Motto: chorzy z nienawiści i nie tylko…
Zaprzysiężenie Prezydenta Elekta przebiegło bez większych zakłóceń, Marszałek Sejmu stanął na wysokości zadania i jak publicznie zapowiedział tak zrobił, odstając od koalicji 13 grudnia, która przyzwyczaiła nas do tego, że co innego mówi, a co innego robi.
Zgromadzenie Narodowe trwało dość krótko, choć na jego rozmiar rzutowało zaskakujące chyba dla niektórych przemówienie Prezydenta Karola Nawrockiego, które zasadniczo różniło się kunsztem od pierwszej przemowy na inaugurację kampanii wyborczej.
Uroczystość nie przebiegła bez zgrzytów, a zadbał o to pierwszy podskakiewicz Rzeczypospolitej, opuszczając Zgromadzenie Narodowe przed złożeniem przysięgi przez Prezydenta i wygłaszając swoje medialne liberum veto…
To jest niezwykła osobowość z psychologicznego punktu widzenia. Uchodzi w większości mediów za wybitnego mecenasa prawa, co już zaskakuje w relacji do nieumiejętności poprawnej porady w zakresie złożenia skutecznego sprzeciwu wyborczego…
Mierną wiedzą prawniczą potwierdza przynależność do grup społecznych aspirujących do wielkości we własnym mniemaniu. Z drugiej strony jest pożytecznym politycznie skoczkiem maksymalnie klasycznie wykorzystywanym.
Wpisuje się wyjątkowo doskonale w utrwalone już od dłuższego czasu medialne postępowanie w myśl reguły – co szkodzi sprytnie wprowadzać społeczeństwo w błąd, tym bardziej, że za te banialuki nie ponosi się żadnej odpowiedzialności prawnej?
Przecież cały prawniczy spór wokół tzw. neo sędziów opiera się na tym właśnie założeniu. Co szkodzi twierdzić, że mamy 3000 sędziów powołanych sprzecznie z przepisami Konstytucji, skoro większość wyborców nie przeczyta jej art. 187 i nie zdemaskuje mistyfikacji?
Oni będą święcie wierzyć w tę sprzeczność w najlepszym wypadku opartą na duchu Konstytucji, który został w tych warunkach naruszony, jak twierdzi jeden z bardziej odpowiedzialnych za słowo konstytucjonalistów z Uniwersytetu Warszawskiego…
Dla tych sfer zbliżonych chyba wyraźnie do trendu postkomunistycznego ważniejsza jest umowa przy okrągłym stole, gdzie uzgodniono wybór sędziego przez sędziego, aniżeli wyraźna treść Konstytucji, która jako jedyna może decydować o prawnej prawdzie.
Nie oderwaliśmy się jeszcze i długo nie oderwiemy od poprzedniej epoki skoro rzesze ludzi ślepo wierzą we wciskane bzdury medialne, a te, jak widać wyraźnie, kołowanie społeczeństwa traktują niczym przysłowiową kromkę chleba z masłem…
Ten aspekt potwierdzają bieżące komentarze na temat przemówienia w Sejmie Prezydenta Karola Nawrockiego. Na pierwsze miejsce wysuwa się opinia wybitnego profesora prawnika, który po kilku słowach expose zaprzestał słuchania, ale ma o wypowiedzi złe zdanie…
To twierdzenie w ustach karnisty jest nie tylko zdumiewające, ale wręcz groźne, skoro przesądza z góry o winie bez przeprowadzenia procesu do końca! W opozycji mamy opinię wybitnego profesora znawcę języka ojczystego oceniającego przemówienie korzystnie.
Pismaki oczywiście wykazały niezwykłą czujność tytułową dodając coś w rodzaju: nie uwierzycie jak ocenił wystąpienie Prezydenta profesor językoznawca. Nie mieści im się to w głowie, gdyż tenże profesor akurat o prawicy nie miał zwyczaju pozytywnie się wyrażać…
Można, w tych warunkach z całą pewnością powiedzieć, że mamy tutaj do czynienia z obiektywną oceną wystąpienia Prezydenta Karola Nawrockiego, jednocześnie zneutralizowaną nieco medialnie przez fachowców od manipulacji tytułami prasowymi.
Nastawieni jednokierunkowo, chorzy z nienawiści do Jarosława Kaczyńskiego i stworzonego wokół niego obozu prawicy nie mogą skończyć toczonej idiotycznie szkodliwej wojny, bo wielu z nich pozostałoby po rozejmie, a nie daj Boże po pokoju bez zajęcia zarobkowego.
Te nieboraki oprócz podsycania kłótni, złości, kierowania fałszywych oskarżeń i ogólnie mącenia ludziom w głowach niczego pożytecznego robić nie potrafią, stąd trzymają się kurczowo stworzonego bagna, bo dla nich to bliższa koszula ciału…
Moim zdaniem błędne jest twierdzenie o tym, że parowozem polskiego sporu politycznego i nieustającej kłótni są PO i PiS pozostające w skrajnie wzajemnie sprzecznych poglądach politycznych. To całkowicie błędna ocena rzeczywistości.
Spory polityczne istniały, istnieją i będą istnieć tak długo jak długo będzie funkcjonować polityka będąca definicyjnie walka o korzyści. Spieranie się o sposób pozyskiwania dóbr, to spór, który występuje we współczesnej demokracji wszędzie na świecie.
Odmienną kwestia pozostaje to, na ile ten spór jest rzetelnie, odpowiedzialnie i zgodnie z prawdą przedstawiany w mediach, na ile te ostatnie mówiąc o naprawie realu dotykają istoty przyczyn hamujących ten trend, który kształtuje przecież opinię publiczną?
Dąży się do jakiegoś idiotyzmu, czyli likwidacji sporu i w efekcie eliminacji funkcjonowania ustroju demokratycznego, którego podstawę stanowi konstruktywny spór opcji politycznych odmiennie patrzących na rzeczywistość…
Tymczasem narodowi i państwu potrzebne jest coś zupełnie innego. Owszem trzeba dokonać zmiany w sferze praworządności, ale w pierwszej kolejności należy wyeliminować tych, którzy spór fałszywie opisują, mącąc ludziom niepotrzebnie w głowach.
Karabeusz