REMANENT…

Motto: nie może być nic gorszego, jak oszukiwanie samego siebie…

Po rozstrzygnięciu Sądu Najwyższego w sprawie ważności wyborów prezydenckich nasuwa się potrzeba podsumowania tego wszystkiego, czego byliśmy świadkami. Inwentaryzacja jest potrzebna po to, aby nie bujać w obłokach, lecz spojrzeć prawdzie prosto w oczy…

Ocena będzie przewijać się w słowach redaktorów, komentatorów pewnie przez wiele lat, a ja nie zamierzam ich pozbawiać chleba… Chcę skoncentrować uwagę na jednym ważnym aspekcie. Chodzi o odczucie i stan ducha elektoratu, którego kandydat przegrał wybory.

Uważam, że to jest kluczowe, ponieważ te olbrzymie masy wyborcze zasługują na szacunek. Nie wiem, czy trafię w sedno, ale mam wśród nich członków rodziny, bliższych i dalszych znajomych, stąd chciałbym pomóc w odnalezieniu realu…

Myślę, że głównym problemem jest pozostawanie w błędnym przekonaniu, co do tego, jakie ugrupowanie polityczne popierają. W skali powszechnej problem dotyczy generalnej, systematycznej manipulacji medialnej masami.

To nie jest tak, że o tym nie wiemy, ale staramy się prawdy nie przyjmować do wiadomości. Utrwaliło się od wielu lat przekonanie, że grona inteligencji polskiej skupiają się głównie w Platformie Obywatelskiej i jej zapleczu wyborczym.

Do pewnego czasu tak rzeczywiście było. To ugruntowane założenie sprawiło, że znaczne rzesze obywateli identyfikują się z tą partią, bo każdy wykształcony człowiek ma aspiracje przynależności raczej do inteligencji, aniżeli innej warstwy społecznej.

Gloryfikację tę uznawali zwolennicy szybkiej przynależności do zachodnioeuropejskiej kultury. Zjawisko było łatwe do publicznego upowszechniania, ponieważ koncepcji przeciwstawiano dotychczasowy model przynależności do wschodniego brata…

Mieliśmy polityków, którzy przezornie przewidywali przyszłość i już na starcie ostrzegali przed przejściem z jednego reżimu do drugiego… Tacy ludzie uchodzili za niepoważnych, stąd społeczeństwo nie dawało im wielkiego poparcia w wyborach powszechnych.

Tymczasem inteligencka PO poczęła stopniowo tracić na wartości, gdyż pozbywała się rzetelnych polityków, którzy choć nie byli przeciwnikami wspólnoty, to jednak prezentowali odmienne poglądy od typowego, nachalnego nurtu pro unijnego.

Do tego jeszcze nie pozbyliśmy się na wielu szczeblach władzy postkomunistów, a z drugiej strony dążyliśmy do zachodniej Europy tak szybko, jak do przysłowiowego tlenu.  W fazie przygotowania akcesji było to szczególnie widoczne.

Zaczęło się jednak wcześniej jeszcze w okresie upadku rządu Jana Olszewskiego. Akcesja wymagała wprowadzenia Konstytucji RP, której ojcem był postkomunistyczny Prezydent RP, a do Unii weszliśmy pod egidą PZPR-owskiego premiera.

Taka mieszanka sprzeczności dobrze się skończyć nie mogła. Problem główny sprowadzał się do kompleksów. Naród o ponad 1000 letniej historii nie wierzy we własne możliwości, mimo, że byliśmy przez kilka wieków dobrze funkcjonującą demokracją.

Wmówiono nam, że bez pomocy zachodu Europy i bez przynależności do Unii Europejskiej niczego nie osiągniemy, w szczególności dobrobytu i w ten kompleks niższości daliśmy się wpuścić jak niedorozwinięte dzieci.

Zakulisowo dochodziło do układów i porozumień między postkomunistami a odłamami inteligencji skupionej wokół PO, czego efektem było wspólne bezpardonowe atakowanie wszystkiego, co tylko nieco krytyczne stawało na drodze akcesji do wspólnoty europejskiej.

Niewidoczny przepływ masy pieniędzy z tym związany był wystarczającą zachętą do gloryfikowania w ciemno Unii Europejskiej jak przysłowiowego Nieba i tym samym zniechęcał do negocjowania odpowiednio korzystnych dla Polski warunków akcesji.

Te konszachty ówcześnie były mniej widoczne niż obecnie. Premier postkomunistyczny, który wprowadził nas do Unii, dzisiaj jest politykiem unijnym PO i uczy nas demokracji, co już pozostaje śmieszne, jakby powiedział w wersji kabaretowej Jan Pietrzak.

Globalna gospodarka kapitałowa powodowała ten skutek, że byliśmy tak samo potrzebni Unii, jak ona nam, tymczasem oddaliśmy prawie za bezdurno cały nasz rynek gospodarczy i teraz utyskujemy, zastanawiając się w jaki sposób opodatkować obcy kapitał?

Pokutuje nadal przekonanie, że nasze zaplecze intelektualne lokuje się w PO i jej elektoracie, choć to z rzeczywistością nie ma wiele wspólnego. Partia ta, przynajmniej oceniając od strony władz zarządczych utraciła przymiot wychwalanej przez lata oazy mądrości.

Potwierdza to bezdyskusyjnie cały przebieg kampanii prezydenckiej. Mając zgrupowane w jednym ręku olbrzymie środki taktyczno-medialne, techniczne, finansowe, w tym wykraczające poza dopuszczalne przez prawo nie potrafiła wypromować swojego kandydata.

Papierkiem lakmusowym jest wychwalany, genialny mecenas, który nie potrafił sporządzić poprawnego prawnie wzoru sprzeciwu wyborczego i tym sposobem okazało się dowodnie, że sama umiejętność skakania na wiecu, to za mało, aby skutecznie wejść do polityki.

Im wcześniej zwolennicy PO bezczelnie dotychczas oszukiwani zrozumieją realia, tym szybciej wspólnie zaczniemy racjonalnie funkcjonować, oczywiście przy dalszej dyskusji i sporach merytorycznych, o tym, jak stworzyć lepszą rzeczywistość egzystencji narodu.

Karabeusz

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *