HISTORIA I

Historia jest matką wszelkich nauk, co postaram się przy okazji szczegółowo udowodnić. W tym miejscu koncentruję uwagę na klasycznej historii, jako matce nauk społecznych, co jest chyba dla wszystkich aksjomatem, czyli pewnikiem nie do podważenia?

Kto nie wykorzystuje wniosków z historii własnego narodu, ten marnie kończy. Rozważaniami obejmę bliską europejską rzeczywistość od momentu zburzenia muru berlińskiego.

Przeobrażenia dotknęły wielu państw europejskich, ale skoncentruję się na Niemczech, który to kraj doznał bardzo poważnych wewnętrznych perturbacji finansowo-gospodarczych, z którymi nasz sąsiad do dzisiaj się nie uporał.

Obiektywnie trzeba przyznać, że proces integracji Niemców był bardzo trudny, przede wszystkim z gospodarczego punktu widzenia. Mieliśmy do czynienia z RFN, jako jednym z najbardziej bogatych państw europejskich, która musiała się połączyć i zintegrować gospodarczo z biedną NRD.

Niemcy nie ujawniali głośno i powszechnie problemów, nie chcąc utracić dotychczasowego europejskiego znaczenia. Robili, więc dobrą minę do złej gry, publicznie okazując szczęście z powodu zjednoczenia narodu.

Problemy jednak istniały i wymagały racjonalnego rozwiązania. Obrazowo mówiąc mieliśmy do czynienia z potrzebą połączenia silnika współczesnej marki mercedesa z jego pozostałymi częściami wyprodukowanymi w tej samej fabryce, tyle, że pół wieku temu…

Innymi słowy, brak było kompatybilności w tej wewnętrznej, niemieckiej gospodarczej integracji. Zamierzeniem władz pozostawało szybkie doszlusowanie Niemiec wschodnich do poziomu życia zachodnich sióstr i braci.

Wymagało to olbrzymich nakładów finansowych i tym samym łączyło się z niezbędną koniecznością obniżenia stopy życiowej w zachodniej części państwa, czego społeczeństwo nie popierało i nie chciało.

Postanowiono wykorzystać wspólnotę europejską do rozwiązywania problemów cudzym kosztem. Już na przełomie 1989/1990 roku okazało się, że zachodnia przemysłowa nadprodukcja grożąca poważnym kryzysem została uratowana przez nowe środkowoeuropejskie rynki zbytu.

Ciągoty tych państw ku zachodowi poczęto wykorzystywać do utrącania konkurencyjności pozostałych jeszcze posocjalistycznych najlepszych przedsiębiorstw, które usiłowano za tanie pieniądze kupić i zlikwidować lub zreformować dla własnych korzyści gospodarczych.

Europa zachodnia postanowiła następnie przenieść część swojego przemysłu na teren głównie Chin, gdzie osobowe koszty produkcji były minimalne. Kiedy i ten manewr nie wystarczył do wyrównania poziomu życia wschodnich i zachodnich Niemiec, kombinowano dalej.

Ktoś wpadł na pomysł, aby pozostałemu krajowemu przemysłowi pomóc, poprzez nową, tanią sprowadzoną do Niemiec siłę roboczą, która na wzór XX wiecznych emigrantów, głównie z Turcji przyczyniła się do świetności gospodarki niemieckiej.

Zadanie powierzono do wykonania doktorowi nauk ścisłych, niemającej większego pojęcia o ekonomii, czy rzetelnej i skutecznego polityce gospodarczej, a ta sprowadziła sobie miliony emigrantów z Afryki i Azji.

Bardzo szybko okazało się, że ci ludzie nie są zdolni przerodzić się w dobrą, tanią siłę roboczą, lecz stanowią dla Niemiec poważny balast finansowy, powstały z potrzeby choćby utrzymywania ich przy życiu z minimalnych zasiłków dla bezrobotnych.

Cwana, we własnym mniemaniu polityczka, wykorzystując Unię Europejską, postanowiła tym nieszczęściem podzielić się z innymi państwami wspólnoty. Okazało się to trudne, mimo używania nieźle opłaconych emisariuszy, którzy usiłowali przekonać narody wspólnoty, że taka pomoc wynika z traktatowej solidarności.

Pomimo strachów na Lachy, Polska wyraziła zdecydowany sprzeciw, a kiedy zaczęły wybuchać w Europie bomby podkładane prze tych emigrantów-terrorystów, władze Unii, chcąc nie chcąc, musiały odstąpić od tego pomysłu.

Karabeusz