RÓŻNICA…

Motto: dyplomaci, a dyplomatołki…

Zaproszenie Prezydenta RP do złożenia wizyty w USA i spotkania z Prezydentem Donaldem Trumpem wywołało niezwykłe reperkusje dyplomatyczne. Co bardziej doświadczeni zawodowo, przynajmniej z formalnego punktu widzenia, uruchomili tendencyjne działania.

Rząd znalazł się w kropce, pomimo usilnych podchodów do Kancelarii Prezydenta w sprawie uczestnictwa jego przedstawiciela w tych uroczystościach, nic z tego nie wyszło, co było zresztą do przewidzenia zważywszy na publiczne wypowiedzi premiera o Prezydencie USA…

Zorganizowano kampanię medialną pokazującą jakie znaczenie posiada jeden, wspólny głos rządu i prezydenta za granicą… Uaktywnili się byli Ministrowie Spraw Zagranicznych, a także niektórzy historycy intensywnie grzmiący na ten temat.

Wszystko to, nie przynosiło jednak żadnego skutku, wobec tego postanowiono pouczyć Prezydenta RP jak sztubaka, co może, a czego nie powinien robić, czyli o czym rozmawiać, a o czym nie, w czasie spotkania z Prezydentem USA Donaldem Trumpem.

Aby sprawa nabrała medialnego posmaku skandalu, dziwnym trafem owa pisemna instrukcja nie została zaopatrzona żadną klauzulą tajności i w konsekwencji w niewyjaśnionych dotychczas okolicznościach publicznie ją ujawniono.

Media prorządowe oczywiście oskarżyły o przeciek Kancelarię Prezydenta i zaczęła się kolejna nagonka mająca świadczyć o braku właściwej organizacji i ogólnie chaosie w otoczeniu głowy naszego państwa.

Prezydent RP wraz z doradcami, pozbawiony przedstawicieli rządu, przybył do USA i został tam przyjęty z wielkimi honorami… Kiedy jeszcze przed oficjalnymi rozmowami Donald Trump stwierdził nienaruszalność wojskową w Polsce, na rządzących padł blady strach!

Cała uknuta intryga mająca na celu dyskredytację tej wizyty i realizację polityki UE wypchnięcia USA z Europy wzięła kompletnie w łeb. Jeśli się już nie dało zrealizować zaleceń unijnych to trzeba przynajmniej w kraju zachować twarz…

Triumf ma zawsze wielu ojców, a porażka jest sierotą. Nie było innego wyjścia, jak zacząć chwalić Prezydenta RP i jego osiągnięcia, a jednocześnie twierdzić równolegle, jak to przyjęto rzekomo wspólne stanowisko względem rządu Stanów Zjednoczonych.

Na polu krajowym nie wszystkim jednak odpowiada takie chwalenie, toteż rozpoczęło się po wizycie narzekanie na efekty, czyli obniżanie tych sukcesów, które zaistniały jeszcze przed oficjalnymi rozmowami pomiędzy amerykańską, a polską delegacją.

Nie udało się namówić Prezydenta RP aby wziął ze sobą szefa MSZ, to tenże musiał jakoś zachować twarz i spotkać się ukradkiem ze swoim odpowiednikiem amerykańskim. O czym rozmawiano i co ustalono, brak informacji, gdyż decyzje zapadają na szczeblu prezydenckim.

Kancelaria Prezydenta RP trafnie dostrzegła podstęp i słusznie nie zabrała żadnego dyplomaty rządowego, gdyż zostałoby to poczytane za potwarz względem Prezydenta USA, którego te dyplomatołki uprzednio publicznie znieważały i w efekcie nici byłyby z porozumienia.

Właściwie brakuje kulturalnych słów na nazwanie zachowania naszej ekipy rządowej względem byłego i kandydata na Prezydenta USA. Tylko ktoś pozbawiony choćby ABC wiedzy dyplomatycznej może sobie strzelać przysłowiowego gola do własnej bramki…!

Rzecz w tym, że oni w sferze interesu państwa polskiego rzeczywiście wypadają bardzo nędznie, ale krajowa opinia publiczna nie przyjmuje do wiadomości, że te kreatury mają swoje kierownictwo w BB, czyli w Brukseli i w Berlinie, nie mylić z Brigitte Bardot.

Wygląda na to, że w sprawie omawianego blamażu polskiej rządowej dyplomacji w relacji do USA, po zakończeniu wizyty amerykańskiej nie nadeszły jeszcze instrukcje zachodnie i dlatego rządzący miotają się, nie bardzo wiedząc, co dalej?

To jest zastanawiająca ciekawostka techniczna, bo podobno w sferze przekazów elektronicznych przodujemy zdaje się w Europie? Chyba, że mamy tu znowu do czynienia ze znanym już od lat samochwalstwem platformowym…?

W tym ostatnim przypadku trzeba przyznać, że PO i jej przywódca rzeczywiście osiągnęli chyba mistrzostwo świata… Większość społeczeństwa jeszcze w tym zakresie się nie połapała, gdyż gospodarcze skutki zaniedbań dają ludziom o sobie znać z opóźnieniem.

Wobec zaistniałych faktów, lewicowe cwaniaczki unijne nabrały wody w usta i milczą, bo zupełnie sami nie wiedzą, co czynić dalej? Prawda jest taka, że w tym gronie ze świecą trzeba by szukać polityka na miarę prawdziwego męża stanu – to wszystko chudopachołki…

Biorąc to pod uwagę, Prezydent RP ma duże szanse na stworzenie porozumienia europejskiego trójmorza, które wspierać będzie największe mocarstwo światowe. Sypiąca się UE jeszcze chyba nie zrozumiała swojego lewackiego końca, ale coś pomału przeczuwa?

Tylko czekać, aż francuskiego fircyka wysadzą z fotela prezydenckiego i wówczas być może nawet Francja dołączy do tworzonego prawicowego porozumienia, co już poważnie naruszy lewackie status quo i będzie początkiem gruntownej reformy unijnej…?

Aby się tak stało europejskie dyplomatołki muszą ustąpić miejsca rzetelnym dyplomatom, bo bez tego żadna racjonalna naprawa rzeczywistości nie będzie miała szans powodzenia i być może Polska stanie na czele tej odnowy wobec posiadania już prawdziwego męża stanu…?

Karabeusz

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *