W CO SIĘ BAWIĆ…
Motto: „Dać tu odpowiedź nie tak łatwo, bo chciałbym w końcu raz ustalić, czyśmy się trochę nie zanadto ostatnio rozdokazywali?” Wojciech Młynarski
Wspaniały przebój Wojciecha Młynarskiego jest skojarzeniem współczesnej rzeczywistości… Po prawdzie, media i cały krajowy światek polityczny pogrywa z narodem, ale nie wiadomo, czy świadomie, gdyż powszechna znajomość prawa jest daleka od minimalnej potrzeby…
Diagnoza trudna, bo brakuje badań naukowo-statystycznych. Nadchodzące zaprzysiężenie Prezydenta Elekta to problem prawny, w który tak wielu znawców różnych dziedzin, w tym prawa zaangażowało się mocno do tego stopnia, że zagubiliśmy sedno sprawy!
Jedna strona sporu politycznego twierdzi, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego nie jest legalna, ale nie podaje na dowód żadnego przepisu, z którym jej wybór miałby być sprzeczny.
Twierdzenie powtarzają z uporem we wszelkich swoich mediach, podczas, gdy przeciwnicy czynią dokładnie to samo, tyle, że stoją na stanowisku, iż wybór tej Izby Sądu Najwyższego został dokonany zgodnie z prawem.
Problem czysto prawny, bo jeśli Izba SN ma być nielegalna, to wystarczy wskazać, jaki przepis Konstytucji RP został naruszony przy jej wyborze. Zabawa ze sporem trwa w najlepsze, ale nikomu nie przychodzi do głowy, aby wskazać naruszony artykuł Konstytucji.
Tym sposobem można by zbędną kłótnię zakończyć, jednak przy politycznej zabawie trzeba się trzymać z daleka od sedna zagadnienia. Oni masami wyborczymi pogardzają, gdyż sądzą, że nie jesteśmy godni znać ustawy zasadniczej, czy może chodzi o coś innego…?
Tutaj nie idzie o skomplikowane ekwilibrystyki wykładniowe, które trudno byłoby przeciętnemu obywatelowi zrozumieć, ale o podanie do publicznej wiadomości jasnej regulacji konstytucyjnej, wokół której trwa ten cały szał…
Intencja jednych jest bardziej zrozumiała, gdyż N razy powtarzali medialne kłamstwa, które z czasem musiały się przekształcić w świętą prawdę, toteż teraz nie mogą powołać konkretnego przepisu i stąd poprzestają na ugruntowanej informacji w formule aksjomatu.
Wypowiedzi sprowadzają do kategorycznego twierdzenia – „jak wiemy, Izba SN jest nielegalna, ona nie jest sądem…” Następnie przytaczają orzecznictwo sądów europejskich, które gdzieś tam między wierszami to stwierdziło…
Odbiorcy tej prawdy objawionej nie orientują się, w jakim zakresie sądy unijne mogą wkraczać w nasze wewnętrzne organizacyjne problemy sądowe, dlatego gdy słyszą takie banialuki do tego głoszone też przez niektórych profesorów prawa, to w nie święcie wierzą…
Druga strona sporu zachowuje się równie niezrozumiale, eliminując prawo sądów unijnych do mieszania się w wybór naszego wymiaru sprawiedliwości, co jest także przyjmowane bez dowodowo przez własny elektorat wyborczy.
Przyczynę można tłumaczyć niechęcią upowszechniania postkomunistycznej konstytucji, zresztą oprócz początkowych zachwytów z czasem ten akt prawny zaczął być postrzegany powszechnie, jako ułomny.
Nawet doktorzy nauk prawnych typu Prezydent RP, czy szef największej partii, obecnie opozycyjnej, nie podjęli się roli edukatorów, a przecież nic nie stało na przeszkodzie, aby dokształcać rodaków w zakresie znajomości ustawy zasadniczej.
To jest dość intrygujące, gdyż sędziowie, którzy w części byli niezadowoleni z pozbawienia ich prawa wyboru 15 członków Krajowej Rady Sądownictwa, swoimi poglądami bronili przestrzegania Konstytucji RP, ale czy wiedzieli czego bronią, nie wiadomo?
W 2000 r. robiono badania ankietowe sędziów, których znaczne grono przyznawało się, o zgrozo, do nieznajomości ustawy zasadniczej. Zagadką pozostaje kwestia, jak oni osiągnęli tę funkcję, skoro nie znali najwyższego prawa obowiązującego w Polsce?
Upłynęło ćwierć wieku i mamy na najwyższych funkcjach sędziowskich 28 arbitrów, którzy kontynuują tę tradycję nieznajomości, ponieważ kwestionują legalność omawianej Izby SN, ale nie potrafią wskazać, z jakim przepisem Konstytucji wybór był sprzeczny?
To grono sędziowskie chyba pamięta z młodzieńczych lat PRL-u, większe znaczenie wytycznych PZPR, aniżeli obowiązujących przepisów ustawy i dlatego dzisiaj przypisują unijnym elukubracjom orzeczniczym większą wagę niż naszej Konstytucji.
Weszło im to w krew, stąd powtarzają polityczne banialuki, które w prawniczym porządku krajowym nie mają żadnego znaczenia, ponieważ o niezgodności ustawy o wyborze sędziów z Konstytucją może wyrokować tylko Trybunał Konstytucyjny, a ten tego nie orzekł.
W tych warunkach nie dziwię się byłemu ministrowi sprawiedliwości, który zapowiedział eliminację ze sfery publicznej niedouczonych ustawy zasadniczej sędziów, bo przecież przysłowiowo nie może Marcin uczyć Marcina…, a tym bardziej sądzić.
Zabawa trwa w najlepsze, gdyż obie strony sporu boją się edukacji konstytucyjnej wyborców. Może słusznie mają obawy, bo a nóż zaczniemy konsekwentnie domagać się realizacji praw, co nie jest na rękę żadnej władzy?
Reasumując, zabawa będzie trwała dalej, dokąd nie upomnimy się sami o nasze demokratyczne prawa zapisane w Konstytucji, których obie strony sporu nie honorują, chociaż ma to miejsce w zdecydowanie różnym stopniu…
Karabeusz