Motto: popadamy w coraz większą paranoję…
Żyjemy w świecie absurdów, poniekąd pozwalając na to, aby rządzący, a szerzej mówiąc organizatorzy życia społecznego robili z nas kompletnych idiotów. Aspekt wielkiej polityki pozostawię w tym momencie na boku koncentrując uwagę na czymś innymi.
Okazuje się, że powszechne przekręty, cwaniactwo, oszustwo przeniknęło bardzo szybko z polityki do sportu, w myśl reguły, że zły pieniądz zawsze wyprze z obrotu finansowego ten dobry. Powiązanie jest adekwatne, gdyż dziś wielki sport to jeden wielki biznes…
Trudno zrozumieć tę podstawową sprzeczność pomiędzy głoszonymi ideami olimpijskimi, które mają przyświecać każdej dyscyplinie sportu, a rzeczywistością, pokazującą akurat coś wręcz odwrotnego.
Skończył się sezon skoków narciarskich w wersji zimowej, dzisiaj przeszliśmy do działań na trawie, a tymczasem na tle tej dyscypliny sportu widać, że władze tej dziedziny nie podejmują żadnych racjonalnych przedsięwzięć, aby wyeliminować oszustwa.
Problem nie dotyczy tylko samych kombinezonów narciarskich, które wygrywają zawody, ale nawet szerzej całego sprzętu koniecznego do skoku na skoczni. Ile to pięknych słów napisano o tym, jak to władze walczą z nieuczciwością zawodników i ich zaplecza organizacyjnego.
Krokodyle łzy, albo zwykła hipokryzja, ponieważ sprawa może być w sposób prosty załatwiona, ale nikt tego nie czyni, pytanie dlaczego? Trudno prezentować tezę, że oni wszyscy są tak kompletnie głupi, że nie potrafią niczego sensownego wymyślić.
Sprawa jest przecież dziecinnie prosta. Wystarczy, aby organizacja sportowa sama zleciła wyprodukowanie dla wszystkich zawodników odpowiedni do ich liczby zasób całego używanego sprzętu sportowego i przydzielała go indywidulanie do skoku.
Sprzęt będący pod kluczem organizatorów zawodów wyeliminowałby całkowicie jakiekolwiek przekręty. Oczywiście zawodnicy mogliby na treningach własnych korzystać ze sprzętu osobistego, ale na zawodach tylko z tego będącego pod ścisłą kontrolą.
Okazuje się jednak, że organizacji narciarskiej nie stać na racjonalne myślenia, ani jej w głowie podjęcie radykalnych działań przecinających spory, spekulacje i kombinacje co bardziej sprytnych zawodników i ich zaplecza technicznego.
Organizacje sportowe powielają system funkcjonujący w wielkiej polityce, robiącej społeczeństwu powszechnie z mózgu przysłowiową wodę. Tak, jak politycy zapewniają nas o wielkiej demokracji, a drugą stroną medalu są reżimowcami.
W tę manierę wpisują się także organizacje sportowe, z uporem maniaka walczące z dopingiem, nierównością, etc., będące pełną gębą za ideami olimpijskimi, tyle, że w praktyce góra rodzi przysłowiową mysz…
Przejdźmy do kolejnego przykładu dość aktualnego, zważywszy na w pełni sezon tenisowy rozgrywany w Londynie, czyli w zawodach o prestiżowo najwyższej randze i poza tym, porównawczo z narciarstwem, znacznie większych pieniądzach.
Ostatni mecz Sabalenki z Siegemund pokazał, że tej ostatniej nie przeszkadzało „wycie” Aryny bez przerwy przez cały mecz. Są jednak zawodniczki, które na tę sprawę reagują inaczej. Na przykład Pegula, która nawet w tej sprawie bodaj zwracała się do WTA i co, i nic.
Problem nie ma jednak charakteru wyłącznie estetycznego, choć z tego punktu widzenia rzecz jasna, trudno oglądać i słuchać mecze obecnej jedynki tenisowej. Pozostaje tylko wyłączenie foni i tyle. Gorzej jest niestety na stadionie, ale to już problem kibiców bezpośrednich…
Ja patrzę na sprawę z punktu widzenia poprawnej regulacji przepisów sportowych, które tego rodzaju wycia powinny ewidentnie zabronić, ponieważ są pewną formą niedozwolonych zachowań szkodzących przeciwniczce, czy przeciwnikowi, co łatwo udowodnić.
Często się przecież zdarza, że sędzia prosi widzów o spokój przed serwisem zawodniczki, czy zawodnika, aby taka osoba mogła się odpowiednio skoncentrować. Bardzo dobrze oczywiście postępuje, ale ja się pytam, czy koncentracja nie jest potrzebna odbiorcy serwisu?
Oczywiście, że jest potrzebna i dlatego dla zachowania równych szans wszystkich uczestników rozgrywek takie permanentne wycie powinno być zabronione. Mało mnie obchodzi, że takie zawodniczki jak Serena Williams, Szarapowa, Azarenka, Sabalenka wyją.
To jest ich problem. Można oczywiście dopuścić jakieś wyjątki w tym zakresie, kiedy zawodnik, czy zawodniczka znajduje się w stanie szczególnej figury akrobatycznej na korcie, czyli jakieś absolutnie wyjątkowe incydenty.
W obecnym stanie prawnym tak ATW, jak i WTA nie zakazując wycia na korcie, nie zapewniają równych szans wszystkim zawodniczkom i zawodnikom, co ze sportowym podejściem do gry nie ma nic wspólnego.
Biorąc powyższe pod uwagę, z moralnego punktu widzenia nie mogą stawiać za wzór sportowca takie zawodniczki, czy zawodników, którzy permanentnie wyją na korcie, bo to ze sportowym zachowaniem jest sprzeczne.
Od władz różnych dyscyplin sportu oczekuję natomiast rzeczywistej, a nie pozorowanej działalności w sferze dbałości o przestrzeganie idei olimpijskich, bo jak na razie wiele związków sportowych z tą ideą jest ewidentnie na bakier.
Tadeusz Michał Nycz