W książce pt. „Patriotyzm i zdrada” , Warszawa 2024, prof. Andrzej Nowak poświęcił temu pierwszemu pojęciu niejeden obszerny rozdział. Podzielam zaprezentowane poglądy oraz analizowane przyczyny zaniku patriotyzmu wśród większości Polaków.
Prawda nas wyzwoli powiedział ktoś mądry i od tej prawdy trzeba rozpocząć, aby móc przeciwdziałać zjawisku zanikania uczuć patriotycznych. Prawicowiec może powie, że nie jest tak źle, o czym świadczą tłumy na manifestacji 11 listopada br. w Warszawie.
Patriotyzm jednak nie przejawia się historycznymi okazjonalnymi wystąpieniami, w czasie których można ostentacyjnie, publicznie zaprezentować swoją postawę, ale on powinien wynikać z codziennego postępowania.
Przeciwstawiane patriotyzmowi słowo zdrada, które niestety ma w naszym społeczeństwie bardzo długo zakorzenioną tradycję, bo sięga jeszcze XI wieku wymaga ukazania skutków psychologicznych aspektów bezkarności dla zdrady narodowej.
Mieliśmy w okresie panowania króla Bolesława Śmiałego zdradę narodową, której dopuścił się biskup ze Szczepanowa spiskujący na rzecz zachodnich sąsiadów wspólnie z wojewodą Sieciechem. W efekcie król skazał biskupa za zdradę na śmierć.
Nieznane bliżej okoliczności spowodowały, że za zdrajcą narodu opowiedziała się znaczna rzesza ówczesnych możnowładców doprowadzając do wygnania na Węgry prawowitego monarchy, a jego brat Władysław Herman objął po nim bezprawnie książęcy fotel…
Może nic by się nie stało wielkiego, wszak w innych państwach europejskich takie zmiany panujących się zdarzały nierzadko, gdyby nie to, że biskup Stanisław został uznany świętym Kościoła Katolickiego, a później patronem Polski.
Zdarzenia te przyniosły fatalne psychologiczno-świadomościowe skutki, bowiem ukształtował się pogląd, w myśl którego można być zdrajcą narodu i zostać świętym! W jednej z ostatnich wypowiedzi Prezydent RP Andrzej Duda stwierdził, że zdrada się rozpanoszyła, bo dawno w Polsce nikt za to nie został powieszony…
Tymi słowy nawiązał pewnie do czasów insurekcji kościuszkowskiej, kiedy to rozwścieczony na zdrajców lud Warszawy powiesił na latarniach kilku prominentnych sprzedawczyków. Takie jednorazowe zdarzenia niewiele korzyści przynoszą.
Trzeba sobie uświadomić, że w Ojczyźnie po XI wiecznych opisywanych doświadczeniach zdrada, jako bieżąca działalność ułomnych ludzi zakorzeniła się ogromnie głęboko wszechstronnie i nawet bezczelnie bezkarnie.
Przykładowo, w „Dziejach Polski” prof. Andrzej Nowak opisuje, jak za czasów króla Zygmunta Starego, jego kanclerz Szydłowiecki chełpił się tym, że był szpiegiem opłacanym przez Habsburgów (por. tom. 4 str.177) !
Do tego jeszcze król nadał mu równolegle godności wojewody i starosty krakowskiego, których łączenie było oczywistym bezprawiem, a na żądanie szlachty egzekucji prawa i pozbawienia nieprawnie nadanej godności lekceważył je i odwlekał (tamże str.202-203).
Przy takim niestosowaniu prawa i nastawieniu monarchów do ewidentnej bezkarnej zdrady, trudno się dziwić, że ona tak głęboko zakorzeniła się z wieku na wiek doprowadzając finalnie do targowicy i rozbiorów Polski.
Niestety, w dzisiejszej rzeczywistości pojęcia patriotyzmu rzeczywistego, a nie świątecznego trzeba by szukać z przysłowiową świeczką… Przez 45 lat PRL większość rodaków marzyła o Polsce wolnej, suwerennej i niepodległej, czyli prezentowała się patriotycznie.
Kiedy przy zaistnieniu wielu różnych perturbacji w rezultacie doszliśmy do tego celu, tworząc istniejącą obecnie Konstytucję RP okazuje się, że ogromna większość rodaków nie zna zapisów ustawy zasadniczej i nawet nie zamierza się z nimi zapoznawać.
Już nawet pomijam fakt, że to zjawisko obejmuje przedstawicieli najwyższych władz państwowych, sędziów, prokuratorów, profesorów nauk prawnych. To jest konsekwencja ślepego dążenia do demokracji i do zachodu Europy bez uprzedniego zaznajomienia się, dokąd i po co zmierzasz rodaku?
Zapatrzenie się na zachód funkcjonuje u nas, jak słusznie zauważył prof. A. Nowak od XVII wieku, kiedy po klęskach zadanych przez Chmielnickiego, Szwedów, Rakoczego oraz Moskwę Polacy dość powszechnie zwątpili w Ojczyznę.
Wzdychając do zachodnich potęg polityczno-gospodarczych na nic innego jednak nie patrzyli, jak tylko na koniec własnego nosa. Jeździli głównie do Francji, ale z tamtejszego kraju niczego korzystnego dla Polski nie zapożyczyli.
Było to ślepe zapatrzenie nawet pozbawione refleksji w sferze kształtu ustroju francuskiego, czyli absolutnej władzy królewskiej, podczas, gdy nasi ziomkowie nadal chwalili się demokracją szlachecką, której nie mieli chęci reformować.
Tymczasem wokół powstawały potęgi polityczno-militarne, a my ograniczeni do samochwalstwa sądziliśmy całkowicie bezpodstawnie, że nic nam nie grozi, podczas gdy sąsiedzi tylko czekali sposobności zawłaszczenia naszej ziemi.
Dzisiaj tkwimy w tej samej mentalności, bo dajemy się kołować z własnej winy, gdyż mało komu chce się otworzyć Konstytucję, przeczytać art. 187 i zrozumieć, że ktoś nam wmawia oczywiste kłamstwa o neo sędziach i pod tym pretekstem cynicznie wykorzystuje.
Przysłowie mówi, że chcącemu krzywda się nie dzieje. Jak nie chcemy pozbyć się kłamców i oszustów, to nikt nam w tym nie pomoże, przeciwnie, systematycznie będzie wykorzystywana nasza bezczynność z niekorzyścią dla całego narodu.
Byt kształtuje świadomość jak powiedział pewien filozof i ten byt tak się rodakom znacznie poprawił od 1989 r., że obecnie patrzą tylko na komórkę i koniec własnego nosa, mając w nim państwo, innych rodaków, Ojczyznę oraz patriotyzm także…
Tadeusz Michał Nycz