EPITAFIUM WOJCIECHOWI MłYNARSKIEMU

Z żalem wysłuchałem informacji o odejściu Mistrza, który wniósł w polską kulturę bardzo dużo osobistego wkładu. Satyryka, potrafiącego w sposób wysublimowany przemawiać do czytelnika i widza.

Twórcy, który starał się tak dopieszczać swoje utwory, aby mogły osiągnąć pułap perfekcjonizmu. Równocześnie Autora wyrażającego poglądy, w tym polityczne, w sposób niezwykle subtelny.

Na tych cechach pragnę się skupić, gdyż twórczość obrazuje niezwykłą maestrię. Widać to wyraźnie, zwłaszcza na tle ostatniego wiersza pt. „Krakowiaczek”. Uważny czytelnik od razu rozszyfruje krytykowanego adresata i stąd, zwolennicy obecnej władzy mieli za złe Mistrzowi jednokierunkowe poglądy.

Uważam, że moment odejścia nie jest właściwą chwilą do oceny moralnej. Ale, skoro rozpoczęto dyskusję, to i ja dodam trzy grosze. Walor polega na tym, że adresat satyry jest ukryty, choć z użytej narracji dzisiaj jasno można wskazać PiS.

Zauważmy jednak, jaką wymowę przybierze krytyka, jeśli obecnie rządzącym omawiany cud gospodarczo i społecznie się uda? W takim przypadku, o czym możemy się przekonać za kilka lat, ostrze satyry odwróci się przeciw obecnej opozycji, której będzie można śmiało przypisać ów „Taniec z Gwiazdami”…

Ta perełka wykazuje, więc uniwersalność i choć nie wiem, czy to było celowym zamierzeniem, to jednak rezultat artyzmu mówi sam za siebie!

Jakże odmiennie, sztucznie i prostacko, na tle Mistrza, wyglądają inni przedstawiciele współczesnej, nazwijmy to kultury, którzy bez ogródek, a niekiedy w bezczelny sposób pozwalają sobie kpić nawet ze świętości…

Na koniec, wypada, pozostawiając Mistrza w naszej wdzięcznej pamięci – robić swoje, może to coś da, kto wie?

Karabeusz