Motto: czasem człowiek na coś czeka i to niespodziewanie przychodzi…
Mieliśmy sześć debat prezydenckich i po ich wysłuchaniu chciałem napisać wyłącznie o statystyce, gdyż ona, jako pierwsza przychodziła mi na myśl, w postaci materiału refleksyjnego po zapoznaniu się z ich treścią.
Zaintrygował mnie jednak jeden kandydat, który konsekwentnie śmiał twierdzić, że jest możliwe zbliżenie ustrojowe ku demokracji bezpośredniej. Zainteresował, dlatego, że jego ogólnikowy pogląd w znacznej mierze pokrywa się z moim.
Postanowiłem przyjrzeć się tej osobie w szczegółach i dowiedzieć do czego tak naprawdę dąży? Okazuje się, że mamy człowieka antysystemowego w tym ujęciu, iż jest przeciwnikiem dotychczasowego brylowania we władzy partii politycznych.
W poglądach zmierza do oddania władzy w kluczowych sprawach narodowi i do tego jeszcze znajduje sposób na skuteczną realizację. Nie jest burzycielem porządku konstytucyjnego, a wręcz przeciwnie, chce i propaguje zapisane w ustawie zasadniczej zasady.
Punktem wyjścia jest art. 4 Konstytucji RP, zgodnie z którym zwierzchnia władza należy do narodu, który realizuje ją pośrednio lub bezpośrednio. Bardzo klarownie tłumaczy, że całościowy system demokracji pośredniej, jaki realizujemy jest niekorzystny dla narodu.
Wynika to stąd, że partia polityczna mając mandat suwerena, który ją wybrał do rządzenia w trakcie realizacji rządów odchodzi od głoszonych poglądów i ideałów kampanijnych, a naród nie ma możliwości skutecznie się sprzeciwić.
Widzi w tym główną przyczynę naszych niezadowoleń, problemów wynikających z obiecanek cacanek i braku ich realizacji, słowem pokazuje, że w sposób powtarzalny przy kolejnych wyborach dajemy się w większym lub mniejszym stopniu oszukiwać.
Kołowrotek powtarza się systematycznie, gdyż nie mamy skutecznej metody na postawienie władzy na baczność, aby realizowała to, co obiecała i to czego życzy sobie większość społeczeństwa, która daną partię do władzy wybrała.
Sensowność rozwiązań prezentowanych przez tego kandydata została sprawdzona w wielu filmach dostępnych w internecie, a badali jego poglądy nie byle jacy specjaliści z prof. Antonim Dudkiem na czele, tyle, że wiedza ta nie jest szerzej upowszechniana.
Przeciwnie, partie polityczne mające wpływ na przepływ informacji poczuły się chyba zagrożone i możliwymi dostępnymi środkami usiłują zagłuszyć ten niezwykły głos mądrości pokazujący, że metodą ewolucyjną można naprawić zło.
Dotychczas wydawało mi się, że nas uratować może tylko jakieś tąpnięcie rewolucyjne z przywódcą o charakterze marszałka Józefa Piłsudskiego. Okazuje się jednak, że byłem w błędzie prezentując taki pogląd.
Przyznam, że z braku czasu nie przesłuchałem wszystkich wypowiedzi tego kandydata, dlatego propagując jego poglądy, które akceptuję w sensie zasadniczego kierunkowego działania, proponuję, aby każdy wyborca wyrobił sobie sam zdanie czytając te treści.
Dlaczego postawienie na tego kandydata w pierwszej turze wyborów jest tak ważne? Obserwujemy dość powszechną krytykę społeczną tzw. duopolu partyjnego i równocześnie wciska nam się bezradność w zakresie zwalczenia tego niekorzystnego rozwiązania.
Przeciętny wyborca, nawet jeśli popiera potrzebę likwidacji duopolu partyjnego, to nie ma czasu na szczegółowsze zastanowienie się nad sprawą i dlatego jest podatny na popadanie w stan apatii w zakresie możliwości poprawienia czegokolwiek.
Takie podejście do rzeczywistości jest szczególnie niekorzystne, ponieważ psychicznie utwierdza masy wyborcze, że tkwimy w jakiejś beznadziei i tylko jesteśmy w stanie wybrać jakieś mniejsze zło…
Tymczasem nawet wielu kandydatów na głowę państwa zachęca nas do zagłosowania w pierwszej turze sercem, czy inaczej mówiąc własnymi osobistymi przekonaniami, bez względu na ocenę skuteczności takiego głosu. Co to daje, ktoś powie, to stracony głos.
Akurat nieprawda. W kształtowaniu się korzystnych poglądów społecznych na budowę i organizację modelu państwa najistotniejsze znaczenie posiada z psychologicznego punktu widzenia wiara większości, że coś jest możliwe do przeprowadzenia.
Tego chyba nie trzeba specjalnie udowadniać rodakom, bo gdybyśmy nie wierzyli w możliwość powstania wielkiego 10 milionowego ruchu „Solidarność”, to on rzecz jasna nie powstałby i nie zdobylibyśmy nawet jakiejś namiastki demokracji.
W konsekwencji, jeśli proponowany kandydat na głowę państwa zdobędzie w I turze tylko kilka procent naszych głosów, to już powstanie przełom psychologiczny wskazujący, że można skutecznie w tym kierunku pójść.
Można nie reprezentując żadnej partii politycznej kandydować i z czasem zdobyć najważniejszą funkcję w państwie oraz poprowadzić nasz system władzy ku lepszej jego formule, akceptującej to, czego większość społeczeństwa sobie życzy.
Bez namacalnego wynikowego wyborczo dowodu świadczącego, że można, nie wyjdziemy z zaczarowanego kręgu beznadziei i dlatego proponuję głosować na Artura Bartoszewicza dr ekonomii, zmierzającego do realizacji ustroju w kierunku modelu szwajcarskiego.
Tadeusz Michał Nycz