Motto: sama idea nie wystarcza, gdy się praktyką nie obarcza…
Współczesność sprzyja wszelkiej maści pisarzom, zwłaszcza tym, którzy za przedmiot obrali sobie politykę. Działalność ta jest tak słabo znana przez społeczeństwo, że wielu robi na niej finansową furorę.
Nie piszę z pozycji zazdrości, lecz stwierdzenia wyłącznie faktu, gdyż każdy intelektualista ma prawo dzielić się własną wiedzą. Szczególnie interesująco w tym obszarze wypowiada się w wielu książkach Rafał Ziemkiewicz, którego opracowania bardzo lubię czytać.
Na tle olbrzymiej wiedzy, napisanych książek i udzielonych wywiadów medialnych postawiłem sobie pytanie o jego własne poglądy? Z grubsza można powiedzieć, że jest zwolennikiem Narodowej Demokracji i jej spadkobierców oraz krytykiem J. Piłsudskiego.
To zrozumiałe z uwagi na rozbieżne poglądy pomiędzy Romanem Dmowskim i Józefem Piłsudskim. Z jednego z ostatnich medialnych wywiadów dowiedziałem się, że R. Ziemkiewicz zarzuca J. Piłsudskiemu brak idei, a po stronie R. Dmowskiego widzi ich wiele.
Zacznę od ubolewania autora zamieszczonego w książce pt. „Zbuntowany cham”, w podtytule „Przegrany proces”, gdzie stwierdził, że II RP nie udało się zbudować ustroju republikańskiego proponowanego przez Narodową Demokrację.
W zamian, czcząc kult wodzowski doprowadzono do zamachu stanu w maju 1926 r. i dyktatury pułkowników marszałka J. Piłsudskiego. Śmiem twierdzić, że wbrew tej opinii J. Piłsudski miał własną ideologię, bo łatwo ją wyczytać z całokształtu działań.
Niektórym się wydaje, że jak ktoś nie opracuje opasłego naukowego dzieła, to oznacza, że żadnych idei nie prezentuje. J. Piłsudski znał historię Polski i zdawał sobie sprawę z błędów prowadzących do rozbioru Ojczyzny przez sąsiadów.
Wynikało to przede wszystkim z uporczywego trwania w niereformowanej demokracji szlacheckiej pomimo, że dookoła nas powstawały groźne imperialistyczne potęgi, zarządzane w sposób dyktatorski, a my nie mieliśmy nawet stałej armii zawodowej do obrony granic.
Pierwszoplanową ideą J. Piłsudskiego było doprowadzenie do niepodległości Ojczyzny. Taki sam cel miał R. Dmowski tyle, że on ograniczał się do działań naukowo-dyplomatycznych, podczas gdy niepodległość zdobywał na froncie wojennym późniejszy marszałek.
Sprzeciwiam się twierdzeniom, jakoby J. Piłsudski był dyktatorem, tyranem, czy jak tam jeszcze niektórzy go nazywają. On miał w planie Polskę demokratyczną, o czym świadczą konsekwentnie podejmowane decyzje.
Jako Naczelnik Państwa przekazał władzę powołanemu w demokratycznych wyborach parlamentowi, chociaż uważał, że Polsce dla zbudowania demokracji jest potrzebna silniejsza władza broniąca pilnie zamierzonego kierunku docelowego.
Nie kwestionował wybranego demokratycznie Gabriela Narutowicza, pierwszego Prezydenta RP, którego nie potrafiła zaakceptować Narodowa Demokracja i jej zwolennik Eligiusz Niewiadomski dokonał skutecznego zamachu na życie głowy państwa.
W tych warunkach trudno wychwalać ideologię Narodowej Demokracji i gdybać, że w razie sprawowania władzy, stworzyłaby ustrój republikański w II RP, gdyż przede wszystkim w 20 lat nie sposób tego dokonać, co potwierdzają lata budowy stricte demokracji w Szwajcarii.
Dalsze zdarzenia historyczne pokazują, że J. Piłsudski, mimo częściowego oddalenia od władzy, pilnie strzegł nowo stworzonego państwa, aby się samoistnie wskutek wewnętrznych kłótni politycznych i zewnętrznego naporu socjalistyczno-komunistycznego nie rozleciało.
Jak dojrzał zagrożenie musiał wprowadzić silniejszą władzę. Mrzonki o ustroju republikańskim brzmią, jak anegdota o bacy, który w czasie totalnej powodzi, nie bacząc na nic, o czym świadczy jego kapelusz na wodzie, ma gdzieś… ulewę i dalej orze!
Niestety współcześnie nie mieliśmy polityka na miarę J. Piłsudskiego i dlatego od 1989 r. nie było nikogo, kto mógłby zadbać o to, aby zbudować poprawny ustrój demokratyczny na miarę i wedle idei wielkiej polskiej rewolucji solidarnościowej.
W euforii nad sukcesem „Solidarności” i międzynarodowym rozgłosem tego ruchu, wybraliśmy kacyków postkomunistycznych do tworzenia konstytucji demokratycznego państwa, którą oni zbudowali na swoją a nie narodową korzyść.
Pozwoliliśmy sobie zabrać legalną, wiążącą wykładnię ustaw, co stanowiło otwarcie drogi dla niepraworządności, a z czasem doprowadziło do anarchii, potwierdzonej powiadomieniem Prokuratury przez Prezesa Trybunału Konstytucyjnego o zamachu na konstytucyjne organy.
Dzisiaj stawiamy sobie pytanie, dlaczego jest tak źle, skoro miało być wspaniale? Pięknymi ideami jest piekło wybrukowane i my pomału niestety zaczynamy odczuwać tego przysłowia znamienne skutki.
Samo teoretyzowanie na temat budowy współczesnego ustroju nie jest wiele warte, jeżeli w następstwie brakuje konkretnych czynów realizacyjnych. Gloryfikowanie teoretycznych polityków może ładnie wygląda, ale żadnej korzyści nie przynosi.
Współcześnie pozbyliśmy się solidarnościowego premiera Jana Olszewskiego, stąd możemy obwiniać sami siebie o to, że wspaniałe idee nie zostały zrealizowane, bo pokpiliśmy sprawę, nie patrząc rządzącym na ręce – może w końcu trzeba zacząć to robić?
Tadeusz Michał Nycz