PIENIĄDZE I POLITYKA

Każda kampania wyborcza wyzwala specyficzne idealistyczne poglądy i tak się dzieje współcześnie w Polsce. Konkurenci polityczni przekonują wyborców, że ich działalność z korzyściami materialnymi nie ma nic wspólnego.

Ta propagandowa tendencja jest swoistego rodzaju konkurencją sportową, pokazującą jak w krzywym zwierciadle kandydatów do publicznych urzędów i instytucji, jako aniołków fruwających po niebie bez potrzeby pozyskiwania stosownego zaplecza materialnego.

To jest mniej więcej tak, jakby ktoś twierdził, że Słońce z gorącem nie ma nic wspólnego. Oczywiście, że i na ten temat można tworzyć prawdopodobne hipotezy. Na przykład, jeśli Słonce będzie oddalone od danej planety o lata świetlne, to na tym globie zapanuje srogi mróz.

My jednak musimy odnosić to twierdzenie do Niebieskiej Planety, gdyż na niej egzystujemy, tu i teraz. Polityka jest więc nierozłącznie związana z pozyskiwaniem dóbr doczesnych na pomocą środka płatniczego nazywanego pieniądzem.

Twierdzenie to ma charakter aksjomatu, który nie wymaga dowodu. Wszystko na tej Ziemi łączy się z pieniądzem, odzwierciedlając starą łacińską zasadę: „do ut, des”, czyli daję, abyś dał.

Regulator tych stosunków wymiennych, jakim jest prawo, ma stworzyć takie zasady pozyskiwania dóbr za pomocą pieniądza, które odpowiadać będą aksjologicznym założeniom, akceptowanym powszechnie przez człowieka, w postaci niezmiennych wartości.

Przekładając to na stosunki polityczne, można w skrócie powiedzieć, że każda partia polityczna jest tworzona po to, aby w danym społeczeństwie pozyskać władzę, która pozwoli jej i jej zwolennikom wprowadzać rozwiązania prawne sprzyjające określonym normatywnie zapisanym korzyściom.

Każda działalność polityczna jest nierozerwalnie związana z zamiarem pozyskiwania pieniędzy, toteż ukazywanie jej czasami, jako charytatywnej, lub prawie charytatywnej jest po prostu mydleniem oczu wyborcom.

Jak to się ma do tzw. działań aferalnych przedstawicieli władzy? Otóż, aferalna działalność sprowadza się do pozyskiwania korzyści nielegalnych, czyli niezgodnych z obowiązującym porządkiem prawnym.

Chodzi tutaj o osiąganie korzyści prawnie nieuzasadnionych, czy też wręcz sprzecznych wprost z istniejącymi przepisami prawa. Dlaczego tzw. taśmy nagrane w restauracji u Sowy nazywamy aferą, czyli działalnością niedopuszczalną prawnie?

Zagadnienie to ma kilka poziomów odniesienia. Pierwszy dotyczy funkcjonowania przedstawicieli władzy sprawujących określone funkcje publiczne. Osobom tym nie wolno spotkań towarzyskich organizować za publiczne pieniądze, gdyż stanowi to kradzież pieniędzy ze skarbu państwa.

Jeżeli jednak te spotkania nazwać służbowymi, to nie mogą one odbywać się w publicznej restauracji, gdyż obowiązek chronienia tajemnic służbowych takie zgromadzenia wyklucza.

Ministrowie mają debatować głównie w Urzędzie Rady Ministrów, a nie w publicznej knajpie. W tej ostatniej mogą natomiast coś zjeść, nie kłapiąc językiem na tematy polityczno-rządowe.

Drugie odniesienie dotyczy ujawnienia rzeczywistych poglądów przedstawicieli władzy, którzy swoje funkcje traktują niepoważnie, wręcz lekceważąco i tym samym personalnie kompromitują zajmowany urząd.

Ten aspekt sprawy nie pozostaje w bezpośredniej sprzeczności z prawem, lecz stanowi przedmiot oceny etyczno-moralnej danego polityka.

Trzecie odniesienie dotyczy osób niebędących w służbie publicznej, które znalazły się razem z politykami w czasie prowadzonej rozmowy ujawniającej ich zapatrywania. Wypowiedzi tych osób nie kolidują z żadnymi przepisami prawa, a ocena postawy podlega weryfikacji etyczno-moralnej, pod warunkiem oczywiście, że same płaciły za posiłek.

Czwarte odniesienie dotyka osób, które w publicznej restauracji założyły podsłuchy i doprowadziły o upublicznienia prowadzonych rozmów. Nie wchodząc w szczegóły zawiłości prawnych, mam poważne wątpliwości, co do zasadności odpowiedzialności karnej tych osób.

Odpowiedzialności cywilno-prawnej oczywiście nie kwestionuję, gdyż podsłuchy naruszały prawa osobiste uczestników libacji restauracyjnych i tym samym nie można wykluczyć możliwości dochodzenia roszczeń odszkodowawczych.

Czym inny jest natomiast odpowiedzialność karna, która musi w sobie zawierać szkodliwość społeczną czynu. Nie miałbym nic przeciwko takiej odpowiedzialności , gdyby podsłuchiwano polityków obradujących np. w Urzędzie Rady Ministrów.

Założenie podsłuchu w restauracji publicznej w celu ujawnienia rzeczywistych zamiarów sprzecznie z prawem postępujących przedstawicieli władzy traktowałbym raczej, jako korzystne społecznie, a nie karnie zabronione działanie.

Dzisiaj, gdy słyszę wypowiedzi niektórych polityków dziwiących się, czemu zakładający podsłuchy jeszcze nie siedzą  za kratkami, to przecieram oczy ze zdumienia.

Oni uważają, że można sobie robić kpiny z pełnionych funkcji publicznych i sprawowanej władzy bezkarnie, natomiast tych, którzy mieli śmiałość ujawnić te łajdactwa, chcieliby niezwłocznie wsadzić do więzienia !

Tak oto jest rozumiane pojęcie demokracji, sprawiedliwości, przestrzegania Konstytucji i praw UE, przez tych fircyków, którym się w głowach poprzewracało z zachłyśnięcia sprawowaną władzą.

Karabeusz

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *