PRL…

Motto: czyli zatoczone koło…

PRL trwał 45 lat i po jego bankructwie ojcowie demokracji, czyli wymarzonego ustroju rozpoczęli od konsekwentnego odcinania się od tego modelu. Im mocniej to czyniono, tym łatwiej rodakom się wydawało, że otwierają na oścież drzwi do wyśnionego zachodu…

Nastrój spowodował powszechne wzdychanie do nowego ustroju, bez zapoznania się z jego pozytywami i negatywami. Demokracja stała się wytrychem słownym otwierającym wszystkie drogi bez sprawdzenia, dokąd zmierzamy.

Z marzeń zostaliśmy dość szybko obudzeni przejawami zdarzeń, które w drodze do demokracji nie miały prawa wystąpić, ale zaistniały. Najgorsze polegało na powszechnym oszustwie względem pracowników najniżej kwalifikowanych.

Choć stanowili jądro ruchu „Solidarność”, zostali bezczelnie oszukani. Ich kosztem bogacili się milionerzy obrastający w piórka dóbr przysłowiowo z poniedziałku na wtorek, ponieważ pracujący na nich zostali bezprawnie pozbawieni uprawnień pracowniczych.

Polskie sądownictwo, z Sądem Najwyższym na czele zezwoliło, aby wbrew Kodeksowi pracy zatrudniać rzesze robotników na podstawie umów cywilno-prawnych, pozbawiając tym samym wykonujących pracę należnych rekompensat za włożony do pracy wysiłek.

Choć Państwowa Inspekcja Pracy walczyła przed sądami pracy z tym bezprawnym przejawem zatrudnieniowej anarchii, to zdało się na nic, gdyż nawet niezależne związki zawodowe nie zdecydowały się zanegować tego cynicznego oszustwa.

Mając prawo wystąpienia w tej sprawie do Trybunału Konstytucyjnego z zapytaniem o legalność rozwiązania, ani przed ani po wejściu w życie Konstytucji RP tego nie uczyniono, co stawia pod znakiem zapytania przyczynę takiego postępowania?

Rzesze ludzi dzisiaj się dziwią jak to się stało, że mamy anarchię na najwyższych szczeblach władzy, tymczasem ten przejaw w sposób niezauważalnie pełzający dla nieuważnego rodaka, funkcjonował od początku budowy nowego ustroju.

Związki zawodowe mimo przyznania im niezależności, a potem nawet zapisania  wyraźnie ich praw w Konstytucji straciły na znaczeniu, nie przypominając początkowych struktur walczących rzetelnie w PRL-u o prawa pracownicze.

Wynikało to z zaprzepaszczenia szansy przekształcenia 10 mln ruchu związkowego w partię polityczną, dbającą o sierpniowe postulaty związkowe. Klasa robotnicza, jako ogromna siła sprawcza dała się wyrolować politykom i politologom wypuszczając władzę z rąk.

Jej przywódca wybrany na głowę państwa został całkowicie zbajerowany przez postkomunistów, aż do tego stopnia, że oddał pełnię władzy w ich ręce. W tych warunkach trudno było oczekiwać sensownych rozwiązań ustrojowych.

Postkomuniści sprytnie przefarbowani na sloganowych demokratów, co im pozostało do dzisiaj, opracowali Konstytucję, która w pełni zabezpieczała ich interesy i której kardynalne błędy ustrojowe, pozbawiające nas legalnej wiążącej wykładni ustaw trwają dalej.

Było to zdumiewające, ponieważ naród przejawiający pęd do dobrobytu, stracił głowę i pozwolił pozbawić się instrumentu zapewniającego, jako taką praworządność, mimo, że instytucja ta funkcjonowała z powodzeniem w latach 1989-1997.

Ten kardynalny błąd stanowi dzisiaj główny powód lekceważenia przez rządzących ustawy zasadniczej, aż do tego stopnia, że niektórzy sędziowie nie znają jej treści, a ci, którzy znają nie przestrzegają najwyższego prawa obowiązującego w Polsce, kpiąc z Konstytucji.

Brak wiążącej wykładni ustaw zmuszającej do porządku, uczciwego jednakowego stosowania prawa przyczynił się zasadniczo do możliwości bezkarnego kolportowania w mediach bzdur niemających nic wspólnego z prawdą, gdyż brak odpowiedzialności za takie działania.

Poważni prawnicy nawet z tytułami profesorskimi wprowadzają publicznie wyborców w błąd rozgłaszając twierdzenia o neo sędziach i wynikających stąd negatywnych konsekwencjach podczas, gdy teza ta jest ewidentnie sprzeczna z jasną treścią art.187 Konstytucji.

Regulacja ta dopuszcza przy pomocy ustawy zwykłej dokonanie zmiany wyboru 15 sędziów Krajowej Rady Sądowniczej, co uczynił PiS, postępując w pełni zgodnie z ust. 4 tego przepisu. Tymczasem brak legalnej wykładni ustaw pozwala utrzymywać medialny kłam!

Głoszenie herezji jest możliwe dlatego, że brakuje legalnej wykładni, co wyklucza odpowiedzialność karną za upublicznianie bezprawnych twierdzeń. Do tego sprawa została sprytnie politycznie wykorzystana przeciwko polskiej władzy niekorzystnej dla Unii.

System prawa unijnego także nie posiada legalnej wiążącej wykładni przepisów, stąd ich stosowanie może przybierać różny charakter w stosunku do poszczególnych państw i nie sprzyja głoszonym przez UE wzniosłym ideałom wspólnotowym.

W konsekwencji wmówiono Polakom jakieś rzekome naruszenia zasad demokracji i z tego powodu byliśmy i jesteśmy przez władze wspólnoty szykanowani. Narzuca nam się współodpowiedzialność za przyjmowanie obcych kulturowo ludów.

O ile Niemcy i Francja, jako byłe państwa kolonizacyjne mogą mieć pewne zobowiązania względów ludności byłych swoich kolonii z Afryki, o tyle Polska nigdy nie była kolonizatorem, choć takie ciągoty wyrażała w drodze marzeń.

Właśnie z powodu tych marzeń, intelektualnie podobno wysoce rozwiniętym rodaków daje się wmówić współodpowiedzialność za kolonializm i błędy czołowych polityków UE zapraszających dla własnych korzyści przedstawicieli tych państw do siebie.

Kiedy plan spalił na panewce i powstały jeszcze problemy kulturowe, rozwalające całą zachodnią Europę, ona usiłuje się teraz tym nieszczęściem z nami podzielić na zasadzie narzucenia siłą określonych rozwiązań przy pomocy swoich wtyczek… Istny PRL..!

Karabeusz

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *