Mechanizm badający bezstronność funkcjonowania danego sędziego jest z założenia poprawnościowego wykluczony ze względu na przedmiot kontroli orzeczenia I instancji, który ma charakter głównie przedmiotowy.
Podmiotowe badanie tej sprawy jest dopuszczalne tylko wówczas, gdy strona podnosiła konkretną przesłankę wyłączenia sędziego przewidzianą w danej procedurze. Wyklucza to, aby sędzia II instancji mógł z urzędu badać legalność funkcjonowania sądu I instancji.
W braku podważania przez stronę w I instancji sprawy wyłączenia sędziego, przedmiotem apelacji pozostaje wyłącznie kwestia przedmiotowa danej sprawy i jej merytoryczna poprawność w świetle obowiązujących przepisów prawa.
Nie można oczywiście wykluczyć badania legalności prawnej funkcjonowania danego arbitra, jeżeli zachodzi uzasadnione podejrzenie bezprawnego pełnienia tej funkcji wyczerpujące znamiona przestępstwa.
W takim przypadku zagadnieniem tym zajmuje się sąd karny i dopiero prawomocny wyrok skazujący za przestępstwo jest podstawą do wzruszenia orzeczenia cywilnego, czy administracyjnego albo innego orzeczenia karnego wydanego przez nielegalnego sędziego.
Przykładowo, mieliśmy na UJ w latach 50-tych XX wieku aferę Haraszina, dziekana na WPiA, który wydawał za łapówki dyplomy ukończenia studiów wyższych. Taka osoba pozyskująca nielegalnie dyplom mogła w dalszej procedurze zostać sędzią.
W konsekwencji, rzecz jasna postępowanie karne było w pełni uzasadnione, gdyż eliminowało tę osobę z grona sędziów i wydane przez nią orzeczenia należało uchylić, jako podjęte przez podmiot nieuprawniony.
Dopuszczenie oceny legalności funkcjonowania arbitra ze względów politycznych, nie mieści się w zakresie przedmiotowo-podmiotowym apelacji. Jest to niedopuszczalna prawnie procedura wywodząca się z polityki i sporu na temat istnienia rzekomo neo sędziów.
Ten absurd łatwo wykazać na hipotetycznym przykładzie. Załóżmy, że wedle politycznego badania sędziego okaże się on niewłaściwy, a wydane przez niego orzeczenie całkowicie poprawne niedające jakiejkolwiek merytorycznej podstawy do jego uchylenia.
Zważywszy, że sędziego nie można prawnie uznać za nielegalnie pełniącego tę funkcję, tego rodzaju polityczna kontrola nie ma po prostu żadnego racjonalnego sensu. Przeciętnemu obywatelowi idącemu do sądu chodzi przecież o to, aby otrzymał sprawiedliwy wyrok.
Forsowana powszechnie przez obecną władzę koncepcja neo sędziów, jako rzekomo niebezstronnych nie ma uzasadnienia, ponieważ bezstronność nie zależy od tego, kto sędziego powołał, ale od stworzonych mu warunków sprzyjających zachowaniu bezstronności.
Najważniejszym zagadnieniem sprzyjającym takiej bezstronności, czyli związaniem sędziego wyłącznie Konstytucją i ustawą jest legalna, wiążąca wykładnia ustaw, bo ona zmusza do kierowania się literą czytelnego prawa, a w razie wątpliwości legalną jego wykładnią.
Twierdzenie o upolitycznieniu sędziów przedstawionych Prezydentowi RP do powołania na te funkcje przez Krajową Radę Sądownictwa utworzoną przez PiS na mocy obowiązującej ustawy jest ponadto logicznie całkowicie nonsensem.
W trybie mianowania sędziego najważniejszy jest Prezydent RP, który sam zawsze wywodzi się z jakiejś opcji politycznej, wobec tego z założenia tego zarzutu braku bezstronności sędziego, każdy arbiter byłby uznany za wybranego przez organ upolityczniony.
Niezależny sędzia mógłby mieć miejsce wówczas, gdyby dla tej profesji funkcjonowały wybory powszechne, czyli sędziów wybierałby cały naród. Taki system chyba nigdzie na świecie nie funkcjonuje, czyli sędziowie wywodzą się z jakiegoś obozu politycznego.
Już ten sam fakt świadczy o absurdzie podnoszenia tezy o istnieniu w Polsce neo sędziów, bo przy takiej klasyfikacji wszyscy sędziowie są neo sędziami! Dlaczego naród daje się nabrać na nonsensy, to kwestia intelektualnej odporności na medialnie wciskane bezczelnie bzdury.
Mało kto wykorzystuje szare komórki przy analizie tego, co usłyszy w mediach, dlatego zdarzają się latami puszczane w eter oczywiste kłamstwa, czego typowym przykładem było wieloletnie powtarzanie w TVN informacji o naruszaniu przez PiS Konstytucji RP.
Po zmianie władzy w grudniu 2023 r. główny prowadzący takie programy redaktor Morozowski nagle stwierdził, że po prawdzie PiS mieścił się w swoich działaniach w dopuszczalnych granicach interpretacji ustawy zasadniczej!
Trzeba z wielką ostrożnością podchodzić do tego, co serwują media, bo one potrafią nie tylko unikać sedna sprawy, ale wręcz przeinaczać rzeczywiste wypowiedzi, w wyniku różnych znanych metod typu: „wytnij, wklej, itd.”…
Kiedy usłyszałem w mediach, że były RPO i prezes TK namawia podobno rządzących do działania środkami pozaprawnymi, to niedowierzam prawdziwości tych słów w ustach profesora nauk prawnych, który jest zwolennikiem przywrócenia legalnej wykładni ustaw.
Nie wierzę w prawdziwość z tego powodu, że anarchistyczne wypowiedzi do tak szacownej i zasłużonej osoby zupełnie nie pasują, a z drugiej strony znam z praktyki kłamstwa puszczane medialnie i radzę każdemu się zastanowić, aby nie popaść w obłędy bełkotu prawniczego.
Tadeusz Miłowit Lubrza