Motto: naród, który nie wyciąga wniosków z własnej historii, upada.
Mieliśmy szczęście posiadać wybitnego polityka, męża stanu w osobie Józefa Piłsudskiego. Oceniając przekrojowo, wielu rodaków przyczyniło się do zrzucenia jarzma zaborców, ale znaczenie marszałka było niezastępowalne.
Trzeba ubolewać, że Opatrzność nie pozwoliła mu dożyć II wojny światowej, bo prawdopodobnie mogłaby ona inaczej, korzystniej dla nas przebiegać. Józef Piłsudski już na łożu śmierci usiłował instruować Józefa Becka, ale najwyraźniej trafił na tępego ucznia.
W historii zapisały się jego słowa wypowiedziane w Sejmie w maju 1939 r. o tym, że wolność i niepodległość nie mają ceny. Bardzo ładnie patetycznie to brzmiało tyle że szef MSZ chyba nie rozumiał definicji polityki, jako walki o korzyści…
On chciał romantycznymi sloganami wygrać wojnę, bo nie sądzę, aby ze strony MON miał zapewnienie o naszym militarnym górowaniu nad Niemcami. Jego patriotyzm romantyczny do niczego się nie przydał, a można było korzystniej pokierować losem narodu.
Polityka współpracy z Niemcami w zaborze Czechosłowacji, w tym przez nas przejęcia Zaolzia, a później sprzeciw w sprawie Gdańska, nad którym panowaliśmy tylko iluzorycznie, wobec większości niemieckiej była błędem i dodatkowo dezinformowała Francję i Anglię.
Nie obarczam Józefa Becka odpowiedzialnością za skutki II wojny światowej płynące dla naszego narodu, gdyż do tego przyczynili się także inni, ale jego postawa romantycznego patrioty aż nazbyt wyraźnie pokazuje zgubną politykę w definicyjnej jej istocie.
Można było sprzeciwić się Niemcom i zawalczyć z nimi wspólnie z Czechosłowacją. Czesi w porozumieniu z nami biliby się z Niemcami i taka militarna koalicja miała szanse powodzenia, zważywszy jeszcze na sojusz z Francją i Anglią.
W tym układzie najprawdopodobniej nie doszłoby do tajnego porozumienia Niemiec i ZSRR, a ponadto nie wiadomo, czy Hitler zdecydowałby się rozpocząć wojnę. On był odważny wówczas, gdy politycznie i militarnie dokonywał osamotnienia przeciwnika, ofiary.
Czesi oczekiwali pomocy militarnej obcego im ideowo ZSRR tyle, że Polska nie zgodziła się przepuścić wojsk radzieckich przez swój teren, toteż naszą ofertę i sojusz militarny akceptowaliby, jednak trzeba było o to zabiegać dyplomatycznie od początku 1938 r.
Mógł to być moment przełomowy dla ówczesnych zdarzeń i późniejszej II wojny światowej. Militarnie połączenie armii czeskiej z polską stanowiłoby znaczną siłę. Sojusz odebrałby Hitlerowi wzmocnienie wskutek zawłaszczenia czeskiego przemysłu zbrojeniowego.
Błędną polityką pozostałych po Józefie Piłsudskim sierot zaprzepaściliśmy możliwość odwrócenia historii dziejów poważnie na naszą korzyść. W konsekwencji nie byłoby pewnie sprawy katyńskiej i przez wojnę nieleżącą w naszym interesie nie stracilibyśmy tylu rodaków.
Na tym przykładzie widać, jak kardynalne znaczenie posiada wyczucie chwili przez osoby sprawujące najwyższe funkcje w państwie. Niestety, personalnie patrząc w II RP nie narodził się, a w każdym razie nie ujawnił ktoś godny zastąpić marszałka Józefa Piłsudskiego.
Bez wątpienia władze II RP starały się w omawianych czasach działać w interesie państwa i narodu, ale sam dobry zamiar i wola jeszcze nie wystarcza, jeżeli nie towarzyszy im odpowiedni kunszt polityczno-dyplomatyczny.
Po 20 latach niepodległości nie wyobrażano sobie ustępstw terytorialnych uszczuplających w jakimkolwiek zakresie nasz stan posiadania, ale to nie było realne spojrzenie na rzeczywistość, lecz bujanie w obłokach…
Dzisiaj należałoby wykorzystać tamtą historię, jako naukę i zdać sobie sprawę, że uczestniczenie w rozgrywkach między Niemcami a Rosją po dowolnej stronie niczego korzystnego nam nie przyniesie.
Oni nas bezczelnie zawsze rozgrywali i rozgrywają dla własnych interesów, a tę prawdę oczywistą trzeba w końcu zrozumieć. Obecnie świat jest globalistyczny, toteż nasze położenie geograficzne ma mniejsze znaczenie w sferze zarówno militarnej, jak i gospodarczej.
Historia I i II wojny światowej pokazuje, że dopiero przystąpienie do nich USA było w stanie zakończyć te konflikty. Nikt nie kwestionuje, że nadal największym mocarstwem militarnym świata są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej.
W tej sytuacji w naszym żywotnym interesie leży utrzymywanie z nimi jak najlepszych stosunków militarnych i gospodarczych, a nie obraza głowy państwa i bajkowe opowiadania o przyszłościowej armii europejskiej, która może kiedyś powstanie, ale póki co, jej nie ma.
Zresztą nie wiadomo w czyim interesie ta armia miałaby działać? Historia potwierdza, że zawsze decyduje interes, a nie traktatowe zapewnienia. W 1939 r. Anglia i Francja nie miały żadnego interesu, aby walczyć o nasz Gdańsk, toteż formalnie tylko wypowiedziały wojnę.
Na jakiej podstawie mamy sądzić, że dzisiaj Unia obroni, skoro cały czas nas oszukuje, przypisuje bajkowych neo sędziów i pozbawia należnych pieniędzy? To nie PiS jest winien, ale UE, wystarczy przeczytać art. 187 Konstytucji RP i otrzeźwieć z medialnego letargu…
USA na piękne oczy, czy słówka typu: Kościuszko, Pułaski, Polonia też bronić nas nie będzie jeśli zrezygnujemy z zawartych z nimi umów handlowo-inwestycyjnych, bo w nich tkwi interes Stanów Zjednoczonych. Trzeba tylko wyciągnąć wnioski z historii, nic więcej!
Karabeusz