Motto: profesorowie niezagrożeni, bezkarnie mogą mącić uczeni…?
Czasem normalność w rozpacz popada
I, wówczas różne głupoty gada.
Złudne nadzieje wsparte na kłamstwie
Brylują wtedy w niecnym cygaństwie.
Ludziom się zdaje, że są w prawości,
Odmienne zdanie ogromnie złości,
Niespełniające tego zamiaru,
Który zachwycił cwaniaków paru.
Podstępem masy chcą robić w konia,
Mając z honorem powłokę słonia…
Takim nie straszne żadne intrygi.
Na protestacjach skoki, podrygi
Nie licujące w ogóle z godnością,
Ale harcują z wielką radością…
Dla sprytnych pewna to konkurencja,
Choć, gdy się kończy miarka, kadencja,
Przychodzi prawość o pewnej porze,
Wówczas wzdychają tylko – o Boże!
Przebacz występki niezwykłej klasy,
Gdy sprawiedliwość zarządzą masy.
Wyjścia brakuje awaryjnego –
Sporo prawników wie już, dlaczego?
Trzeba poskromić lewe zapędy.
Na próżno szukać wtedy, którędy
Uciec od czynu zamachu stanu,
Stąd drżąco biorą już myśl majdanu…
Wielu przypadkiem głupstwo wypowie,
Inaczej sądzą profesorowie,
Ryzykujący tylko w opinii –
Mogą przydomek otrzymać świni.
Ale nie grozi nic materialnie
I oczywiście także nie, karnie.
Lekceważąco, z tego powodu
Mędrcy bełkoczą moc, bez dowodu.
Bardzo odważne, uczone zuchy
Kładą swój prestiż prosto na… duchy.
Aby legalność zaprzeczyć Izbie…,
Która okoniem stoi na przyzbie.
Z aktem nie dając żadnej sprzeczności,
Poza enigmą ducha jakości…
Pragną ukazać delikt ogólny,
Na Konstytucji mocno szczególny,
Kiedy się nie da wskazać dowodu,
Magicznie trzeba bronić dochodu…!
Tadeusz Miłowit Lubrza