” oddaje to, co działo się w czasach saskich.

Wielkie zwycięstwo Sobieskiego pod Wiedniem (1683 r.) zdało się na nic, gdyż tolerancja zdradzieckich stronnictw szkodzących Rzeczpospolitej doprowadziła do narzucenia nam Augusta II Mocnego, dbającego o interesy obce a nie polskie.

Trudno powiedzieć, co przesądziło przy podejmowaniu decyzji w sprawie obrony Habsburgów, skoro w Polsce działało stronnictwo francuskie, a Francja była w korzystnych stosunkach z Turcją, stąd zawarcie odpowiedniego traktatu z sułtanem nie było trudne.

Być może szalę przeważyły nawoływania Papieża do obrony chrześcijańskiego Wiednia, a król liczył na wdzięczność za pomoc zbrojną, ale się przeliczył. Nie był jednak młodzieniaszkiem jak Warneńczyk, który w wieku 20 lat dał się podejść kardynałowi Cesariniemu i bezprawnie zerwał zaprzysiężony traktat z sułtanem.

Władysław Jagiellończyk ryzykował własną głową, którą w efekcie w bitwie pod Warną utracił, a Jan III Sobieski niepodległy byt całego państwa po jego śmierci, stąd mamy do czynienia ze zbliżonymi  błędami taktyczno-politycznymi.

Rzecz w tym, że Jan III Sobieski uchodził za dobrze przygotowanego do roli monarchy, stąd tak kardynalnego błędu nie powinien popełnić, zwłaszcza zważywszy na jego solidne wykształcenie, ale jak widać nie zawsze edukacja idzie w parze z umiejętnościami…

W przeciwieństwie do Władysława Warneńczyka Janowi III Sobieskiemu nie można zarzucić ani zdrady, ani działania wbrew prawu, a jedynie błąd polityczny. Warneńczyk złamał dopiero co zawarty traktat kończący wojnę i dlatego poniósł za to zasłużoną karę.

Nie tylko powtarzające się błędy polityczne powodowały przez wieki negatywne skutki dla narodu, ale przede wszystkim zdrajcy, którzy cynicznie i wyraźnie działali bezczelnie na użytek wrogów, a państwo taki stan tolerowało.

Ukształtowany przez wieki model narodowy w tym zakresie niestety źle o nas świadczy, gdyż mimo przeżytych różnych kataklizmów nie poszliśmy po rozum do głowy i nie zlikwidowaliśmy fatalnej przywary tolerancji zdrady narodowej.

Warto powrócić do tych rozmyślań, gdyż dzisiaj przychodzi przeżywać kolejną odsłonę skutków naszej głupoty. Osiągnęliśmy zwycięstwo „Solidarności” w walce z reżimem komunistycznym, ale nie potrafimy rządzić się we własnym niepodległym państwie.

Mamy konsekwencje w postaci zobrazowanego przez prezesa Trybunału Konstytucyjnego zamachu stanu przeprowadzanego przez przedstawicieli najwyższych władz publicznych działających jak w czasach saskich na korzyść obcych a nie narodu.

Dobrze się stało, że sprawę oficjalnie medialnie upubliczniono, gdyż żaden urzędnik administracji publicznej współdziałający w tym zamachu nie będzie się mógł uchronić przed zarzutem współwinnego.

Każdy może sięgnąć na stronę internetową TK i przeczytać stawiane zarzuty czysto prawnicze przez fachowca, byłego Prokuratora Krajowego. Jak długo istniał spór polityczny między partiami rozbieżne działania można było lekceważyć, ale dziś już nie.

Mamy dokładnie opisany prawniczo zamach godzący w konstytucyjne organy państwa, co stanowi najcięższą zbrodnię przeciwko Ojczyźnie. Na co liczą prowodyrzy i organizatorzy zamachu? Dotychczas czuli się mocno mając poparcie polityczne władz Unii.

Sytuacja jednak powoli się zmienia za sprawą Prezydenta USA Donalda Trumpa, który uzmysławia społeczeństwu europejskiemu cały bezsens lewackiej polityki, de facto godzącej w interesy narodów wszystkich państw wspólnoty.

Polscy uzurpatorzy wiedzy prawnej szermujący pojęciem: „będziemy stosować prawo tak, jak my je rozumiemy” jeszcze nie zaskoczyli, w jakiej pułapce się znaleźli, ale to ich problem. Unia nikogo nie obroni przed odpowiedzialnością za bezprawne postępowanie.

Niebawem skończy się także jej poparcie polityczne dla modelu rozkładającego państwa gospodarczo, kiedy na zachodzie Europy w kolejnych krajach rządy obejmie prawica, wtedy dojdzie do nieuchronnego zreformowania wspólnoty wedle stricte praw traktatowych.

O braku minimalnych umiejętności polityczno-taktycznych naszej obecnej władzy świadczy ich postępowanie względem Donalda Trumpa. Najpierw wieszali na nim przysłowiowe psy, dając się podpuścić przedstawicielom Unii gardłującym podobnie, a po wyborze na Prezydenta USA usiłują się przymilać, tak, jakby nic się nie stało.

Co mądrzejsi prawnicy typu Hanna Gronkiewicz Waltz przestrzegają przed widocznym jaskrawo postępowaniem ambasadora USA, który rozpoczął urzędowanie od nietypowej w takich początkowych warunkach krytyki rządu.

Widać, że Donald Trump jest zainteresowany współpracą z Polską, ale z obecnym rządem nie ma po drodze…Wiatr atlantycki zmiecie lewactwo, a przywódca polskiej rebelii być może nadal będzie uważał ping pong za ważniejszy od przestrzegania Konstytucji…

W tym wszystkim najbardziej biedny może być przeciętny urzędnik władzy publicznej, który powinien przeżyć zdrową refleksję, bo jak przysłowie mówi: gruba ryba nieraz uchodzi odpowiedzialności, a płotka, jako współwinna wpada…

Karabeusz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *