Motto: okiem obserwatora…
Nasza mistrzyni tenisowa wypadła w Paryżu grubo poniżej oczekiwań. Można powiedzieć, że mecz 7: 5, 6: 1 Iga przegrała na własne życzenie. Miała potencjalne możliwości, aby spotkanie wygrać, lecz szansy nie wykorzystała, być z może z powodu wielkiej upartości?
To był zimny prysznic na jej głowę. Może otrzeźwi zawodniczkę? Padają słowa krytyki podbudowane pesymizmem w twierdzeniu, że zabrnęła w jakiś ślepy zaułek i więcej osiągnięć w jej wykonaniu nie zobaczymy.
Nie sądzę, aby tak było, gdyż to świadczyłoby o jej kompletnej bezradności i nieumiejętności wyciągania konstruktywnych wniosków z przegranych meczów oraz zaprzepaszczenie autentycznie olbrzymiego drzemiącego w niej nadal talentu do tenisa.
Pozbawiona jest jak dotychczas, umiejętności wykorzystywania dobrych rad od doradców, ale to można szybko zmienić. Nie korzysta przecież nawet z dobrych informacji pochodzących ze swojego sztabu. Zmiana trenera niewiele pomoże, jeżeli zalecenia są lekceważone.
Widać było na meczu z Kostiuk, jak trener dawał znaki, aby zaczęła grać spokojniej. W jakimś momencie Iga przejęła fatalną manierę Sabalenki, wraz z wrzaskiem i wali bez opamiętania nawet w sytuacjach tego zupełnie niewymagających!
Nasza mistrzyni może się dużo nauczyć od swojej koleżanki, rówieśniczki Mai Chwalińskiej, która spokojnym stylem gry zaskakuje przeciwniczki, czyniąc je bezradnymi… Iga potrafi grać przemiennie, ale nie wiedzieć czemu robi to za rzadko?
Słyszeliśmy o zamiarze posiadania, jak w przypadku Nadala, trzech trenerów. Chyba to dobre rozwiązanie? Siła złego na jednego, a właściwie na jedną i może przekonają uparciucha do gry finezyjnie przemiennej?
Moim zdaniem, ważniejszy jest jednak drugi psycholog. Koleżanka od uspokajania potrzebna, więc niech pozostanie, ale jak dotychczas nie potrafiła poskromić emocji zawodniczki, toteż niezbędność drugiego psychologa staje się konieczna.
Kto, coś zrobi z „bliźniaczym” charakterem Igi? Czasem wystarczy bardzo niewiele zmienić i sukces gotowy, ale bez autorytetu ani rusz. Przypomina mi się historia Adama Małysza, który dopiero pod okiem profesora psychologii ukazał w pełni swój ogromny talent.
Iga miała w ostatnim meczu w Paryżu wszelkie warunki ku temu, aby z Kostiuk wygrać. Rozgrywka trwała w dniu jej urodzin, w pełni znaku Bliźniąt. Przeciwniczka, zodiakalny Rak czuła się niepewnie, jak to w miesiącu przed urodzinami.
Czterokrotna mistrzyni tego turnieju kilkukrotnie przełamywała ją w gemach, aby następnie pozwolić na gemy zwrotne, dane jakby całkiem na talerzu… Z tego powodu uważam, że Kostiuk meczu nie wygrała, ale Świątek przegrała, mając wszelkie atuty w ręce.
Problemem zasadniczym to także serwis, a właściwie jego brak w pierwszym rozdaniu. Nie jestem fachowcem, lecz myślącym obserwatorem, toteż uważam, że Iga powinna odwiedzić bardzo dobrego okulistę! Z jej wzrokiem coś jest prawdopodobnie nie tak.
Słońce razi, nie widzi dobrze wyrzucanej do góry piłki i dlatego notorycznie pudłuje pierwsze serwisy. Porada specjalisty mogłaby problem rozwiązać. Podobno dużo trenuje serwis, ale warunki na treningu są inne niż w czasie meczu.
Tu dochodzą emocje. Narząd wzroku to przecież jeden wielki kłębek nerwów, toteż gdy szwankuje nawet w niewielkim zakresie, pierwsze skutki ujawniają się w stanach nadzwyczajnych, ekstremalnych, a nie na treningu.
Iga może mieć serwis doskonale technicznie wyćwiczony, ale przychodzi mecz z dodatkowymi okolicznościami i mamy klops. Młoda dziewczyna nawet nie podejrzewa pewnie problemów okulistycznych, bo widzi na co dzień dobrze i o czym tu złym myśleć?
Czas najwyższy, aby Idze te wszystkie problemy ktoś wytłumaczył, a najważniejsze by z rad skorzystała. Stuknęło jej ćwierćwiecze, stąd trzeba cieszyć się najbardziej optymalnym okresem w karierze tenisowej, bo następne młode są tuż, tuż, głodne sukcesów.
Mamy ich trochę, z 18-letnią Ivą Jovic na czele, która może się okazać niebywałym talentem, nawet większym od Igi. Ma wyjściowo lepsze przymioty. Jest odważna, odporna psychicznie, konsekwentna, technicznie doskonała i do tego spod walecznego Strzelca.
Potrafi silnie uderzać, kiedy trzeba, a kiedy nie, zmienia styl gry. Przegrała dosłownie o włos ostatni pojedynek ze świetnie dysponowaną Osaką. Iga ma mało czasu na refleksję, gdyż w Londynie przyjdzie jej bronić 2000 punktów za mistrzostwo.
Jeśli nie udźwignie zadania może spać poza pierwszą dziesiątkę, a coś takiego nie przystoi zdobywczyni 6 szlemów, czyli największej liczby spośród czynnych zawodniczek, do tego nienękanej kontuzjami zdrowotnymi.
Może dobrze się stało, że w Paryżu pomimo posiadania znacznej potencjalnej przewagi nad przeciwniczką Iga odpadła, bo traci niewiele punktów, a ma szanse na spokojną, poważną refleksję – byle owocną.
Karabeusz