O CO CHODZI…?

Motto: czyli europejska wojna o korzyści…

Media w rozgorączkowany sposób podniecają nas rozmowami na szczycie pomiędzy Putinem a Trumpem i Zełeńskim oraz połączonymi siłami Europy. Podniecenie jest pobudzane zagrożeniem totalną wojną, niektórzy straszą trzecią światową, czyli nuklearną.

Rozpalają nas rumieńce i dyskusje o tym, że do rozmów w USA nie zaproszono ani Prezydenta RP ani prezesa Rady Ministrów.  Rząd uważa, że w Waszyngtonie do niczego konstruktywnego nie dojdzie, toteż nasz udział jest zbędny.

Ale ze strony MSZ mamy apel do Prezydenta RP, aby ten tam się znalazł skoro ma dobre relacje z Prezydentem Stanów Zjednoczonych. Kancelaria Prezydenta odbija piłeczkę, zaplanowanym na 3 września 2025 r. spotkaniem obu Prezydentów.

W zasadzie można postawić racjonalne pytanie, po co Prezydent Nawrocki miałby się wpychać do amerykańskich negocjacji, skoro jako niezły historyk doskonale zdaje sobie sprawę, że nie ma potrzeby wkładać przysłowiowego palca między drzwi…

Karol Nawrocki, co miał powiedzieć o stanowisku polskim przekazał w czasie rozmowy elektronicznej i w przeciwieństwie do rządowych pozorantów zna się na polityce i na dyplomacji zdając sobie sprawę ze swojego miejsca w szyku…

On nie zamierza robić polityki na potrzeby wewnątrzkrajowe, gdyż to do niczego dobrego dla Polski nie prowadzi. W rozmowie w cztery oczy z Prezydentem mocarstwa można więcej uzyskać, aniżeli przy gromadnym przelewaniu z pustego w próżne.

Nasz Prezydent ma chyba aż za głębokie wykształcenie historyczne, aby nie zdawać sobie sprawy z tego, że wycieczka do Waszyngtonu nie ma żadnego sensu, zważywszy na rzeczywiste sedno sprawy.

Rzecz dotyczy rozgrywki między wielkimi światowymi mocarstwami, która zbiegiem różnych okoliczności polegających na rozbracie wewnętrznym Ukrainy toczy się akurat na terenie tego państwa.

Wszystko rozpoczęło się w 1994 r., kiedy Ukraina pozbyła się broni nuklearnej, a wielkie mocarstwa gwarantowały jej nienaruszalność granic. Problem w tym, że owo porozumienie miało charakter pozorny a nie rzeczywisty.

Gwarantując Ukrainie jej terytorium nie pytano o zdanie Krymu, jako suwerennej republiki, a także nie badano preferencji samych Ukraińców, spośród których znaczna część wschodnia jest prorosyjska, a część zachodnia pro unijna.

Ten rozbrat musiał doprowadzić do konfliktów, które chytrze wykorzystał sąsiad na swoją korzyść bezpardonowo zagarniając w 2014 r. Krym, na co ani USA, ani mocarstwa europejskie w żaden konkretny sposób nie zareagowały, poza medialnymi protestami.

Sławetne sankcje gospodarcze na Rosję, to pic propagandowy, gdyż gaz i ropa naftowa są dalej kupowane, tyle, że od pośredników. Rosyjskiego kapitału ulokowanego w Europie zachodniej nikt dotychczas nie ruszył, stąd cała reszta to zwykła medialna mistyfikacja.

Rosja wykorzystując niespójność społeczeństwa ukraińskiego wpływała na władze Ukrainy, aby były jej przychylne. Kiedy jednak doszło do przewrotu pro unijnego, Putin postanowił zabawić się w agresora, widząc bezradność zachodu.

Prezydent Donald Trump w czasie pierwszej kadencji apelował do członków NATO, aby łożyli odpowiednie sumy pieniędzy na zbrojenia, czyli realizowali to, do czego traktatowo się zobowiązali, ale niestety na próżno.

Zachód Europy postanowił bawić się dalej w dobrego wujka dla Ukrainy kosztem USA. Dopóki w Stanach Zjednoczonych rządzili demokraci, jakoś to się udawało, ale powrót Donalda Trumpa do władzy zmienił sytuację.

W chwili obecnej Amerykanie dążą do zakończenia konfliktu w Ukrainie, ponieważ on nie przynosi im korzyści i usiłują obciążyć zachodnią Europę kosztami obrony Ukrainy po zakończeniu obecnej wojny, co wielkim unionistom oczywiście się nie podoba.

Zachód bez USA militarnie jest słaby i sprzeciwia się wstępowi Ukrainy do NATO, nie chcąc angażować się w tę wojnę, podobnie jak Stany Zjednoczone, które zdają sobie sprawę, że zastosowanie art. 5 tego traktatu, głównym wysiłkiem obciąży Amerykanów.

Sytuacja Polski jest szczególnie złożona, ponieważ graniczymy z Rosją i jesteśmy potencjalnie zagrożeni na wypadek zamiaru agresora przywrócenia wpływów z okresu ZSRR. Nasze szanse obrony spoczywają w rękach Amerykanów i częściowo własnych.

Obronna armia europejska, to legenda przyszłości, a liczenie na koalicjantów unijnych można między bajki włożyć, gdyż przekonaliśmy się, że oni nie dotrzymują traktatów, co potwierdza dziś brak składki NATO i puste gadanie o obronie Ukrainy i sankcjach na Rosję.

Powinniśmy się uczyć na doświadczeniach Ukraińców, jeśli już nie chcemy sięgać głębiej do naszej historii, że brak spójności narodowej w warunkach zagrożenia do niczego dobrego nie prowadzi, a właściwie jest zapowiedzią klęski, albo jak w naszym przypadku zaborów…

W tych warunkach, albo większość rodaków te niuanse zrozumie i przepędzi na cztery wiatry władzę, która nie dba o jego żywotne interesy, tylko pozoruje obronność państwa, albo czeka nas powolny rozkład państwowości i kolejne zabory…

Karabeusz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *