Miałem mądrego przyjaciela,
Ot, psikus czasem dobro wciela.
Mogłem nań liczyć bez umiaru
W przyjaźń roztaczał urok czaru.
Dość często prawdą zaskakiwał.
Przy tym w sentencjach nie wydziwiał,
Lecz walił zawsze prosto z mostu,
W czas karnawału, czy też postu.
Dziwnie przebiegły nasze drogi.
On szybciej ciut wysilał nogi…
I z tej przyczyny oczywiście
W całej karierze był na liście…
Zręcznie zdobywał powodzenie,
W tym również damskie uwielbienie…
Być może przez te kombinacje
Częściej chwalono jego racje.
Dóbr tych doczesnych zdobył sporo.
A, potomności zyskał czworo.
Podtrzymał hasła demografii
O tym, że Polak wciąż potrafi…
Miał sposobniejszą ciut naturę
Podatną na progeniturę.
I, ulubieńcem był wśród dam,
Na co wyglądem baczył sam.
Gdy nam dziadkowe życie trysło,
Wszystko niezwłocznie się rozprysło.
Zachodzę w głowę o przyczynę?
W tę zadrę, choćby w jej szczelinę
Chciałbym zagłębić mocno wiedzę
I, pomóc jakoś dziś koledze.
Zamartwiam się, czy w sedno trafię,
Rozpoznać może nie potrafię
Istoty pozoranctwa przyczyn,
By sprecyzować cały wyczyn.
Kiedy areny nam nie staje
Mężczyzna często traci baje…
Gdyż pozbawiony swej profesji
Nie ma już na co zrobić cesji…
Wychodzi na to, jak ulotnie
Jest grać przez życie tak samotnie…
Tadeusz Miłowit Lubrza