DOBROSĄSIEDZKIE STOSUNKI…?

W dniu 25 sierpnia 2017 r. TVP 1 wyemitowała film pt. „Winnetou-ostatnia bitwa” – western produkcji niemieckiej z 2016 r. Jako fan Karola Maya i filmów opartych na jego powieściach, oglądałem utwór z zainteresowaniem.

Znana mi jest cała seria westernów jugosłowiańsko-niemieckich z lat 60-tych XX wieku, oparta na powieściach Karola Maya, toteż element porównawczy miał priorytetowe znaczenie.

Poza tym, Karol May jawi się na stronach powieści, jako humanista, pokojowo nastawiony do rzeczywistości. Wreszcie, filmy przygodowe przypominają mi moją młodość i fascynację tematem.

Niestety, do współczesnej kinematografii niemieckiej wkradła się z buciorami polityka…

Już na początku filmu, w usta Old Shatterhanda włożono takie oto stwierdzenie na temat Polaków: ~ „uchodzicie za naród złodziei”.

Tendencja polityczno-propagandowa jest oczywista. Przede wszystkim, w powieści Karola Maya pt. „Winnetou” Polacy w ogóle nie występują. Zresztą, nie przypominam sobie, aby Karol May w jakiejkolwiek swojej powieści nazywał nasz naród tym epitetem.

Znał historię stosunków niemiecko-polskich i z tej racji nie mógł używać tego sformułowania pod naszym adresem, gdyż niestety bardziej pasowało do jego rodaków. Zaborcy niemieccy, złodzieje ziemi w formule państwa pruskiego, aż nadto wyraźnie charakteryzowali jego nację.

Użycie obraźliwego epitetu w filmie z 2016 r. muszę wobec tego uznać za polityczno-tendencyjno-medialne przeciwstawianie się obecnym polskim rządom. Farsa polega na tym, że uporządkowanie relacji niemiecko-polskich wedle zasad słuszności, oparte na uniwersalnych wartościach, komuś kojarzy się z zawłaszczaniem…

Sobie zawdzięczamy nieco takie podłe poglądy. Jeszcze nie tak dawno, prominentni, proniemieccy politycy nazywali Polskę biedną panną, która powinna siedzieć cicho pod protektoratem Niemiec…

Dzisiaj, ta biedna panna wykazuje, że może być nieco zamożna, jeśli złodziei rozliczy z ich bezczelnych grabieży. Ten kierunek polityki gospodarczo-finansowej uderza w kapitał zachodni, w tym niemiecki.

Twórcy niemieckiej kultury, jako immanentnie związani z kapitałem, spolegliwie dają się wmanewrowywać w bezczelne szkalowanie naszego narodu. Oto, do czego doprowadza polityka biznesowo-poddańcza, która przez wiele lat  III RP charakteryzowała nasze rządy.

Nie jestem rewanżystą, toteż poniższy przykład podaję wyłącznie, jako hipotetyczny. Ciekaw jestem, jakby zareagowali nasi zachodni sąsiedzi, gdyby we współczesnym polskim filmie fabularnym nazwano naród niemiecki, narodem morderców, uzasadniając to historią II wojny światowej?

Nie sądzę, aby taki nawet uzasadniony element ocenny miał tworzyć dobrosąsiedzkie stosunki, dlatego jestem przeciwnikiem przydomków  przyklejanych każdemu narodowi.

Niestety, na tym przykładzie widać, jak daleko Unia Europejska odeszła od ideałów, będących podstawą jej założenia. Przecież ten epitet na temat naszego narodu, nie został wypowiedziany przez jakiegoś pijanego głupka germańskiego, tylko przez scenarzystę, który celowo chciał ugodzić we współczesną Polonię!

A teraz parę słów o samym filmie, stanowiącym trzecią część cyklu. W skali porównawczej utwór wypada blado. Aktorzy mierni w sensie dobrania do odtwarzanych postaci. Tamte filmy lat 60-tych XX wieku tchnęły optymizmem mimo, że trup ścielił się też gęsto.

Film przeznaczony, jako przygodowy, dla młodzieży straszy szarzyzną i jakimś ponurym nastawieniem. Podkład muzyczny w stosunku do pierwowzoru słaby. Old Shatterhand dla uważnego widza postaciowo nie został dobrze dobrany.

Skoro pięścią powalał każdego, to musiał być chłop nad schwał, jak Lex Barker, tymczasem ten współczesny aktor wśród innych postacią szczególnie się nie wyróżnia. Scenarzysta silił się na jakąś oryginalność przestawiając istotne książkowe fakty.

Między innymi siostra Winnetou zostaje żoną Old Shatterhanda i przeżyje swojego brata, jako czarownik plemienia Apaczów, co kompletnie, nie wiedzieć czemu,  zmienia pierwotną wersję utworu?

Ciekawostką jest osobowa kontynuacja aktorska w postaci odgrywanej przez Mario Adorfa, choć i w tym zakresie współczesna postać nie zachwyca. A już finał filmu zakrawa na kompletną bzdurę.

Otóż po śmierci Winnetou, wodzem Apaczów Mescalero zostaje Old Shatterhand. Z powieści wiemy, że był on traktowany, jako jeden z wodzów tego plemienia, ale umiłowanie ojczyzny nie pozwalało mu na stałe osiedlić się w Ameryce, stąd nie mógł być wodzem naczelnym.

Film słaby pod każdym względem, niewnoszący z utworów Karola Maya niczego ważnego. Atmosfera dzieła przygnębiająca, co na tle wspaniałego krajobrazu filmów lat 60-tych XX wieku, sprawia szczególnie przygnębiające wrażenie.

Jeśli serial 3 odcinkowy ma być adresowany dla młodzieży, to stanowczo odradzałbym jego oglądanie, bo po zakończeniu można popaść w psychiczny dołek… W ten sposób w filmowym utworze pogrzebano główne przesłania powieści Karola Maya, tworząc w efekcie kicz!

Tadeusz Michał Nycz