NA NASZ KOSZT…

Filozofia wyrażania poglądów przybrała specyficznego znaczenia. Zauważyłem to podczas debaty, jaką przeprowadzono w dniu 11 listopada 2021 r., poświęconej niesieniu pomocy emigrantom ekonomicznym.

Główna teza obracana w kółko o potrzebie ochrony bandytów atakujących granicę mogła nie dziwić w ustach dominikanina uważającego zgodnie z wyznawaną religią, że nawet mordercom należy pomagać i traktować korzystnie mimo doznanych od nich krzywd.

Jeśli takie twierdzenia wygadywali byli prezydenci, osoby z cenzusem profesorskim, czy samorządowcy, to oznacza, że w ogóle nie rozumieją, w jakich warunkach przychodzi nam egzystować, czyli są całkowicie wyalienowani ze społeczeństwa, albo udają takich.

W filozoficznym rozważaniu pomijają dwa filary egzystencji ludzkiej, a mianowicie państwo i prawo. Najjaskrawiej brzmią takie argumenty w ustach prawnika, który powinien znać międzynarodowe konwencje chroniące wolność, życie, czy zdrowie każdego człowieka.

W warunkach, gdy emigrant ekonomiczny zamiast legalnie złożyć wniosek azylowy w III RP, niszczy mienie graniczne i dokonuje innych aktów agresji, nie tylko nie może powoływać się na międzynarodową uchodźczą konwencję, ale nawet nie ma do tego prawa moralnego.

Ta oczywista prawda jest za trudna do zrozumienia przez niektórych polityków opozycyjnych, uczonych i samorządowców tej debaty. Uporczywym powtarzaniem głupot grali na odruchu litości, który w opisywanych warunkach nie ma racji bytu.

Wszystkie te osoby są de facto propagatorami upadku państwa i prawa, ponieważ szerzą poglądy sprzeczne z typowymi zachowaniami ludzi i jeszcze usiłowali nam wmówić, że większość Polaków popierająca działania rządu jest ksenofobicznie nastawiona do obcych.

Filozofia opowiadania morałów na cudzy koszt jest obserwowana bieżąco w ustach niektórych posłów unijnych, którzy za 32 tysiące złotych miesięcznej pensji, są w stanie wygadywać najbardziej absurdalne twierdzenia, a my im za to jeszcze płacimy.

Podobnie sprawa wygląda z ludźmi, których egzystencja znacznie odbiega od przeciętnej. Co to za sztuka pleść banialuki na temat przyjmowania emigrantów ekonomicznych, jeśli samemu będzie się pozbawionym negatywnych skutków terrorystycznych?

Taki były prezydent, chroniony osobiście nie będzie narażony na konsekwencje wynikające z sąsiedztwa obcych, którzy narzucą swój kulturowy model życia, toteż może filozofować do woli, bo sam negatywnych skutków nie dozna.

Jeśliby przyszło mu zmagać się z problemami, to nie byłby tak skory do wygadywania bredni, bo przecież bliższa koszula ciału… Przypomina to oświadczenie 1 sekretarza KC PZPR W. Gomułki, który sprzeciwiał się twierdzeniom, że w PRL-u brakuje żywności.

Jak to – dowodził, przecież żona idzie na zakupy i wraca z pełnymi siatkami produktów? W. Gomułka mógł wierzyć w te słowa, dokąd ktoś bardziej rozgarnięty nie wyjaśnił mu różnicy w dostępie do towarów przywódcy państwa i przeciętnego śmiertelnika.

Nasi byli prezydenci, magistrzy różnych fakultetów czy osoby z cenzusem profesora ograniczeniem umysłowym usprawiedliwiać swoich zapatrywań nie mogą. Biorąc to pod uwagę, ocenę ich wywodów pozostawiam indywidualnej inwencji Czytelnika…

Karabeusz