AMDD ZAMIAST LGBT…

Ostatnie wyskoki rozwydrzonej demokracji, działającej ogólnoświatowo, prowadzą do potrzeby rozważenia, czy współczesne zmurszałe już chyba konstytucje państw demokratycznych przystają do rzeczywistości?

Jeszcze bodaj w pierwszej połowie XX wieku Winston Churchill stwierdził, że demokracja jest fatalnym ustrojem, ale lepszego nie wymyślono. Konstatacja ta stała się Egidą, pod którą znawcy praw konstytucyjnych skutecznie się chronią przed jakąkolwiek reformą zapisanych zasad.

Tym twierdzeniem, przyjmując je za aksjomatyczne, wybielają swoje profesjonalne sumienia bumelujące w kwestii poprawiania ustaw zasadniczych. Nikt przecież przy zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, że stosunki społeczne I połowy XX wieku i XXI wieku radykalnie się różnią. Wobec tego, w ślad za ich zmianą, niezbędne jest doprecyzowanie prawa.

Skoro całe nasze życie regulowane jest przepisami, to trzeba rozpocząć od stworzenia modelu prawnego, w którym dura lex, sed lex, ale pod warunkiem jednolitego, jednakowego stosowania tych norm.

Tymczasem, jakby przeciwko temu porządkowi, pomimo istniejących rozwiązań legalnej wykładni prawa, ostatki jej funkcjonowania ulegają likwidacji, tak, jak to miało miejsce w Polsce w wyniku wejścia w życie Konstytucji z 1997 r.

Gorącym tematem były ostatnio wybory prezydenckie w USA, dlatego na ich przykładzie pozwolę sobie wskazać ułomności. Nie rozumiem, jak to się dzieje, że w jednolitym, chociaż stanowym państwie nie ma jednakowych, powszechnie obowiązujących zasad wyborczych głowy całego państwa?

O ile można się zgodzić na odrębności w zakresie wyborów władz stanowych, o tyle wybór reprezentanta kraju musi być jednolity, bo inaczej naruszamy zasadę równości wyborczej, nie wchodząc już w dalszy ciąg tego zjawiska prowadzącego nawet do możliwości oszustw wyborczych.

Jak to się dzieje, że najpotężniejsze państwo świata nie posiada mediów publicznych, na łamach których Prezydent może się bez przeszkód i zakłóceń kontaktować ze wszystkimi obywatelami? Być może, że dotychczas szacunek do głowy państwa powodował zbędność takich publikatorów, ale czasy się zmieniły i dlatego nastała pora reform.

Nie rozumiem także, jak to się dzieje, że prawo amerykańskie lekceważy wartość ochrony życia i zdrowia człowieka, czyniąc nadrzędnymi zasady proceduralne? Fakty z tego zakresu można czerpać z ogromu filmów amerykańskich, które w formie krytycznej podchodzą do tego problemu, a tenże dalej istnieje nierozwiązany.

Dowód na zabicie człowiek może być w majestacie prawa amerykańskiego odrzucony, jeżeli jego zdobywca posiadł go w sposób naruszający formalizmy prawne, co oznacza, że one górują na potrzebą wyjaśnienia przyczyn, osądzeniem oraz skazaniem osoby zabijającej inną.

Wynika z tego, że większą wartość posiadają procedury, aniżeli życie człowieka, którego prewencyjna ochrona uosabia się przecież w procesie o zabójstwo. Taki stan byłby nie do zaakceptowania przez ojców tworzących w Konstytucji USA tę demokrację, ale oni nie mogli przewidzieć praktycznego kierunku ułomności uchwalonego prawa.

Nie jest oczywiście moim zamiarem mieszanie się w prawodawstwo amerykańskie, przede wszystkim dlatego, że go bliżej w szczegółach nie znam. Wskazane wnioski wyciągam natomiast z całej serii kryminalnych filmów z udziałem ich czołowego aktora Clinta Eastwooda.

Nie chcę także twierdzić, że jestem mędrcem, który pojadł wszystkie rozumy, dlatego tylko delikatnie na tle cenzury słów byłego Prezydenta USA podnoszę – AMDD, czyli, a może lepiej doprecyzować demokrację, zamiast hucznych haseł LGBT, które do żadnego porządku społeczno-prawnego prowadzić nie mogą?

Karabeusz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *