Motto: cwaniactwo nie popłaca…
Pierwszą część tytułowej serii zakończyłem stwierdzeniem, że pieniądz nie śmierdzi i tę sentencję potwierdzają kolejne zdarzenia polityczne wskazujące rozdzielność między rzeczywistym zamiarem a forsowanymi medialnymi informacjami.
Kilkugodzinna akcja USA w Wenezueli zakończona porwaniem samozwańczego prezydenta zamiast przynosić spójność zachodnim cywilizacjom ujawnia zakamuflowane interesy stanowiące podstawę rywalizacji ekonomiczno-finansowej.
Nazywanie Stanów Zjednoczonych agresorem, naruszającym prawo międzynarodowe, co przewija się nagminnie nie tylko w mediach rodzimych jest przejawem funkcjonującego szyfru politycznego mającego masy światowe utrzymywać w bajkach i baśniach ideowych.
Przywódca Wenezueli, a właściwie poplecznik kartelu narkotykowego wysyłającego tony trucizny do Ameryki Północnej został lojalnie uprzedzony przez Prezydenta USA, co może mu grozić w razie kontynuowania tego procederu.
Dodatkowo Wenezuela skumplowała się z Rosją i Chinami, jak gdyby chcąc zasłonić się tymi potęgami w obawie przed ultimatum Donalda Trumpa. Unia Europejska w tym sporze poprawnie powinna popierać USA, ale czyni coś wręcz przeciwnego.
Górnolotne ideały wysuwane na czoło tendencji medialnych oraz fałszywe oskarżenia o naruszenie prawa międzynarodowego pokazują oczywisty szyfr wskazujący na lekceważenie racjonalnego podejścia zachodu, na rzecz oczekiwania korzyści z rurociągu bałtyckiego…
Argument naruszenia prawa międzynarodowego jest o tyle fałszywy, że nie mamy do czynienia z legalnym przywódcą Wenezueli, lecz z uzurpatorem nieuznanym za prezydenta przez masę państw świata.
Z ideowego punktu widzenia, ale także z prawnego, akcja USA jest korzystnym rozwiązaniem niedającym podstaw do formułowania zarzutów, toteż logicznie rzecz biorąc powinna się spotkać z poparciem, a nie krytyką ze strony UE.
Jeżeli powszechnie, jak relacjonują media jest inaczej, to oczywisty dowód na istnienie szyfru politycznego mającego wprowadzać w błąd społeczeństwo międzynarodowe, a w naszym przypadku wyborców wspólnoty europejskiej.
Kolejne zdarzenie związane z zamiarem przejęcia przez USA Grenlandii jest tego powtarzalnym dowodem. Znowu mamy do czynienia z rzucanymi na wiatr zarzutami o możliwości naruszenia prawa międzynarodowego, czy spójności w łonie NATO.
Polityka Stanów Zjednoczonych jest klarowna. Donald Trump dba o bezpieczeństwo swojego kraju, widząc jak Rosja i Chiny usiłują manewrowo opanować Grenlandię. W interesie UE leży przecież objęcie Grenlandii ochroną NATO, a nie wschodnich potęg.
Formalna przynależność Grenlandii do Dani nie ma większego znaczenia, gdyż ta ostatnia nie dysponuje możliwościami taktyczno-militarnymi przeciwdziałającymi Rosji i Chinom. Taką możliwość posiadają tylko Stany Zjednoczone.
Forsowanie zarzutu naruszenia prawa międzynarodowego w razie przejęcia Grenlandii, to teza fałszywa. Przede wszystkim dlatego, że Stany Zjednoczone nie zamierzają zawłaszczać Grenlandii bezprawnym najazdem, lecz proponują ekonomicznie korzystny układ…
Stawianie na pierwszej linii prawa Danii do tej wyspy jest równie wierutnym kłamstwem szyfrowym pomijającym fakt, że Grenlandia, to republika autonomiczna, której mieszkańcy mają pełne prawo samodzielnie decydować o przynależności państwowej.
Jeżeli w drodze referendum społeczeństwo Grenlandii zdecyduje się przynależeć do USA, to Dania nie ma żadnych praw do zanegowania tego faktu. Zapowiadane kwestionowanie w sferze polityczno-medialnej potwierdza istnienie wprowadzającego w błąd szyfru…
Widać jasno, że pod pozorem fałszywych, aczkolwiek sugestywnie przedstawianych argumentów medialnie usiłuje się społeczeństwo zwłaszcza europejskie nastawić negatywnie do Stanów Zjednoczonych, co tylko potwierdza chęć wypchnięcia USA z Europy.
Dwuznaczne okazjonalne oświadczenia polityczne w tym zakresie mają ugruntować masy w przekonaniu rzekomo poprawnej polityki prowadzonej przez władze wspólnoty europejskiej, podczas, gdy szyfr konsekwentnie wskazuje na antyamerykańską politykę.
Historycznie patrząc wszystko to świadczy o kompletnej głupocie współczesnych polityków zapominających niedawną, bo XX-wieczną historię starego kontynentu, który został uratowany z łap tyranów właśnie przez Stany Zjednoczone…
Tu nie chodzi o żadną wdzięczność, choć i ona nie pozostawia cienia złudzeń, że dzisiejsze Niemcy swoją pozycję zawdzięczają wyłącznie Stanom Zjednoczonym, ale głównie o pragmatyczne podejście do realnej polityki.
Prowadzona torami kłamstwa, fałszerstwa i obłudy, może chwilowo przynosić jakieś rezultaty, ale na dłuższą metę spowoduje klęskę. Nieprzestrzeganie istniejących układów i porozumień międzynarodowych zawsze przynosi negatywne skutki.
Europa odczuła na własnej skórze w czasie II wojny światowej, kiedy zdradziecka Francja i Anglia kunktatorsko nie przyszły Polsce z pomocą militarną mimo traktatowych zapewnień, a później zapłacili za to własnym morzem krwi… Oby nigdy więcej…
Karabeusz