Motto: postępujący stopień jest przerażający…
W latach 50 tych XX wieku w USA rozpoczął się proces zmierzający do upublicznienia prawdy o papierosach, które były codziennym narkotykiem zawierającym sporo różnych substancji szkodzących zdrowiu ludzkiemu z efektem śmiertelnego raka.
Batalii skończyła się dopiero pod koniec XX wieku, kiedy to praktycznie w wielu krajach w tym w Europie zmuszono producentów tytoniu do podawania prawdy na opakowaniach produktów, po to aby każdy potencjalny klient wiedział o szkodliwości palenia tytoniu.
Niegdyś oszukiwano ludzi nie podając, zatajając istotne informacje o szkodliwości palenia tytoniu, wychodząc z założenia, że to odstraszy potencjalnych palaczy. Dzisiaj te wszystkie dane można wyczytać na niemal każdym opakowaniu papierosów i co się zmieniło?
Statystyka spadła tylko nieco, stąd zachodzi pytanie, jaki czynnik przyczynia się do tego, że przeciętny palacz, nawet człowiek dobrze wykształcony bagatelizuje skutki palenia tytoniu i tkwi w nałogu, zamiast porzucić to świństwo?
W realu można śmiało nazwać palaczy kurzymi móżdżkami, ponieważ człowiek rozsądny w żadnym razie nie narażałby swojego organizmu na raka. Problem w tym, że ten nałóg kontynuują również ludzie bardzo wysoko wykształceni, nawet elita kulturalna.
Czynią to pewnie z tego samego powodu, dla którego łasuch, obżartus je nadmiernie, mimo, że wie, czy nawet jest ostrzegany przez lekarzy, że to się dla niego źle skończy. On nie czuje natychmiast bólu po zapaleniu papierosa, toteż tragiczny skutek do niego nie trafia.
Znajduje się gdzieś w dalekiej perspektywie, którą skutecznie zasłaniają rzekome chwile przyjemności z dymkiem papierosa… Dotychczasowe reklamy tych produktów prowadzone od dekad były tak skuteczne, że choć dziś ich zakazano, one skutkują nadal!
Duże znaczenie trzeba przypisać szeroko rozumianej kulturze, która dymek tytoniowy nawet opiewała w piosenkach i poematach, a twórcy tych dzieł sami nie mogli się rozstać z nałogiem i niejednokrotnie odchodzili z tego świata z bagażem rakowym.
Długowiekowy trend zachęcający do palenia tytoniu, nie spotkał się jeszcze z odpowiednio solidnym okresem przeciwdziałającym nikotynie i dlatego pewnie ta nierówność góruje w umysłach ludzi podejmujących ryzyko palenia mimo ostrzeżeń.
Nie bez znaczenia jest również sam skutek szkodliwości palenia, który nie występuje od razu w postaci negatywnego obrazu stanu zdrowia i dlatego skłania do folgowania ryzyku palenia, bo jak mówią kurzący – na coś trzeba umrzeć.
Ten negatywny zdrowotnie efekt pojawiający się najczęściej po kilku dekadach życia stwarza takie oddalenie przyczyny od skutku, że sprzyja bagatelizowaniu rzeczywistych zagrożeń płynących z nałogu.
Jeśli do tego dodać nieuchwytne substancje zachęcające nas do pozostania z dymkiem tytoniowym, to w sumie tworzy się stan trudny do racjonalnej walki z tym szkodliwym dla zdrowia przyzwyczajeniem.
Oddziaływanie kulturowe ma również swoje znaczenie, gdyż w aktualnie prezentowanych środkach scenicznych typu film, czy teatr, papieros nie schodzi ze swojego piedestału, co pozostawia duże pole manewru dla oceny jego rzeczywistej praktycznej szkodliwości.
Na szczęście ukształtowała się już w dobrym zakresie kultura palenia tytoniu, co sprawia, że palacz nachalnie nie naraża innych na dmuchanie tytoniem w nos. Z drugiej strony, ten element sprawia, że w coraz mniejszym stopniu zajmujemy się tym problemem.
W efekcie zainfekowani tytoniem ludzie są pozostawieni sami sobie, co w sferze walki z trudnym nałogiem nie sprzyja działaniom odwykowym. Służba zdrowia zajmuje się tym elementem jakby formalnie poprzez zapytanie o nałóg i nic więcej.
W tych warunkach trudno się dziwić, że w Polsce mamy nadal kilka milionów palaczy tak standardowych jak i elektronicznych papierosów. Te ostatnie nie zostały do końca poprawnie jeszcze zbadane, choć już mamy pierwsze jaskółki mówiące o większej ich szkodliwości.
Postęp techniczno-technologiczny i praktyczne podejście do palenia, powoduje zwłaszcza u młodego pokolenia tendencję zamiany standardowego papierosa na elektroniczny, który pod wieloma względami jest bardziej współcześnie praktyczny.
W stosunkach pracy nie wykształcił się jeszcze proces odliczania czasu poświęconego na palenie od czasu pracy, toteż palacze nawet nie ukradkiem, ale całkiem otwarcie poświęcają sporo czasu na swój zgubny nałóg, bez ingerencji pracodawcy.
Istotne znaczenie w sferze podejścia do palenia tytoniu odgrywają media, które co prawda z jednej strony reklamują środki służące skutecznemu oduczeniu się palenia, ale z drugiej nie czynią nic więcej ponad coroczne ostrzeganie w dzień przysłowiowego antypapierosa…
Odbiorcy nauczeni na sferze polityki istnienia w mediach prawdziwych, kontrowersyjnych i nieprawdziwych informacji, gubią się w domysłach i dla własnych potrzeb tłumaczą, że ta szkodliwość tytoniu to może jakiś blef, a nie rzeczywiste zagrożenie?
Sprawa jest tym bardziej podejrzana, że NFZ finansuje ludzi z tym nałogiem, choć jako instytucja ubezpieczeniowa nie powinien honorować działań specjalnie szkodzących umyślnie zdrowiu ludzkiemu. Słowem stopień ogłupienia dochodzi do absurdu.
Karabeusz