HISTORIA W PIGUŁCE…

Motto: czyli, jak zrozumieć współczesność, oto jest pytanie…?

Siedemdziesiąt lat żyję i jak spojrzę wstecz, przebieg otaczających zdarzeń układa się coraz mniej zrozumiale. W PRL-u było klarownie. Władza narzucona siłą, z którą większość narodu coraz bardziej konsekwentnie walczyła.

W efekcie doszło do 10 milionowego ruchu „Solidarność” i władcy musieli ustąpić choćby z formalnych stanowisk… Brakło im zaplecza wschodniego brata, który pomału rozkładał się gospodarczo wskutek gloryfikacji ideowej ekonomii, która musiała ponieść klęskę.

Naród polski cieszył się, ponieważ dostrzegł światełko w tunelu wolności… Komuniści, choć ponieśli klęskę łatwo rzeczywistej władzy nie oddali, gdyż ukształtowane mocne często niewidoczne struktury funkcjonowały nadal…

Trikiem pozorowanego uzdrawiającego rozliczenia i oczyszczenia przekonywali medialnie, że od teraz to oni już są demokratami pełną gębą. Swój azymut ukierunkowali na kasę i w ramach wolności gospodarczej dorabiali się milionów z poniedziałku na wtorek…

Od objęcia władzy przez pierwszego wybranego w demokratycznych wyborach Prezydenta RP w niedostrzegalny sposób dla przeciętnego rodaka wszystko stopniowo, konsekwentnie zaczęło iść w złym kierunku.

Przywódca „Solidarności” okazał się w roli Prezydenta RP niezdolny do realizacji nawet własnych postulatów sierpniowych. Czasem ktoś jest świetnym wodzem związkowym, ale zupełnie nie sprawdza się w roli głowy państwa i tak to u nas miało miejsce.

Postkomuniści wykorzystali sytuację i w następnych wyborach prezydenckich przejęli władzę, chociaż rządowe przepychanki trwały nadal, funkcja głowy państwa stawała się kluczowa w momencie budowy nowej konstytucji demokratycznego państwa.

Od tego momentu pozostajemy świadkami kolejnych etapów niewidocznego na pierwszy rzut oka niszczenia państwa i prawa. Zaczęło się od sporu między Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego a Prezesem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie legalnej wykładni ustaw.

Pierwszy, sprzyjający władzy postkomunistycznej w zakamuflowany sposób, albo z naiwności chciał jej rozłożyć dywan do rządzenia nieograniczony koniecznością przestrzegania prawa tak, jak ono zostało uchwalone.

Gwarancją właściwego stosowania prawa miała być w demokratycznej konstytucji legalna wykładnia ustaw, za którą optował Prezes Trybunału Konstytucyjnego, późniejszy Rzecznik Praw Obywatelskich.

Przypominam sobie wykłady prof. dr hab. Kazimierza Opałka z przedmiotu „Zasady tworzenia prawa i gwarancje jego przestrzegania” i doceniam wykładowcę, który pomimo niefunkcjonowania tej wykładni w PRL-u, w ramach rzetelności akademickiej o niej mówił.

Naród 38 milionowy nie było stać na wybór właściwej głowy państwa i to musiało się źle skończyć. Prezydent RP zapewniał o doskonałości ustawy zasadniczej i być może pod tym fałszywym wpływem doszło do referendalnego jej zatwierdzenia.

Później mieliśmy już z górki w dół do dzisiejszej anarchii… Najpierw „Życie Warszawy” donosiło, że niektórzy sędziowie przyznają się do nieznajomości Konstytucji (sic!). Pisał o tym zaniepokojony Rzecznik Praw Obywatelskich w „Rzeczpospolitej” z 10.12.2001 r.

To skandaliczny fakt, bo świadczy o tym, że kształcimy i powołujemy na sędziów dyplomatołków, bo jak inaczej nazwać osobę pozyskującą to stanowisko, która nie zna najwyższego prawa obowiązującego w III RP?

Rzecznicy Praw Obywatelskich nie robili alarmu, nie wnioskowali do władz o zmianę sytuacji. Cisza przynosiła powszechnie poczucie bezprawia, którego rażące przykłady ujawniała w TVP Elżbieta Jaworowicz, czy w Polsacie program „Państwo w państwie”.

Na legalnej wykładni ustaw powinni się skupić uzdrowiciele prawa, a nie na szybkości postępowania sądowego, co jest problemem ale nie pierwszoplanowym. Wychodzi na to, że obecni reformatorzy prawa chcą, aby niesprawiedliwe wyroki szybciej zapadały!

Doszliśmy do stanu, w którym bezstronny sędzia zajmuje się polityką, powstają nielegalne konstytucyjnie organizacje sędziowskie, bo mamy wśród profesorów nauk prawnych analfabetów nieumiejących ze zrozumieniem przeczytać art. 178 Konstytucji.

Skandal dochodzi już do tego poziomu, że tu nie idzie nawet o profesjonalne znawstwo prawa, ale o zwykłą umiejętność posługiwania się językiem polskim. Tymczasem kołowrotek nonsensów trwa nadal.

Nie wiem, czego uczą studentów prawa, ale mogę podejrzewać, że politologia chyba wyparła przedmioty stricte prawnicze, gdyż uniwersyteckie wydziały prawa i administracji kwestionują legalnie powołanych przez Prezydenta RP sędziów, co stanowi kuriozum!

W książce „To ja. Andrzej Duda” Kraków 2025 r. były Prezydent RP na str. 582 i n. w świetle art. 187 Konstytucji klarownie wyjaśnia pełną konstytucyjną legalność powołanych sędziów, co każdy czytelnik może sobie sprawdzić osobiście czytając powołany przepis.

Szkoda, że znani prawnicy, w tym głównie profesorowie nauk prawnych dyskutując publicznie na ten temat posługują się sloganami zamiast konkretnie wyjaśnić, przytoczyć, co stanowi wyraźne prawo. Czemu tego nie robią – oto jest szekspirowskie pytanie…?

Karabeusz

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *