SZOPKA 3…

Motto: na nasze życzenie i za nasze pieniądze…

Z niecierpliwością oczekiwałem debaty prezydenckiej numer trzy, ponieważ bardzo byłem ciekaw, co interesującego, nowego wymyśli Telewizja Republika w zakresie pytań, czy też ograniczy nowości do aranżacji studia, bisując przedstawiane problemy?

Gdyby ten bis nie miał nastąpić, treść debaty mogłaby przybrać zaskakującego wymiaru, bo może padłyby te najciekawsze pytania dotyczące sposobu wyjścia z anarchii? Trzeba było niestety czekać do godziny dwudziestej, aby rozwiać zagadkę.

Okazało się, że i tym razem przewidywaniami trafiłem w dziesiątkę, ponieważ wątku zasadniczych pytań nie poruszono. Może ktoś z tym czeka na bardziej sposobną okazję, kto wie, takie trzymanie w napięciu przynosi nieraz zaskakujący obrót statystyczny…

A nóż, a widelec, tym sposobem doszłoby do odblokowania szarych komórek u niektórych zatwardziałych zwolenników naszego totalnego bałaganu prawnego? Taka taktyka medialna może zadecydować wyraźnie o ostatecznym wyniku.

Muszę uzbroić się w cierpliwość i spokojnie oczekiwać do następnego występu debatowego, stąd nie mam pretensji do TV Republiki, która już ogłosiła kolejną debatę, na którą musi przecież zachować jakąś niespodziankę?

Po wysłuchaniu tych trzech przedstawień nasuwa się od razu porównanie debaty numer 2 i 3, gdyż obie odbyły się w studiu telewizyjnym. W tej skali TV Republika bije na głowę konkurentów właściwie w zakresie wszelkich aspektów porównawczych.

Przede wszystkim wiadomo było z góry, kto organizuje debatę i kto ją poprowadzi. Skromna finansowo telewizja nie siliła się na zasłony dymne trójpodziału, lecz wystawiła oszczędnościowo jedną, ale dobrą redaktorkę do jej prowadzenia.

Bloki tematyczne pokrywały się, ale sedno pytań było nieco odmienne, co świadczy o pomysłowości i znajomości tematu organizatorów. Nie broniono wtrętów zaskakujących, o czym świadczy trafna karykatura nieobecnego, ale organizator nie był tego autorem.

Struktura kandydatów okazała się zmienna. Mieliśmy kilku uczestników w trzech debatach, a także nowości personalne. Wśród stałych bywalców nikt specjalnie nie zaskoczył. Marszalek z uporem prezentował się świętoszkowato, usiłując wymiksować z koalicji…

Czy to się uda, trudno powiedzieć, choć już mieliśmy na tej najwyższej funkcji klasycznego osobnika charakteryzującego się powiedzeniem jestem za, a nawet przeciw… Idzie w zaparte sądząc, że jak raz oszukał bezmyślnych wyborców, to może się uda zabisować?

Jego klasyczny pomysł telefonu lekarza rodzinnego do pacjenta przeszedł do anegdotycznej historii w warunkach obecnej degrengolady służby zdrowia… Dzisiaj puszcza oko do młodzieży, jako zwolennik studiów bezpłatnych i tym haczykiem usiłuje ich zbajerować.

No cóż showman robi, co może, choć z logiką nie ma to nic wspólnego, bo przecież w koncepcji odpłatnych studiów idzie o kontrakt nas, społeczeństwa ze studentem. Fundujemy ci bracie bezpłatne studia, ale po to, abyś się odpłacił korzystną pracą w Polsce.

Chcesz jechać za granicę z naszym dyplomem, proszę bardzo, masz prawo, ale najpierw zwróć nam nakłady za odbyte studia. Uczciwe – chyba nic bardziej klarownego wymyślić się nie da, ale marszałek wykręca kota ogonem i usiłuje młodym zrobić z mózgu wodę!

Powtórzono zasadniczo bezsensowną koncepcję dolewania wody, czyli pieniędzy do dziurawego wiadra z wodą wyciekającą na lewo i prawo i choć przebąkiwała w tle koncepcja powrotu do kas chorych, nikt tego kompleksowo nie wyjaśnił, dlaczego to konieczne.

Trochę się nie dziwię, bo niezwykle trudno znaleźć odważnego człowieka, który zdecyduje się zadrzeć ze służbą zdrowia. Politycy wolą na wszelki wypadek w tym zakresie przyjmować postawę cnotliwej panny, czyli takiej, która chciałaby, ale się boi…

Lewica winna rozłożenia kas chorych z uporem maniaka konsekwentnie prze w tym samym zgubnym kierunku, gdyż liczy na debilizm wyborców. Jedna tak się zmęczyła przekonywaniem Prezydenta RP do weta, że nie zdążyła na debatę, drugi z uporem bisował.

Profesor ekonomistka, wlewająca wodę do dziurawego wiadra z rozbrajającą szczerością przekonywała o swych racjach, sądząc, że wyborca od eksperta wszystko w ciemno kupi, tym bardziej, że tenże przemawia z pozycji UE czyniącej to samo z całą gospodarką!

Sami kandydaci wykazali dużo samokrytyki stwierdzając, że nie ma wśród nich właściwego przyszłego Prezydenta RP, co pobrzmiewało też w komentarzach podebatowych. Co bardziej odpowiedni, nadający się na tę funkcje, zdaniem komentatorów w cyrku nie chcieli wystąpić.

Trzeba jednak zdać sobie sprawę z tego, że mamy takich kandydatów, na jakich większościowo, jako społeczeństwo zasługujemy. Co bardziej poprawnie wyróżniający się musieli dobitnie wielokrotnie potarzać te same sformułowania, aby do widza dotrzeć.

Przykładowo, jeden z nich nawet 9 razy powtarzał, aby się utrwaliło, że jest najlepszym kontrkandydatem do walki finałowej. Ciekawostką pozostaje, dlaczego założył, że główny kłamczuszek tego grona trafi do drugiej tury, czyżby miał o wyborcach aż tak złe zdanie?

Po wysłuchania trzech debat, czuję oczywiście niedosyt, gdyż nikt nie rozprawił się z problemem anarchii, lecz nie tracę nadziei pomimo potocznego twierdzenia, że nadzieja jest matką głupich, ale każda matka kocha swoje dzieci i chciałaby dla nich najlepiej.

Karabeusz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *