O SZACUNKU…

Przewidywania niektórych astrologów, stwierdzających, że ludzkość, w tym Europa, przejdzie metamorfozę pozwalającą wkroczyć w erę mądrości i wartości, są ze wszech miar optymistyczne.

Patrząc na świat, sądzę, że owa przemiana nie będzie ani szybka, ani łatwa do powszechnego zaakceptowania. Być może wpływ za zmianę przyniesie jakieś nowe odkrycie naukowe, które pozwoli ludzkości inaczej spojrzeć na rzeczywistość?

Grona poważnych uczonych przekonują, że o funkcjonowaniu życia w przestrzeni kosmicznej wiemy mniej, niż więcej i dlatego otwarcie nam oczu na nieznane może przyczynić się do radykalnej zmiany nastawienia egzystencjalnego.

Człowiek od zarania był i jest istotą zaborczą, poszukującą lepszego stanu bytu tu i teraz. To założenie sprawia, że istnieje ostra rywalizacja o dobra doczesne, sprowadzająca się do okrutnych wojen.

Sami siebie niszczymy, unicestwiając nasze siostry i braci, nie wiadomo, w jakim celu? W oficjalnych komunikatach medialnych płyną informacje o działaniach zmierzających do zapewnienia powszechnego pokoju na niebieskiej planecie, a tymczasem wojny wybuchają, jak grzyby po deszczu.

Właściwie nie wiadomo, do czego to wszystko zmierza, ponieważ człowiek nie rozpoznał nawet sam siebie i nie zdefiniował pojęcia własnego szczęścia! Czy szczęściem jest posiadanie mnóstwa dóbr, z którymi pojedynczy osobnik, tak na prawdę nie wie, co zrobić? Chyba nie?

Człowiek jest istotą społeczną, toteż swoje osiągnięcia i bogactwa musi przyrównywać do innych i dopiero na zasadzie kontrastu może poczuć własną satysfakcję. Ale cóż to za satysfakcja, jeśli równocześnie słyszy z mediów o tragedii wojennej innych, a także o tym, że może utracić łatwo własne dobra w wyniku krachu na światowej giełdzie finansowej?

Czym jest wobec tego szczęście i jak należy je zdefiniować, tego przeciętny, a także nieprzeciętny człowiek nie wie!? Dlatego szamocze się w życiu, jak ryba wyjęta z wody i pozbawiona naturalnego środowiska.

Nie umiejąc znaleźć odpowiedzi na podstawowe pytania – czego chcesz, czego pragniesz i co ci jest potrzebne, abyś mógł szczęśliwie współżyć z innymi, człowiek szarpie się przez cały swój żywot, zdążając do jakichś wyimaginowanych celów, których sam nie jest w stanie nawet zdefiniować!

Nie mając szacunku sam do siebie, szuka sensu egzystencji, łudząc się, że to życie ziemskie jest przejściowe, gdyż dopiero po jego zakończeniu czeka go kraina wielkiej szczęśliwości.

Na tle rozterek ludzkich powstały wszelkie religie, które pozwalają poznać sens egzystencji i tym samym przetrwać na Ziemi, w jako takiej poprawnej celowości. Wszystko to świadczy o braku szacunku człowieka do samego siebie.

Braku umiejętności, czy też poszukiwania tych myśli, które potrafiłyby odpowiedzieć na podstawowe egzystencjalne pytania – dlaczego istnieję, jaka jest moja rola, bo przy poprawnej odpowiedzi łatwo można by ustalić, czym jest stan szczęśliwości ziemskiej egzystencji.

Wiem, że nic nie wiem, orzekł pewien starożytny uczony i to twierdzenie towarzyszy nam niestety do chwili obecnej. Brak zrozumienia samego siebie, przybiera dość powszechnie potrzebę indywidualnego znieczulenia organizmu, poprzez używanie różnego rodzaju używek typu: papierosy, alkohol, narkotyki.

Te substancje są niczym innym, jak środkiem chwilowo przeciwdziałającym psychicznemu bólowi, z którym dana jednostka nie potrafi sobie poradzić. Z tego powodu, tonący brzytwy się chwyta, sprowadzając jak najbardziej trafne porównanie…

Zacznijmy od papierosów, które na każdej paczce obrazują skutki zdrowotne, do jakich prowadzi ich używanie. Przecież nikt o zdrowych psychicznie zmysłach nie powinien tego świństwa używać, skoro udowodniono naukowo, że prędzej, czy później prowadzi do nieuchronnego nowotworu, który wedle aktualnej wiedzy medycznej jest w przeważającej mierze śmiertelny.

Do tego jeszcze sprowadza odejście z tego świata w warunkach wybitnie niekomfortowych, jeśli tak to można delikatnie określić… Czemu, mimo tych oczywistych faktów miliony ludzi na świecie nurzają się w nikotynie?

Czynią to przecież wyraźnie z uszczerbkiem na zdrowiu i w efekcie przeciw swej egzystencji. Dzisiaj nie można już palenia tytoniu sytuować w niepewności, co do szkodliwego oddziaływania, jak to miało miejsce jeszcze w XX wieku.

Dlaczego, wobec tego, w ten szkodliwy sposób postępuje mnóstwo ludzi i mimo na szczęście narastającej mody na niepalenie, wedle danych internetowych, tylko w Polsce mamy jeszcze 8 do 10 milionów palaczy?

Zjawisko z psychologiczno-socjologicznego punktu widzenia jest oczywiście złożone i stąd nadaje się na poważną pracę naukową. Ja poprzestanę na ocenie praktyczno-filozoficznej. Otóż, przeciętny osobnik, bombardowany milionami informacji, dostrzega, że znaczna ich liczba nie odpowiada prawdzie i dlatego naiwnie sadzi, że w sprawie palenia tytoniu jest podobnie, jak np. kiedyś ze szkodliwością jedzenia pomidorów.

Przecież w XX wieku mieliśmy wiele informacji medialnych o tym, że jedzenie pomidorów jest szkodliwe. Później było sprostowanie, bo wykazano naukowo, że akurat jest odwrotnie, czyli uzasadniono korzystne strony spożywania pomidorów, ale ślad błędu pozostał.

Biorąc to pod uwagę, przeciętny palacz nie wchodzi w szczegółowe dywagacje i dlatego papieros, który od razu nie boli, nie jest mu straszny. Do tego publicznie widzi innych nurzających się w oparach dymu, co psychicznie podtrzymuje go na duchu, iż ta cała szkodliwość tytoniu jest na wyrost.

Tym bardziej, że w całym świecie funkcjonują tysiące fabryk tytoniu bardzo dobrze prosperujących, czyli na tej truciźnie, ktoś robi olbrzymie pieniądze, a władza nie zakazuje używania tytoniu.

Podobny charakter ma spożywanie alkoholu. Pierwsza jego faza polega na wprowadzeniu w dobry nastrój, ale już nadużywanie prowadzi do stanów nieświadomości. W im większym stopniu człowiek nie potrafi porozumieć się sam ze sobą, tym chętniej chce wyłączyć mechanizm skłaniający go do odpowiedzi na trudne pytania, których rozwikłać nie potrafi.

Zapędzony w kozi róg przez egzystencjalne poważne problemy, używa alkoholu, jako lekarstwa znieczulającego. Widać to zwłaszcza na przykładach tragedii osobistych. Ot, żona go opuściła i Paweł z „M, jak miłość” nie potrafi sam ze sobą dojść do ładu, dlatego sięga po znieczulenie alkoholowe.

Być może trzeźwo myśląc, zdałby sobie sprawę z tego, że alkohol niczego mu nie rozwiąże, a wprost przeciwnie, sprowadzi jeszcze kłopoty. Ale on, będąc pod wpływem znieczulacza, nie jest w stanie zrozumieć tej oczywistości. Nie ma też szacunku sam do siebie, bo wprawiając się w stan nieświadomości pokazuje obraz zachowania całkowicie sprzeczny z jego dotychczasowymi pozytywnymi postawami.

Kolejnym znieczuleniem jest używanie narkotyków. Tu już mamy do czynienia z osobami całkowicie pokonanymi przez los, które w swojej bezsilności, choć nie decydują się na szybkie zakończenie egzystencji, to jednak sprowadzają ten stan dość systematycznie. Narkotyk w sposób najbardziej rujnujący oddziałuje na nasze zdrowie i życie, ale też wprowadza w najgłębszy stan nieświadomości.

Można, zatem zauważyć stopniowalność oddziaływania tych środków, a wraz z nią zwiększenie nakładów finansowych na ich zdobycie. Papieros obrazowany jest często, jako środek pomocny, dający chwilę wytchnienia także w momentach trudnych, czy krytycznych.

W każdym niemal filmie widzimy, jak kinematografia powszechna namawia do używania tej trucizny. Przybiera to różnorodne postaci, od przyjemności przed i po seksie, po zwykłą przydawkę zdobiącą rozmowę, a także ostatnie źródło urojonej przyjemności w działaniach wojennych, czy również przed egzekucją!

Na tych choćby przykładach widać jasno, że w prosty sposób można człowieka propagandowo wyćwiczyć, jak małpę w cyrku, do zachowań oczywiście sprzecznych z jego dobrem.

Człowiek, który popadł w nikotynizm jest następnie bardziej skłonny do zaakceptowania alkoholizmu, czy narkotyków i dlatego istnieje pewna współpraca systemowa pomiędzy skłanianiem nas do stosowania tych używek.

Historia nikotynizmu, alkoholizmu i narkotyków potwierdza bardzo poważne problemy przeciętnego człowieka ze samym sobą. Jednostka wykazuje brak zrozumienia siebie, które sprzyja używaniu oczywiście szkodliwych substancji, co zresztą nie ogranicza się wcale jedynie do tych wymienionych używek…

Więcej szacunku dla człowieka, w tym w konwencji zwrotnej, bo tylko tym sposobem możemy położyć tamę wykorzystywaniu nas za pomocą świństw, na które trzeźwo i rozsądnie myślący nawet by nie spojrzał, a tymczasem jeszcze za to płaci niemałe pieniądze!

Karabeusz