Karabeusz (K). Chciałem zapytać o rodzime problemy demograficzne. Zarówno politycy, komentatorzy i specjaliści z tej dziedziny stwierdzają, że źle się dzieje, gdyż liczba naszych rodaków radykalnie się zmniejsza, co źle wróży gospodarce. Co o tym sądzisz?
Tadeusz Michał Nycz (TMN). To są chyba jakieś skrajnie nieodpowiedzialne wypowiedzi.
K. Nie rozumiem? Przecież w gronie polityków w zasadzie wszyscy wyrażają się jednolicie.
TMN. Tym gorzej to świadczy o naszych politykach.
K. Dlaczego?
TMN. Wszyscy politycy, zwłaszcza ci czynni zawodowo, czyli parlamentarzyści składają zgodnie z art. 104 ust. 2 ustawy zasadniczej ślubowanie o przestrzeganiu Konstytucji RP.
K. Co to ma do rzeczy z demografią?
TMN. Bardzo duże. Otóż po pierwsze, aby ślubować przestrzeganie Konstytucji trzeba ją nieźle znać.
K. Przejdź do konkretów, bo nie rozumiem.
TMN. Zgodnie z art. 47 Konstytucji: każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym. W konsekwencji państwo nie ma żadnego tytułu prawnego, aby zajmować się demografią, ponieważ ona wynika z prawa każdej jednostki do posiadania dzieci lub nie.
K. No dobrze. Ale państwo może przecież tworzyć zachęty do tego, aby obywatele starali się o dzieci, skoro one są potrzebne naszej gospodarce, a także wobec problemów ubezpieczeń społecznych. Ten młody narybek będzie sprzyjał uprawnieniom emerytalnym obecnego pracującego pokolenia, gdyż zarobi na ich świadczenia po zakończeniu pracy zawodowej.
TMN. Takie rozumowanie to jest efekt hipokryzji władzy, która nie potrafiła przeprowadzić skutecznej reformy ubezpieczeń społecznych i teraz ratuje się takimi sprytnymi hasłami pozostającymi de facto w sprzeczności z Konstytucją.
K. Przecież art. 71 ust. 1 Konstytucji zobowiązuje państwo do dbałości o rodziny, zwłaszcza wielodzietne, poprzez zapewnianie im szczególnej pomocy.
TMN. To prawda. Tyle, że w tym przepisie mamy do czynienia ze stanem rzeczywistym, czyli z tym, do czego sami obywatele w wyniku decyzji prywatnych doprowadzą. Przepisy Konstytucji nie dają państwu prawa do ingerowania w demografię w żaden sposób w tym np. poprzez tworzenie zróżnicowania podatkowego tych co mają i nie mają dzieci.
K. Przecież w takim zróżnicowaniu podatkowym nie ma nic złego.
TMN. Przeciwnie, jest. Państwo ma być poprawnie zorganizowane w każdej strukturze demograficznej, a nie zwalać na obywateli swoje rażące zaniedbania. Mówię to z pozycji magistra administracji, który otarł się trochę o problemy organizacji i zarządzania. Poprawność organizacyjna państwa nie ma bowiem bezpośredniego związku z demografią.
K. Mam wątpliwości, gdyż twoje twierdzenie są sprzeczne z tym, co prawie wszyscy fachowcy aktualnie twierdzą.
TMN. Nie będę się porównywał do Kopernika, powiem tylko tyle, że wpływ państwa na pobudzanie demografii byłby oczywiście sprzeczny z art. 47 Konstytucji i dlatego w obecnym stanie prawnym, w przeciwieństwie do poprzedniego ustroju socjalistyczno-komunistycznego, jest niedopuszczalny. To w poprzednim ustroju państwo chciało wszystko załatwiać za obywatela i wiedziało lepiej, co jemu jest potrzebne, ubezwłasnowolniając jego wolność osobistą.
K. Większość jednak twierdzi inaczej.
TMN. Być może tak głęboko jeszcze tkwimy w poprzednim ustroju, że nie jesteśmy w stanie zrozumieć na czym polega autentyczna wolność osobista obywatela. Do tego trzeba dorosnąć, to wymaga sporo czasu na zrozumienie rzeczywistej przemiany ustrojowej.
K.. To co zrobić z aktualnym problemem demografii, rzutującym niekorzystnie na stan ubezpieczeń społecznych?
TMN. Nie ma innego wyjścia jak przyznać się do błędu i dokonać ponownie gruntownej rekonstrukcji ubezpieczeń społecznych wprowadzając korzystne, bo konkurujące ze sobą kasy chorych oraz określić realny czas, po upływie którego zatrudnieni obywatele będą sami zarabiać na swoje świadczenia emerytalne.
K. Do tego jednak potrzeba stabilnej długoletnie władzy, bo jak widać rząd Jerzego Buzka wprowadził dobrą reformę ubezpieczeń społecznych, a rząd Donalda Tuska, a po drodze Leszka Millera, ją zniszczył…
TMN. No cóż, społeczeństwo musi zrozumieć, co realnie leży w jego interesie i zacząć popierać tych polityków, którzy chcą rzeczywistej, a nie pozorowanej poprawy. Do tego niezbędne jest pewne zaangażowanie polityczne każdego obywatela, poprzez skrupulatne patrzenia władzy na ręce, zamiast opierania się na sloganowych kampanijnych dyrdymałach…
Cdn.