UNIWERSALNA KROPLA HISTORII…

Motto: chełpliwość stoi przed upadkiem…

Chełpliwość to cecha bardzo negatywna tak indywidualnie, jak i zbiorowo. Na przykładzie naszej historii wyraźnie to widać w obu wskazanych wymiarach. Polacy funkcjonujący przez kilka wieków w demokracji szlacheckiej, takie o niej przejawiali uczucie.

Przez pewien czas wówczas był to najlepszy z możliwych ustrojów politycznych, tyle, że zamiast okazywania uczucia wyższości z posiadania tego doskonałego rozwiązania instytucjonalnego, należało pilnie dbać o jego trwałość.

Uczucie chełpliwości przyćmiło ówczesną niezbędną uwagę ukierunkowaną na rzeczywistość i dlatego przeczyło wszelkim formułom reformatorskim, powodując, że przespaliśmy moment, w którym najpóźniej należało podjąć stosowne działania, aby ustrój trwał nadal.

Jesteśmy, niezależnie od krwiożerczych zaborców, jako suweren sami sobie winni 123  letniej niewoli narodu właśnie dlatego, że powodowani euforią posiadania czegoś cennego nie zadbaliśmy na bieżąco, aby przysłowiowa złota rybka nie uciekła nam z rąk…

Kolejnym znamiennym etapem historii były lata powojenne i budowana z mozołem solidarność mas pozwalająca skupić wokół tej idei blisko 10 milionów rodaków z dalszymi milionami pośrednio popierającymi ten ruch.

Wystarczyło 45 lat, aby ci, którzy chełpili się socjalizmem i komunizmem, jako ustrojami obowiązującymi na przysłowiową wieczność, zmuszeni zostali oddać władzę. Nasze zachowanie w tym momencie przepojone było szczególnie wysoką chełpliwością.

Posiadając wybitnego przywódcę związkowego, uczyniliśmy go głową państwa i rozgłaszali polską wielkość i myśl polityczną na całym świecie. On do dziś zapraszany jest na różne konferencje i usiłuje uchodzić za specjalistę z tej dziedziny.

Niestety, jako Prezydent RP nie tylko się skompromitował, ale jeszcze oddał władzę postkomunistom, sprytnie łechtany przez nich swoją osobniczą skłonnością Falstaffa… i tym sposobem cała jego uczciwość, jako przedstawiciela interesu robotników wzięła w łeb…

Równolegle mieliśmy autentycznego Wielkiego Polaka rozsławiającego Ojczyznę na całym świecie, który skoncentrował się i poświęcił duchowym potrzebom człowieka. Co z tym skarbem zrobiliśmy? Z poczucia dumy zaczęliśmy jeszcze za jego życia stawiać pomniki.

Jan Paweł II nie oponował, uznając, że narodowi jest to potrzebne, gdyż być może te pamiątki przetrwają w pamięci rodaków, przypominając im kierunki postępowań zgodne z właściwie, korzystnie pojmowanym dobrem człowieka.

Papież zgadzał się na honory, jako głowa Kościoła Katolickiego obdarowywana uznaniem i wdzięcznością wiernych. Karolowi Wojtyle nie były potrzebne te zaszczyty, bo należał do nielicznego grona tych, którzy się wyróżniają własną pracą i poświęceniem dla innych.

Jego ukazanie się w gronie rzesz ludzkich ujawniało zawsze dobroć i miłość płynącą dla drugiego człowieka. Jako naród nie zaprzestaliśmy chełpliwości, zapominając zupełnie jego nauki, ale jeszcze dopuszczamy się czynów absolutnie niegodnych względem tej osobowości.

Jedni w obronie szerzenia zła podszywają się pod funkcje i organizacje historycznie czczące tego rodaka celem znalezienia doskonałej zasłony dymnej dla swej nikczemności. Nawet dzisiaj słychać głosy, że to nasz Papież chciał udziału w kłamliwej Unii Europejskiej…

Inni idą jeszcze dalej i pod ideą zdeprawowanych poglądów, kładą na szalę współczesności zło przeciw dobru, przypisując to pierwsze tak czcigodnej osobie… A naród cieszy się nadal chełpliwie, ale nie czyni żadnego użytku z jego nauk.

Nasza najstarsza wyższa uczelnia, w której studiował obecnie już Święty Kościoła Katolickiego, być może z pozytywnych pobudek uchwaliła jeszcze za jego życia, bo w 2003 r. Akademicki Kodeks Wartości, którego głównym przesłaniem jest dążenie do prawdy.

Ten cel i potępienie wszelkiego zła zasadzającego się na kłamstwie przejawiało się we wszystkich encyklikach papieskich i jego homiliach. Co, my dzisiaj, już u progu ćwierćwiecza XXI wieku z tym wszystkim robimy?

Grzęźniemy w ogromach kłamstw na każdym kroku i ten przejaw fałszu medialnie hołubiony stał się dla nas codziennie tak obszerny, że ogarnięci znieczulicą, puszczamy cały współczesny przeogromny cynizm mimo uszu.

Dla świętego spokoju akceptujemy nawet działania, które jeszcze kilka lat temu przeciętnemu człowiekowi nawet nie przyszłyby do głowy, jako poprawne. Dajemy sobie wcisnąć za prawdę takie idiotyzmy, że mimo wykształcenia zasługujemy na ocenę analfabetów!

Kompletnie niczego nie pamiętamy z nauk naszego Papieża już nie mówiąc o sentencjach ojca niepodległości Józefa Piłsudskiego, który nakazywał dbałość o interes narodowy, przestrzegając, że niepodległość i suwerenność niepodobna utrzymać samoistnie…

Chełpliwość, jaka nas ogarnęła z powodu przejściowej poprawy bytu w XXI wieku także ugruntowuje przekonanie, że w warunkach totalnie panującego kłamstwa i zła, wszystko  podobno idzie w dobrym kierunku…

Przygotowujemy się do obchodów Święta Niepodległości, jak gdyby nic się nie stało, zamiast potężnie bić na alarm i przyczynić się zbiorowo do ukrócenia rażących niegodziwości. No, cóż, jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz, niepomny, że historia z całą mocą potwierdza, że chełpliwość stoi przed upadkiem…

Tadeusz Michał Nycz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *