LIST OTWARTY…

Motto: do arcybiskupa metropolity krakowskiego kardynała Grzegorza Rysia…

Na wstępie przesyłam gratulacje z okazji wyniesienia na kolejne następstwo diecezjalne naszego Świętego Papieża… Wysłuchałem z uwagą internetowe wypowiedzi kardynała na ponad 1,5 godzinnym spotkaniu z wiernymi, niestety nie podano daty tej audycji.

Padło tam wiele mądrych i ciekawych słów wyjaśniających sporo różnych wątpliwości. Jedną z nich była przyczyna zmniejszenia się liczby praktykujących wiernych, na co kardynał w moim przekonaniu nie potrafił udzielić najtrafniejszej odpowiedzi.

Przyczyn tego stanu jest wiele, ale zawsze kwestia kluczowa pozostaje najważniejsza, do której usiłuję niniejszym nawiązać. Zanim to zrobię, przedstawię własne CV w omawianym zakresie uzasadniające wypowiadanie się na ten temat.

Miałem to szczęście, że od kiedy pamiętam dzieje własnego życia, wychowywałem się na Wzgórzu Wawelskim, gdzie z czasem prawie dwie dekady mieszkałem, gdyż ojciec otrzymał tam mieszkanie służbowe.

Moim proboszczem formalnie był arcybiskup metropolita krakowski, który w osobie Karola Wojtyły udzielił mi w Katedrze Wawelskiej w 1964 r. bierzmowania. Faktyczne obowiązki proboszcza pełnił w imieniu metropolity ksiądz infułat Kazimierz Figlewicz.

Była to postać kryształowa, jako ojciec duchowy późniejszego Papieża prezentował zawsze chyba wyjątkową postawę kapłana. Wszystkie posługi religijne przez niego spełniane były na Wawelu bezpłatne.

Na pytanie o należność oświadczał, że w Katedrze znajduje się skarbonka, do której wierni wedle swoich możliwości mogą złożyć ofiarę. Ksiądz Kazimierz Figlewicz, prezentował postawę pokazującą, że jest w stanie oddać biednemu przysłowiową ostatnią koszulę.

Z tego powodu Jan Paweł II ubolewał, że nie był w stanie wynieść tego kapłana na ołtarze, jako Świętego Kościoła Katolickiego. Kojarzy mi się wypowiedź pisarza Marka Twaina zapytanego przez dziennikarzy, czemu nie otrzymał jakiejś nagrody?

Wówczas trafnie odpowiedział, że są ludzie, którzy bez nagrody nie mogą się społecznie wyróżnić, oraz są tacy, którzy nagród w ogóle nie potrzebują, gdyż błysk brylantowy charakterologicznie wypływa z ich działalności i całego życia.

Do tej ostatniej kategorii należał właśnie ksiądz infułat Kazimierz Figlewicz. Wspominając wzorcowych kapłanów sądzę, że współcześnie tęsknimy powszechnie za następnymi Wyszyńskimi, Wojtyłami i Figlewiczami.

Widząc dzisiejszy episkopat, który nie reaguje na zło w postaci powszechnych kłamstw i oszustw rządzących, wierni być może zwątpili w potrzebę istnienia takich milczących na zło pośredników pomiędzy nimi a Bogiem.

Człowiek może przecież obyć się bez figurantów i prowadzić bezpośredni dialog z Bogiem, przy zamiarze przestrzegania 10 przykazań, którym sprzeniewierza się milcząco episkopat. Dowód jest oczywisty.

Duchowni, zwłaszcza biskupi i kardynałowie są wysoko wykształceni i inteligentni, stąd nie sposób tłumaczyć ich nieznajomością rzeczywistości. Pełniąc rolę spowiedników muszą umieć odróżnić prawdę od kłamstwa, bo inaczej nie mogliby pełnić tej roli.

Podstawowy dzisiejszy problem to neo sędziowie. Czy wybitnie zbiorowo inteligentnego episkopatu nie stać na przeczytanie art. 187 Konstytucji RP i zrozumienia, że wybór 15 sędziów KRS nastąpił w pełni zgodnie z ustawą zasadniczą?

W konsekwencji uznać, że obecna władza przy udziale nawet niektórych profesorów nauk prawnych cynicznie naród oszukuje i podobnie czyni to UE. Czemu nic nie robią, na fałszywą zmowę nie reagują i nie protestują przeciwko coraz bardziej powszechnej anarchii?

Kościół Katolicki nie może mieszać się do polityki, tyle, że mieszaniem byłoby popieranie określonej partii ze względu na jej program polityczny. Piętnowanie powszechnych kłamstw i oszust to nie polityka, ale podstawowa powinność kapłańska, której oni nie realizują!

Jeżeli nie potępiają tych, którzy bezczelnie oszukują całe narody, to nie ma się co dziwić, że ludzie zaczynają wątpić w potrzebę istnienia takich pośredników między nimi a Bogiem. My nie potrzebujemy biskupów Muskatów, ale Wyszyńskich, Wojtyłów i Figlewiczów…

Poprzednik obecnego metropolity arcybiskup Jędraszewski piętnował zło, czyli naruszenia 10 przykazań, ale jeden, czy kilka wyjątków nie wystarcza, kiedy cały episkopat śpi… Mamy nowego pasterza, który nas będzie prowadził, ma czystą kartę, stąd zobaczymy, co zrobi?

Literowo mam zbieżne nazwisko z jednym z kardynałów, być może łączy nas rodzinnie jakaś 5 woda po przysłowiowym Kisielu… Zwątpiłem jednak w kardynała, odkąd usłyszałem z jego ust laudację dla odchodzącej prezydent Warszawy.

Osoby współwinnej afer mieszkaniowych w stolicy, bezprawnych wysiedleń mieszkańców, narażania ich bytu, zdrowia a nawet życia na szwank. O dziwo, to przecież uczeń Wielkiego Papieża i co się z nim porobiło, że nie odróżnia uczciwości od kradzieży i niegodziwości?

Mając nadzieję, że obecny metropolita krakowski pójdzie śladem swoich wielkich poprzedników, życzę mu na tej drodze wszelkiej pomyślności!

Tadeusz Michał Nycz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *