FRAJERZY…

Motto: jak zniszczysz kurę znoszącą jaja złote, to ci przypiszą najwyższą głupotę…

Nie mogę wyjść z podziwu nad żenującym stanem umysłu naszych wykształconych prawników od magistra zaczynając a na profesorze kończąc. Zrodziła się u nich chorobliwie zaawansowana przypadłość zapominania fundamentalnych zasad prawa…

Kiedyś rozmawiałem z pewnym profesorem nauk prawnych rodem z UJ, który na stwierdzenie braku funkcjonowania w systemie prawnym legalnej, wiążącej wykładni ustaw, jako poważnej wady, z rozbrajającą szczerością zapytał: a po co panu ta wykładnia?

Choć nie był specjalistą z prawa konstytucyjnego, jego wypowiedź zdziwiła ogromnie, bo starszy o kilka lat ode mnie absolwent tej samej uczelni musiał słyszeć na ten temat wykłady prof. dr hab. Kazimierza Opałka.

Nasza rozmowa wypadła w przerwie między jego zajęciami, stąd nie było mi dane pociągnięcie tematu, aż do klasycznego wyjaśnienia. Zdarzenie miało miejsce już po wejściu w życie Konstytucji RP z 1997 r., stąd może podświadomie bronił tego bubla prawnego?

Dzisiaj, po upływie dwóch dekad od tamtej chwili tak sobie myślę, czy system zniszczenia modelu polskiego prawa eliminujący legalną, wiążącą wykładnię ustaw był planem realizowanym z premedytacją, czy zaistniał przez przypadek?

Zamierzając wstąpić do UE musieliśmy chyba dostosować nasz model prawa do unijnego, w którym taka wykładnia nie funkcjonuje, dziwne tylko, że zwyciężyła głupota, a nie mądrość prawnicza kształtująca przez wieki fundamentalne zasady prawa.

Parcie do akcesji unijnej było jednak tak silne, że spór na temat wykładni pomiędzy dwoma wybitnymi profesorami nauk prawnych z jednej strony prof. dr hab. Adam Strzembosz był przeciw a prof. dr hab. Andrzej Zoll był za, zakończył się pogrążeniem modelu prawa.

Wszystko przemawia za ukształtowaną premedytację w tym względzie, gdyż w razie dalszego działania wiążącej wykładni nie byłoby chytrych prawników do potakiwania władzom wspólnoty w jej naruszeniach przepisów traktatowych.

Żaden szanujący się prawnik, głównie z obawy o własną odpowiedzialność prawną nie zdecydowałby się szerzyć ani popierać twierdzenia o naprawie prawa w taki sposób, jak to rozumie określona klika partyjna, a nie litera prawa.

Nie mielibyśmy dzisiejszej anarchii z fikcyjnymi neo sędziami, gdyż głosiciele tych poglądów baliby się odpowiedzialności za rażące naruszanie prawa skutkujące wyeliminowaniem z zawodu drogą komisji dyscyplinarnej, związanej wiążącą wykładnią.

Jej brak w obrocie prawnym eliminuje możliwość przypisania prawnikowi szerzącemu np., bzdury w mediach, rażącego naruszenia prawa, które jest podstawą dla odpowiedzialności tak dyscyplinarnej jak i karnej.

Może nasi prawnicy wcale nie zapomnieli kardynalnych zasad prawa, ale udają, że ich nie widzą, zdając sobie sprawę z bezkarności wygłaszania publicznie banialuk? Okazja czyni złodzieja, jak stanowi ważne przysłowie…

W końcu polityka, to czysta gra o interesy i w niej nie przebiera się w środkach, byle tylko samemu nie oberwać po krzyżach. Przy braku wiążącej wykładni ustaw nie da się udowodnić rażącego naruszenia prawa, no to, hulaj dusza, piekła nie ma!

Co bardziej etyczni prawnicy posługują się poprawnymi metodami odczytywania litery prawa, ale pomysł przywrócenia porządku prawnego w drodze wiążącej wykładni ustaw w ogóle do głowy im nie przychodzi, choć trafnie krytykują anarchistyczne działania.

W takim rozgardiaszu prawniczym istnieje potężne zapotrzebowanie na wszelkie ekspertyzy prawne, a z tym łączy się pozyskiwanie kasy w rozmiarach znacznie większych niż w warunkach funkcjonowania wiążącej wykładni.

Ileż już dekad działają w przestrzeni medialnej naprawiacze praworządności, niektórzy mogliby pochwalić się okrągłym jubileuszem półwiecza. Prace poczytują za społecznie potrzebną, bo w jednostkowych sprawach pomagają.

Mają pełne gęby idealistycznych poglądów naprawczych, ale żaden nie powie o wiążącej wykładni, gdyż nie sposób wyeliminować kury, która znosi im powszechnie i wszechstronnie złote jaja!

Szary śmiertelnik obchodzi ich tyle, co zeszłoroczny śnieg. Niech sobie z problemami radzi sam, a my mecenasi będziemy przy okazji zbijać na tym ogromne fortuny za fortuną, w końcu chcącemu krzywda się nie dzieje…

Ktoś może podszedłby do tego zagadnienia inaczej i zaczął rozgrzeszać nawet gremia prawnicze. Biedaczki, zapomnieli wykłady uniwersyteckie sprzed dziesiątek lat. Może tak głęboko uwierzyli tym Komisjom Weneckim złożonym z wybitnych europejskich jurystów?

Nie mają odwagi zaprzeczać, bo zapomnieli też Akademicki Kodeks Wartości. Covid wiele osób w sile wieku doprowadził do śmierci a tu mamy być może jego skutek w postaci tylko przyspieszonej sklerozy?

Szkoda tych biedaczków, bo im wywrócono całe prawoznawstwo do góry nogami. A plebs? Kto by się nim przejmował, gdzie drwa rąbią tam wióry lecą – jak frajerzy naiwni i wybierają anarchistów – niech cierpią!

Karabeusz

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *