Motto: bezdyskusyjna bezpowrotność zjawiska…
Rzeczywistość kojarzy mi się nieco ze znaną powieścią Marcela Prousta pt. „W poszukiwaniu straconego czasu”, w tym przede wszystkim z jej siódmym tomem pt. „Czas przywrócony”. Można dokonywać pewnych porównań, ale tylko w sferze przenośni.
Faktycznie czeka nas poszukiwanie straconego czasu od grudnia 2023 r. Nie ma jednak szans na przywrócenie, ponieważ on bezpowrotnie uciekł, dlatego szukaj wiatru w polu i spróbuj złapać, co jest niepodobieństwem.
Można rozważać, jak długo ten stracony czas będzie istniał? Z jednej strony im dłużej do następnych planowych wyborów parlamentarnych, tym lepiej, gdyż dojdzie do gruntowniejszej porażki tych, co ten czas strwonili.
Im krócej, tym lepiej dla narodu, gdyż szybciej nastąpi przywrócenie ładu gospodarczego i nieudacznikom nie damy za dużo mechanizmów rozwojowych zniszczyć. I tak źle i tak niedobrze. Jedyny plus to opamiętanie się wyborców, którzy zaczną patrzeć władzy na ręce.
Nieuchronność poniesionych strat nie jest pocieszająca, nawet w perspektywie naprawy, gdyż wystawione rachunki, głównie w postaci zaciągniętych długów przez obecną władzę trzeba będzie spłacać przez wiele lat, ale jak nie uważałeś kogo wybierasz, to rób jak uważasz…
Oby tylko wielkość straconego dobra nie wykroczyła poza pewien balansowy poziom, bo wtedy cofniemy się znacznie w rozwoju. Co mądrzejsi przedstawiciele obecnej koalicji zaczynają kuć żelazo póki gorące i namawiają do współpracy z wybranym Prezydentem.
Rzecz w tym, że mogą to być jedynie pobożne życzenia, ponieważ trudno sobie wyobrazić, aby pro niemiecka koalicja przystąpiła np. do planowanej budowy CPK, bo mamy konflikt z lotniskiem w Berlinie, które mogłoby w przyszłości splajtować!
Takie sprzeczności mogą powodować odsuwanie w czasie ważnych inwestycji i być może w tym czasie zwłoki ich zniweczenie? W przedsięwzięciach gospodarczych utrafienie w odpowiedni moment powstania jest kluczowe dla powodzenia całości.
Problem w tym, że straconego czasu nadrobić się nie da, pomimo potocznie używanego zwrotu. Niczego się nie nadrabia, a jedynie eliminuje dalsze straty. Ten niuans ma kluczowe znaczenie, które powinno być złotymi zgłoskami wyryte w intelekcie wyborców.
Trzeba skończyć z pajacowaniem przy urnie wyborczej, a w okresie między wyborami nie zdawać się na wybranych przedstawicieli, ale ścisłe patrzyć władzy na ręce. Do tego jest potrzebna systematyczna edukacja, zwłaszcza młodego pokolenia.
To trudny proces, bo mamy w przestrzeni medialnej masę pseudonaukowych politologicznych trutni, którzy na zamówienie władzy zajmują się skutecznym zniechęcaniem elektoratu wyborczego do rzeczowej dyskusji.
Co gorsza, w tym cyrku nie tylko występują komentatorzy sceny politycznej, ale szerokie rzesze przedstawicieli nauki socjologii, psychologii, politologii i prawa w bardzo pojemnym jego zakresie, gdyż ma to robić poważne wrażenie na wyborcach.
Wszyscy grają do jednej bramki obrazując współczesność, jako absurdalną z podtekstem rzekomej dbałości o jej naprawę. Nawet tam, gdzie te grona pochylają się nad ludźmi poszkodowanymi przez prawo np. w programie „Państwo w państwie” widać hipokryzję.
Do programów zapraszani są wybitni przedstawiciele prawa, niekiedy ekonomii w celu wyrażenia swoich prześwietnych myśli na temat naprawy złej rzeczywistości, co ma potwierdzać szczególną troskę organizatorów programu dla poszkodowanego obywatela.
Nie neguję, że pewnie wielu osobom coś pomogą. Nasz problem nie sprowadza się jednak do jednostek, ale do potrzeby naprawy systemu prawnego, który źle funkcjonuje. Od zapraszanych znawców prawa należałoby zażądać konkretnej odpowiedzi, jak to zrobić?
Chodzi przecież o to, aby w przyszłości takie powszechne, bulwersujące rażącym naruszeniem prawa przypadki nie występowały. Na tak postawione pytanie, zapada cisza, albo mamy do czynienia ze sloganistycznym hasłem: trzeba przestrzegać prawa!
Byle pętak jest w stanie te genialne słowa wypowiedzieć. Od specjalistów zwłaszcza z tytułami profesorskimi wymaga się wyjaśnienia, przy pomocy jakiego mechanizmu prawnego zmusić stosujących prawo do jego powszechnego przestrzegania?
Tymczasem formuła robienia społeczeństwu z mózgu wody przybrała takiej kondycji, że nawet szanowani dotychczas profesorowie prawnicy wyspecjalizowali się w publicznych poradach, co zrobić, aby prawa nie przestrzegać!
Ten kociokwik wypowiedzi profesorów, sędziów podżegających władze do niezatwierdzenia wybranego przez naród Prezydenta pokazuje, jak naiwnie my dajemy się podejść pseudo mędrcom bazującym na swoich dotychczasowych osiągnięciach naukowych i zawodowych.
Służy temu znany trik – jakże można negować słowa wybitnego profesora nauk prawnych, czy długoletniego sędziego do tego najwyższej instancji, oni przecież muszą wiedzieć lepiej od przeciętnego obywatela, stąd plotą bzdury nastawione na brak ich sprawdzenia.
Większość z nich to już emeryci, którzy wiele, poza swoim honorem uczonego, nie tracą na tej bujdologii, czyli poradach politycznych imaginowanych prawem. Na tle tych banialuk dotychczas szanowanych osób widać jak niepostrzeżenie umknął nam czas…
Karabeusz