Był raz sklepik od papieru.
Nagle sprawił szok numeru…,
Splajtowawszy dokumentnie,
Molochowi dając mętnie
Zapanować z miejsca szybko.
Nie pomogłaś złota rybko
Pływająca tam w akwarium.
Zamarzyło się solarium,
Jednak kryzys nastał nagle,
A, co szybko, to po diable…
Porwał punkt monopolista
Takich przecież spora lista.
Bardzo długo jest dziewiczy
Nasz sklep nowy papierniczy.
Poszukuję zeszyt w kratkę
I, natrafiam na zagadkę.
Format jest, niestety mini,
Który zawód spory czyni,
Przeznaczeniem liliputów.
Dla dorosłych i mańkutów
Nie ma żadnej propozycji.
Wielki problem dla audycji
Reklamowej tego sklepu –
Nie ma nawet taśmy lepu.
Obok handel: szwarc i mydło…,
Rośnie optymizmu skrzydło,
Gdyż wśród firm ogromnej kupy
Chyba zrobię ciut zakupy?
Tak w tym fachu się wychodzi,
Gdy monopol drogi brodzi…
Nie pozwala sklepikarzom,
Co z jakością się kojarzą,
Egzystować równolegle.
Konkurencję zetną biegle,
Wykazując nieuchronnie,
Że jakości szukać płonnie!
Tadeusz Miłowit Lubrza