Motto: 1000 razy powtórzone medialnie kłamstwo funkcjonuje jak prawda, gdyż nawet profesorowie wierzą w bujdy bez sprawdzania Konstytucji…
W internecie natrafiłem na wywiad red. Jacka Pałasińskiego z prof. Radosławem Markowskim specjalistą z zakresu socjologii. Zasłyszane fragmenty zaciekawiły mnie na tyle, że postanowiłem poświęcić ponad godzinę na wnikliwe wysłuchanie całości audycji.
Nie żałuję, bo treść nie tylko była ciekawa, ale doprowadziła mnie do wyjaśnienia przyczyny, dla której poważni profesjonaliści powtarzają błędne tezy uznawane przez nich za świętą prawdę i czynią to z pełnym głębokim przekonaniem.
Zawsze interesowałem się socjologią, mając na studiach jakieś ABC tej wiedzy, stąd przedstawiane przez prof. R. Markowskiego zagadnienia kwalifikowałem, jako poprawne, układające się w pewien logiczny ciąg, co dla mnie, jako prawnika jest niezwykle ważne.
Im dłużej prof. R. Markowski się wypowiadał tym coraz bardziej intrygowała mnie odpowiedź na pytanie, na jakiej podstawie sądzi, że jedna strona naszego sporu politycznego to samo zło, podczas gdy druga to samo dobro?
Tak się składa, że trochę na ludziach się poznałem w czasie ponad 40 letniej pracy zawodowej i dlatego potrafię powiedzieć, kiedy ktoś prezentuje głęboką prawdę, a kiedy stara się zaszczepić rozmówcy wiedzę, w którą sam nie wierzy.
Przekonanie prof. R. Markowskiego, co do przedstawianego podziału naszej sceny politycznej nie pozwala na żadne wątpliwości w zakresie tego, że wypowiadający owe słowa głęboko w tę tezę wierzy, jako doskonały fachowiec z zakresu socjologii.
Przez dłuższy czas nie byłem w stanie tego rozgryźć, ale w końcu zaskoczyłem, bo sam dyskutant podsunął mi myśl. W pewnym momencie poruszono zagadnienie spoza socjologii i wówczas prof. R. Markowski podkreślił, że to, co mówi, opiera na oficjalnej nauce.
Eureka – zrozumiałem mechanizm. Mówca wierzy nauce prawa, która w ogromnej większości przegłosowała potępienie PiS za naruszenie Konstytucji w kwestii wyboru 15 sędziów Krajowej Rady Sądownictwa przez parlament, a nie przez sędziów.
Ta fałszywa teza, której nie da się w żaden sposób udowodnić w postaci naruszenia konkretnego przepisu Konstytucji została N razy powtórzona w mediach i utrwaliła się, jako święta prawda, a że żyjemy w dobie ekspertów nawet profesorowie tego nie sprawdzają.
Politycznie ukształtowany zarzut sprzeczności wyboru sędziów przez parlament z Konstytucją RP był skutecznie wykorzystywany przez władze UE, które tym sposobem zarzucały nam naruszenia demokracji i pozbawiały należnych funduszów.
O trafności przyczyn wypowiedzi prof. Markowskiego świadczy również to, że wielu profesorów nauk prawnych specjalistów z innych dziedzin niż prawo konstytucyjne, wypowiadało takie banialuki, zapewne bez sprawdzenia treści art. 187 Konstytucji RP.
Co do samych konstytucjonalistów mamy zdania podzielone, większość medialnie wskazuje, że nie ma podstaw prawnych do zarzucania takiemu wyborowi sędziów naruszenia ustawy zasadniczej. Niektórzy podtrzymując zarzut powołują się na naruszenie ducha Konstytucji.
A nieliczni cwaniacy, będący autorami kłamstwa rzecz jasna oszukują nas bezczelnie cały czas, co w aspekcie społecznym przynosi owoce, ponieważ przeciętnemu obywatelowi nie chce się zaglądnąć do Konstytucji i przeczytać ze zrozumieniem jasną treść art. 187.
Nawet niektórzy bardzo rzetelni prawnicy, praktycy ulegają błędnemu poglądowi, bo jak tu można przeciwstawić się powszechnym uchwałom rad wydziałów prawa i administracji naszych uniwersytetów, które zarzuciły PiS naruszenie Konstytucji – niepodobna!
Myślę, że ta sprytnie sprokurowana intryga społecznie funkcjonująca, jako mechanizm, spowodowała odsunięcie się od PiS znacznej części polskiej inteligencji, ponieważ oni głęboko uwierzyli w serwowane skutecznym trikiem kłamstwa prawnicze.
Co z tym można zrobić, aby powrócić do normalności, czyli tego, co jest oczywistą, czytelną prawdą? Myślę, że trzeba zacząć od edukowania przeciętnych szarych obywateli w zakresie potrzeby przeczytania przez nich treści art. 187 Konstytucji i tym samym ujawnienia prawdy.
Świat prawniczy jest niestety tak hierarchicznie ułożony, że w tej strukturze społecznej trudno poszukiwać potrzebnej refleksji, tym bardziej, że system nauczania zszedł całkowicie na psy, bo dzisiaj prawnicy uczeni są metodą testową, pozbawiającą teoretycznej wiedzy prawnej.
Można wskazać wielu wybitnych profesorów nauk prawnych o innej specjalności niż prawo konstytucyjne, którzy swoje twierdzenia o naruszeniu Konstytucji w sprawie wyboru 15 sędziów KRS opierają właśnie na uchwałach rad wydziałów prawa i administracji.
To grono trudno zweryfikować, ponieważ oni swój honor naukowy położyli na szali uniwersyteckiej prawniczej rady wydziału i gdyby zmienili nagle zdanie, podważyliby cały profesorski autorytet, a niekiedy także uprzednie ogromne zasługi w tej dziedzinie…
Można oczywiście próbować przekonywać racjonalnymi argumentami profesorów innych niż prawo dziedzin nauki, ponieważ w ich przypadku łatwo z tej pomyłki wyjść zupełnie obronną ręką, zrzucając odpowiedzialność na błędy prawników ze sfery naukowej.
Proponuję zwłaszcza tym gronom profesorskim przeczytanie treści art. 187 Konstytucji i w następstwie zaprzestanie powtarzania banialuk, w celu eliminacji kompromitacji tytułu naukowego, bo tu nie trzeba znajomości prawa, lecz tylko języka polskiego!
Karabeusz