Motto: czyli zmowa powszechna…?
Posiadanie dzieci, zgodnie z art. 47 Konstytucji RP należy do sfery osobistej każdego obywatela. Z przepisu wynikają daleko idące konsekwencje nierozumiane i nieprzestrzegane przez rządzących.
Objęcie tych spraw prawami osobistymi oznacza, że władza nie może wkraczać, ingerować w tej sferze w jakikolwiek sposób wpływający statystycznie na dzietność, wobec tego nie wchodzą w grę np. preferencje podatkowe skłaniające do posiadania dzieci.
Wszelkie dyskusje dotyczące stymulowania przez władzę posiadania potomstwa są wprost sprzeczne z Konstytucją. Władza ma jedynie obowiązek, w myśl art. 71 Konstytucji RP uwzględniać dobro rodziny, a znajdującym się w trudnej sytuacji nieść pomoc.
Ta powinność dotyczy stanu faktycznego stworzonego przez obywateli, natomiast nie daje podstaw do wpływu na samą dzietność. Nieco inaczej kwestie te wynikają z nauk religijnych, ale to jest odrębna sprawa.
Rządzący tymczasem toczą debaty na temat dzietności. Głównym argumentem jest straszak, zgodnie z którym, jak nie będzie dzieci, to braknie finansowych środków emerytalnych, bo nie będzie miał kto na nie zapracować!
Cała obłuda tych twierdzeń polega na tym, że władza najpierw zniszczyła reformę emerytalną, zawłaszczając pieniądze na nią przeznaczone, a następnie konsekwencje swoich bezprawnych czynów chce przerzucić w całości na obywateli!
Z pustego i Salomon nie naleje, stąd argumenty z pozoru wydają się całkiem logiczne. Nastał jednak czas najwyższy, abyśmy zaczęli rozliczać rządzących z tego, co czynią, zwłaszcza w zakresie cynicznych oszustw skutkujących negatywnie dla znacznych rzesz społecznych.
Dlaczego nie ma takich rozliczeń, to kwestia fatalnego systemu prawnego pozbawionego legalnej wykładni ustaw, o czym piszemy w blogu na okrągło. Czemu nie dyskutujemy rzeczowo na ten temat, dając się wciągnąć w erzace, to już poletko intelektualne…
Jako kompletni głupcy dajemy się wciągnąć w bezczelne tematy zastępcze typu rozliczenia Funduszu Sprawiedliwości, w którego dystrybucji nie ma cienia odpowiedzialności karnej, bo być nie może, skoro środki przeznaczano na cele społeczne, a nie do własnej kieszeni.
Ten fakt już z założenia definicyjnego eliminuje przestępstwo, w którego składzie zawsze musi być społeczna szkodliwość czynu, a takiej w tym przypadku dopatrzyć się nie sposób. Przede wszystkim jednak podział środków następował zgodnie z obowiązującym prawem!
Gdyby istniała za to odpowiedzialność karna, to znaczne rzesze posłów i senatorów musiałyby przebywać za cienkimi szybami i grubymi kratami. Efekt głupoty sprawia, że dajemy się wpuścić w teatr realizowany w myśl reguły – złodziej, krzyczy łapać złodzieja!
Jak długo masowo, większościowo będziemy zachowywać się infantylnie, tak długo o jakiejś naprawie Rzeczpospolitej nie ma co nawet marzyć. Stopień spotęgowania społecznej głupoty utrzymującej przy władzy łajdaków jest ogromny i niezmierzony…
W tej sprawie nie można się tłumaczyć skomplikowaniem polityki, ponieważ przebiegające znane powszechnie zdarzenia, możliwe do prostego sprawdzenia, piszą historię zwielokrotnionej potęgowo nędzy intelektualnej narodu…
Weźmy praktycznie trzy przykłady. Władza mówiąca o naprawie praworządności rozpoczyna od bezprawnego powołania Prokuratora Krajowego, co jest szczytem bezprawia! Zwolennicy bezstronności sędziowskiej likwidują zasadę losowania składów sędziowskich…!
Wreszcie obrońcy praw człowieka, przy pomocy reżimowego aparatu niszczą osobę ciężko chorą na cywilizacyjną plagę, jaką jest nowotwór, usiłując ją aresztować i zmuszają, aby zainteresowany w obronie swojego życia uzyskał azyl na Węgrzech!
Czy tak zachowuje się uczciwa, praworządna władza działająca w naszym interesie, czy tak postępują zdegenerowani łajdacy? Na to pytanie musisz sobie Czytelniku sam odpowiedzieć, przy założeniu, że dzisiaj dotyczy to b. Ministra Sprawiedliwości, a jutro może Ciebie?
Mamy do czynienia, moim zdaniem z władzą zachowującą się absolutnie po barbarzyńsku przynajmniej z moralnego punktu widzenia. Jaki jest odzew współczesnych moralistów, czyli naszego Kościoła Katolickiego?
Nie słyszę powszechnych potępień tych zbrodni moralnych. Hierarchowie Kościoła pouczają nas ekumenicznie, głównie w stosunku do muzułmanów, co jest sprawą istotną, ale zdarzenia bliższe koszuli ciału, jakoś ich nie oburzają.
Tłumaczą, że nie mogą mieszać się do polityki, co jest wierutnym wybiegiem, gdyż nieludzkie traktowanie to nie domena polityki w demokratycznym państwie prawa, ale przejaw bezczelnego bezprawia.
Kościół nie powinien popierać tej, czy innej partii w sferze jej programu politycznego, natomiast powinien reagować zawsze tam, gdzie chodzi o życie człowieka, bo inaczej staje się współwinny zbrodni moralnej!
Patrząc na rodzimych hierarchów zastanawiam się, dlaczego milczą, zamiast przyjąć wspólny front przeciwko złu, jak za czasów kardynała Wyszyńskiego? Skoro tego nie czynią, to bliska prawdy jest teza, że wpisują się w powszechnie stosowany szyfr polityczny…!
Karabeusz