SŁOWO…

Motto: byle przymilne ciut dla ucha – całego sensu nikt nie słucha…

Element porozumiewawczy między ludźmi, przekazujący wiedzę, doświadczenia, wyrażający emocje w różnych stanach naszego organizmu. Ta bogata struktura różności powoduje odmienne rodzaje reakcji.

Sformułowania przyswajamy jako potrzebne w dalszym życiu np.  nie wkładaj palca między drzwi lub ręki do ognia, bo doświadczysz przykrego skutku.  Milion lat przed naszą erą – tu nawiązuję do amerykańskiego filmu pod tym tytułem, słowo jeszcze nie istniało.

Porozumienie zachodziło w wyniku gestów pokazywanych znaków, czy umiejętności np. skrzesanie ognia. Słowo stało się z czasem cecha inteligentnego człowieka, ono nie towarzyszy nam od urodzenia lecz jest cechą nabytą.

Można powiedzieć, że świeżo urodzony bobas naśladuje dźwiękowe zachowania rodziców i tym sposobem uczy się posługiwać znakami porozumiewawczymi. Wyższa szkołą nauki jest odczytywanie słowa pisanego.

Jeszcze nie tak dawno ta umiejętność nie należała do powszechnie znanej, ale dzisiejszy stan analfabetyzmu zdaje się zanikać? Stawiam znak zapytania dlatego, że przymiot analfabety może przybierać różne postacie.

Typowy polega na braku w ogóle odczytywani słowa pisanego. Jego formą jest także inna przypadłość występująca w warunkach poprawnej potencjalnie umiejętności czytania i pisania, przy jednoczesnym braku segregowania znaczenia słów…

Dla przykładu, oglądamy jednego z bohaterów Trylogii Henryka Sienkiewicza niejakiego Onufrego Zagłobę i nie potrafimy klasyfikować poszczególnych jego wypowiedzi. Nie rozróżniamy słów wypowiadanych na serio od krotochwilnego slangu.

Bez tej umiejętności nie da się w poprawny sposób ocenić tej postaci literackiej. Ostatnio usłyszałem dość trafne określenie takiej przypadłości, ktoś stwierdził, że trzeba mieć między uszami mózg i umieć z niego korzystać, a nie każdy to ma i potrafi…

Słowo ma tę właściwość, że może nieść prawdę, kłamstwo lub kontrowersję i wedle tego podziału nasz mózg powinien filtrować zasłyszane wiadomości, ale niestety znaczne rzesze współczesnych ludzi tę umiejętność zatraciły.

Nie posunę się do twierdzenia, że współcześni ludzie nie mają miedzy organami słuchu mózgu, lecz raczej postawię diagnozę, że tenże przebywa permanentnie na urlopie… Wyobraźmy sobie jaki skutek zachodzi, jeśli dany organ długo nie jest używany.

Odwołam się do nieszczęśliwego wypadku i ręki na temblaku tylko przez miesiąc. Kto przeżył takie zdarzenie wie, ile trzeba wysiłku rehabilitacyjnego, aby tę rękę doprowadzić do pełnej sprawności ruchowej.

Podobnie będzie z nieużywanym mózgiem, ale stopień problemu z jego ponownym uruchomieniem będzie ogromny. Ćwiczenia rehabilitacyjne przywracające sprawność szarych komórek zależą istotnie od tego, jak długo były nieużywane.

Logicznie rozumując jeżeli mózg był nieużywany przez X czasu, to w jaki sposób możemy powiedzieć ile wynosi X – rok, dwa lata, dziesięć lat, czy więcej, albo może niemal od urodzenia?

Skoro przez X czasu szare komórki nie funkcjonowały, to nie jesteśmy w stanie tego czasu, w którym nie działały ani zobrazować, ani obliczyć, gdyż straconego czasu przywrócić się w żaden sposób nie da.

Rehabilitacja mózgowa stanie pod ogromnym znakiem zapytania, co spowoduje ten skutek, że nadal nie będziemy mogli segregować kierowanych do nas sformułowań, czyli zrozumieć przekazywanych treści.

Na przykład, orędzie wielkanocne premiera –  kto spośród tak upośledzonych ludzi jest w stanie je zrozumieć? Słyszałem na ten temat różne opinie, a to: mówisz jak król, tyle, że twoje słowa w moich uszach brzmią jak szczekanie psa.

Albo: ten monolog należało wygłosić do siebie odbitego w dużym lustrze śmiechu. Zauważmy, że w obu przypadkach wyrażonych ocen musiały one być poprzedzone segregacją słów orędzia.

Bez tej umiejętności opinii nie da się w żaden sposób wyrazić, gdyż z pustego mózgu i Salomon nie naleje…Tymczasem mamy do czynienia z masami, może  ich ogromem, których szare komórki przebywają na permanentnym urlopie.

W tych warunkach treść orędzia jest bez znaczenia, bo może być całkowicie bez sensu, zawierać zupełnie niezrozumiałe sformułowania, skoro i tak nie zostanie pojęta i na tym bazują współcześni polityczni sztukmistrze słów…

Słowo przestało być elementem porozumiewawczym, lecz jest pośrednikiem wdrażania narzucanych bezczelnie banialuk, wobec bezczynności mózgów, które przyjmują takie doznania jako prawdę objawioną w lukrowanym dla ucha opakowaniu.

Skoro zatraciliśmy umiejętność skutecznego przekazywania myśli i odczuć, to w ślad za tym nie sposób oczekiwać jakiejkolwiek naprawy rzeczywistości i stąd wszelkie hasła reformy prawa jako organizatora stosunków społecznych pozostają czystą utopią.

Karabeusz

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *