Motto: dokąd nie dostaniemy porządnie obuchem, łudzeni wciąż będziemy Konstytucji duchem…
Wysłuchałem w internecie bardzo ciekawy wywiad z profesorem, konstytucjonalistą z Uniwersytetu Warszawskiego na temat zatwierdzenia wyboru Prezydenta RP przez Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego.
Profesor stoi na stanowisku legalizmu ustawowego, uważając, że wskazana Izba Sądu Najwyższego jest sądem działającym legalnie i uprawnionym wyłącznie do ostatecznego rozstrzygnięcia tej kwestii. Z poglądem w pełni się zgadzam.
Wnikliwy redaktor dopytywał jednak, czy zdaniem profesora konstytucjonalisty wybór sędziów Krajowej Rady Sądownictwa był zgodny z naszą ustawą zasadniczą? Usłyszałem zaskakujące twierdzenie o niezgodności wyboru członków KRS z duchem Konstytucji RP.
Profesor nie doprecyzował zagadnienia, stąd sądzę, że zapewne ma na myśli okoliczności, w jakich powstawała Konstytucja oraz poprzedzające ją obrady Okrągłego Stołu, kiedy to strony uzgodniły, że wybór 15 sędziów KRS dokonają sędziowie spośród sędziów.
Taka praktyka funkcjonowała do czasu, gdy PiS przy pomocy ustawy zwykłej postanowił ją zmienić w postaci wyboru tych 15 sędziów przez parlament. Formalnie rozwiązanie jest zgodne z art. 187 Konstytucji, bo ten przepis nie przewiduje wyboru sędziów przez sędziów.
Wielu prawników jednak dopatruje się naruszenia ducha Konstytucji RP, czyli sprzeczności z czymś, co ustalono, ale czego nie wprowadzono do ustawy zasadniczej. Ów duch ideowy jest oczywiście brany pod uwagę w fazie tworzenia prawa, aby ono było zgodne z ideami.
W blogu już powoływaliśmy opinię z publikacją w „Rzeczpospolitej” w 2001 r. wypowiedzi, prof. dr hab. Andrzeja Zolla, który jako Rzecznik Praw Obywatelskich stwierdził, że przy wykładni prawa decyduje to, co ustawodawca uchwalił, a nie to, co miał zamiar uchwalić.
Duch ustawy konstytucyjnej bardzo wielu prawników wyprowadził na manowce, gdyż przy jego pomocy usiłują z fusów dowodzić, że wybrano KRS w sposób sprzeczny z Konstytucją, tymczasem takiego twierdzenia nie da się żadnym przepisem prawa uzasadnić.
Tezę o sprzeczności z duchem, łatwo poza tym wyjaśnić, jako oczywiście wadliwą i szkodliwa społecznie. Wyobraźmy sobie rzeczywistość, w której w pierwszym rzędzie kierujemy się duchem ustawy a nie jej treścią.
Takie podejście godzi w cały istniejący system prawny, gdyż czyni nonsensowną działalność ustawodawczą parlamentu, skoro sposób rozumienia uchwalonej ustawy można sprowadzić do jej ducha, a nie literalnej treści.
Przypisywanie priorytetowego znaczenia odczuciom duchowym, które z natury rzeczy mają charakter zindywidualizowany nie prowadzi, bo nie może w ogóle prowadzić do jednoznaczności stosowania prawa, gdyż każdy intuicyjnie może odczuwać je inaczej.
Mogę oczywiście zrozumieć rozczarowanie tych, którzy ubolewają, że art. 187 Konstytucji nie przesądza gramatycznie o wyborze 15 sędziów KRS przez samych sędziów, ale to nie może uzasadniać poważnie prowadzonej medialnie zabawy z duchem…
Druga wypowiedź tego konstytucjonalisty jest równie zaskakująca. Na koniec wnikliwy redaktor zapytał profesora, co zrobić, jak rozwiązać problem istniejącego dość powszechnie w strukturze działania organów państwa, bezprawia, czy szerzej anarchii?
Profesor oświadczył, że już dawno o tym mówił, iż strony konfliktu politycznego przeradzającego się w prawny, powinny przestrzegać obowiązującego ustanowionego prawa i na zasadzie porozumienia do tego doprowadzić.
Przyznam, że mnie zdziwiło to pobożne życzenie, gdyż od profesjonalisty od Konstytucji chciałbym usłyszeć konkretne rozwiązanie, tym bardziej, że profesor uznawany jest dość powszechnie za wybitny autorytet w tej dziedzinie prawa.
Być może udzielający wyjaśnień nie chce, albo nie może o konkretnym rozwiązaniu mówić, gdyż ono zostało objęte tematem tabu? Tylko tak mogę tłumaczyć to zaniechanie, gdyż niepodobna, aby tak wybitny naukowiec nie wiedział o legalnej wykładni ustaw.
Musi o tej instytucji wiedzieć, podobnie jak ja, bo jesteśmy zbliżeni wiekiem, toteż bez wątpienia pamięta wykłady mistrzów uniwersyteckich mówiących o legalnej wykładni ustaw, jako rozwiązaniu sprzyjającym praworządności, w tym jednolitości stosowania prawa.
Wygląda na to, że prawie całemu naszemu światu prawniczemu, w tym naukowemu tak skutecznie nałożono przysłowiowy kaganiec na poruszanie publicznie tej instytucji prawnej, że nikt nie ma odwagi się wychylić.
Może tu i ówdzie o tej wykładni padają jakieś zdawkowe słowa, ale nikt nie przedstawia tego rozwiązania jako lekarstwa na funkcjonujące dość powszechnie w Polsce oraz w Unii Europejskiej coraz szerzej rozpowszechniającego się bezprawia.
Jedynie suweren może wymusić przywrócenie legalnej wykładni ustaw, bo rządzący tak krajowi, jak i unijni tego nie chcą, gdyż takie rozwiązanie nie pozwala na dowolność prowadzenia polityki, stąd cynicznie powołują ducha, w którego powinniśmy uwierzyć!
Karabeusz