CUD…

Motto cuda się zdarzają, choć mało kto w nie wierzy…

Zjawisko niezrozumiałe, niemożliwe do naukowego wytłumaczenia, wiązane zwykle z siłami nadprzyrodzonymi albo świętymi lub kandydatami na takich. Czasem zwykły nieprzewidywalny traf uchodzi za cud.

Na przykład mężczyzna pozna piękną kobietę, zakocha się z wzajemnością, weźmie ślub, etc. i uważa to za cud. Łatwo obalić tę tezę. Poczucie piękna ma charakter indywidualny, aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby wszystkim podobał się ktoś jeden jedyny…

Byłaby katastrofa, gdyż całe rzesze oprócz fartownie wybranego byłyby nieszczęśliwe. Ktoś tam z góry wiedział, co czynić, stąd rozstroił nasze poczucie piękna na indywidualne potrzeby. Pojęcie piękna jest ulotne.

To, co dzisiaj budzi zachwyt, jutro, czy po bliższym obejrzeniu może okazać się nieszczególne. Poznanie kogoś wymaga zjedzenia przysłowiowej beczki soli. Często wybieramy na oko, zapominając, że jesteśmy wpisani w horoskopowy moment urodzenia…

Opisane zjawiska najczęściej odnosimy do prywatnej sfery życia, ale one tak samo oddziałują w sferze publicznej. Widzimy kogoś, kto na pierwszy rzut oka wydaje się ciekawy, głosi interesujące poglądy i my mu przyklaskujemy bez zastanowienia nad szczegółami.

Wyobrażamy sobie idola politycznego i popieramy go z przyzwyczajenia, powtarzalnie, bo cieszy się renomą w naszym środowisku, w którym funkcjonujemy, a my nie chcemy odstawać od reguły mimo, że ten człowiek nie jest wart poparcia.

To pięknie brzmi, bo on wypowiada wspaniałe słowa o integracji europejskiej o możliwości poczucia się prawdziwym Europejczykiem, czym trafia celnie, bo przecież po komunie, zachód był naszym marzeniem…

Wszystko to brzmi wspaniale tyle, że rozłożone na czynniki pierwsze w ogóle nie składa się w sensowną całość. Jednak nie zmieniamy poglądów, ponieważ nie chcemy się wyłamywać ze środowiska, w którym żyjemy i być skazywanym na odstępcę od poglądów większości.

Do tego dochodzi sprawna propaganda medialna, w której hochsztapler sprytnie bryluje, jako nowoczesny, postępowy, europejski, etc. Bez próby jakiejkolwiek weryfikacji staramy się w to wierzyć, bo bajka jest ładnie, chwytliwie opowiedziana.

Można powiedzieć, że powtarzamy narodowe błędy XVII i XVIII wieku, kiedy to mieliśmy znaczny odsetek suwerena otwartego na modny zachód… Im się wydawało, że zdradziecka względem Ojczyzny polityka pozwoli na większy dobrobyt.

Wierzyli w coś, co było nierealne, a lata zaborów tylko ten fakt potwierdziły. Tu nie idzie o to, że jakimś pojedynczym rodom magnackim dobrze się egzystowało, ale o to, że taki pogląd dotykał blisko 30% polskiego społeczeństwa.

Większościowo wszyscy się przekonali, że życie pod butem zaborcy wcale ani przyjemne ani zasobne nie jest, ale było już za późno, aby skutecznie coś naprawić, choć naród kolejnymi powstaniami udowadniał tendencje wolnościowe.

Choć epoki diametralnie się zmieniły, dzisiaj znajdujemy się w analogicznej sytuacji. Znowu jesteśmy kuszeni ułudą materialną, aby poddać się obcym, którzy zapanują nad naszą gospodarką dla własnych korzyści…

Przykładem miliardy euro na farmę wiatrowa na Bałtyku przynoszącą korzyści budowniczym Duńczykom oraz Niemcom zarządzającym później energią elektryczną, a nam pozostaną ochłapy i propaganda unijna o miliardach, które trzeba będzie zwrócić, bo to jest pożyczka!

Prognozowany rozkład państwa polskiego zmierza wprost do kradzieży tego, co nasze, tego co zostało zarobione dzięki zaradności i przedsiębiorczości rodaków, czyli złota rodowego o wielkości przekraczającej zasoby Europejskiego Banku Centralnego.

Oddając pełnię władzy Unii chcemy się dać okraść z dobytku narodowego, który jeszcze jako tako chroni naszą gospodarkę przed spływem do Bałtyku wraz z odchodami, nad którymi nie był w stanie zapanować wspaniały medialnie kandydat w ostatnich wyborach prezydenckich.

Nie dostrzegamy istotnego zagrożenia, o którym mówią i przestrzegają poważni ekonomiści, bo nam się ubzdurało, że wśród europejskich przyjaciół nikt nam krzywdy nie zrobi, tymczasem w polityce nie ma sentymentów, a każdy walczy o swoje, jak lew…

Piękne propagandowe zwroty o demokracji głęboko łechcą, jak niegdyś demokracja szlachecka i wolność z liberum veto na czele. W tych warunkach ostatnie wybory trzeba uznać za cud zmiany sytuacji z października 2023 r.

Jak to się stało, że większość narodu odwróciła się od obecnej władzy? To jakieś niepodobieństwo biorąc pod uwagę dotychczasową bezmyślność polityczną wyborców oraz olbrzymią przewagę medialną fircyka warszawskiego.

Nie tylko ci wszyscy, którzy ogromnie przyczyniali się do wyboru forowanego powszechnie kandydata, ale także sami wyborcy nie mogą do końca uwierzyć, jak to się stało? Przy tak olbrzymich nakładach sił środków finansowych i medialnych, nic z tego nie wyszło.

Co bardziej zadziorni dopatrują się fałszerstw wyborczych, ale wstępne sprawdzenia pogrążyły ten pogląd jako bajkę. Nie mogą uwierzyć, że wbrew tej ogromnej sile wyborczej zdarzył się cud, bo JP II czuwa nad nami doprowadzając do zwycięstwa imiennika. Istny cud!

Karabeusz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *