Motto: czas upływa, epoki przemijają…
Nieuchronne zmiany kulturowo-epokowe są naturalne i zrozumiałe, dlatego współczesność, co do zasady dziwić nie powinna. Panta rhei i szlus. Zastanawiam się tylko, czym my, starsze pokolenie, ale jeszcze wychowane w PRL zawiniliśmy, że przychodzi żyć w absurdach?
Wszystkie wpajane wartości z nachyleniem socjalistyczno-komunistycznym przerabialiśmy na zachodnie, demokratyczne, wierząc niezłomnie, że w takich warunkach w jakiejś odległej perspektywie przyjdzie egzystować.
Co złego uczyniliśmy, że ideowe zasady typu: nie kłam, nie kradnij, nie zabijaj, etc., choć przekazywane bez zabarwienia religijnego, bo ta była pogardzana przez władzę, nagle w wolnej demokratycznej Ojczyźnie rozsypały się jak domek z kart!?
Część społeczeństwa w cwaniactwie biznesowym w ogóle nie widzi niczego złego w zakresie lekceważenia wymienionych zasad, gdyż sama nigdy dogłębnie ich nie poznała. Inni udają konsekwentnie faryzeuszy.
Co gorsza są jeszcze tacy, nierzadko nasi rówieśnicy, których postawa może z założenia oburzać, bo jest w logice zdarzeń zupełnie niezrozumiała. Są to ludzie o wysokich kwalifikacjach, świetni specjaliści w zawodzie i otumanieni złością do wyznawców zasad.
Przykładowo, jedna wybitna artystka o rodowodzie aktorskim, pozwala sobie kpić i bezczelnie obrażać Prezydenta RP – pierwszego obywatela Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, o którego demokratyczny, powszechny wybór modliliśmy się w reżimowym ustroju i ona też.
Cały aparat państwa jest tak przeżarty korupcją, że nikt kompetentny w tej sprawie nie protestuje, choć głowie państwa przysługuje szacunek i oczywista, działająca natychmiast z urzędu ochrona prawna.
Gdyby ktoś żyjący u schyłku XX wieku nagle obudził się po upływie ćwierćwiecza nowej epoki, to zachodziłby w głowę, w jaki to sposób mogło współcześnie dojść do stanu życia w domu wariatów?
Weźmy naszych specjalistów od prawa z różnych jego dziedzin, w tym głównie z nauki o Konstytucji. To są ludzie, sądząc po ich zachowaniu medialnym, którzy pomimo tytułów profesorskich zatracili w ogóle ABC pojęcia państwa i prawa!
Jeden z szanowanych konstytucjonalistów, w warunkach panującej anarchii stwierdza (może to Al.?), że nam nie jest potrzebna nowelizacja ustawy zasadniczej, ale poprawnie powinien ulec zmianie stosunek do przestrzegania prawa. To bardzo pobożne, ale bajkowe życzenia.
Ten konstytucjonalista nie wie, albo zapomniał, że system prawa powinien posiadać mechanizm zmuszający do przestrzegania przepisów, czyli legalną, wiążącą wykładnię ustaw, której w Konstytucji nie ma i dlatego konieczna jest jej zmiana.
Może już nie pamięta wykładu uniwersyteckiego o tej wykładni, wszak pamięć z upływem lat nieuchronnie zawodzi. Ta wykładnia blisko 30 lat nie funkcjonuje, a przez ten czas ładowano jurystom do głowy jej zbędność, więc może uwierzył w te brednie?
Bezkresna jest ideowo wmawiana głupota ludzka, lecz sprawę można łatwo wytłumaczyć na dziecinnie prostym przykładzie. Gdyby wychowywać dzieci bez nieuchronnej kary za złe zachowanie, żaden najwspanialszy system edukacyjny nie zdałby egzaminu.
Mamy do czynienia z tak absurdalną sytuacja, że wątpliwości wokół wyjaśnienia kwestii ograniczoności umysłowej naszych znawców Konstytucji wymagają chyba sięgnięcia do drugiego dna tej sprawy.
Może głosicielom pięknych idei demokratycznych wcale nie chodzi o praworządność, ale o tkwienie w marazmie, który skłóca ludzi wobec nierównego traktowania względem prawa, a władzy stwarza okazję do nieustającej naprawy prawa bez finalnego efektu?
Czyli upraszczając, chodzi o to, aby stale gonić króliczka, ale go nie złapać! Rzeszom nie ujawnia się właściwego sposobu naprawczego prawa, lecz pokazuje jak trudny jest problem i ile wysiłku stale wymaga naprawa, choć to tylko syzyfowa robota!
Do tego być może jakaś niewidzialna ręka polityczna sprawuje nad tym pieczę, a tej ręki boi się nie tyle świat nauki, ile najwyżej usytuowani rządzący, będący jak kukiełki w teatrze przez kogoś z góry sterowani?
Znawcom przedmiotu prawa wyperswadowano w myśl reguły pecunia non olet, aby w tematy tabu nie wchodzili, bo w swojej działalności naukowej, wydawniczej, etc., będą się mogli z kasą pożegnać.
Nie wszyscy to do końca akceptują, bo tu i ówdzie widzimy jakieś niedobitki profesorów starających się ogródkami mówić w miarę ciekawe tezy i opinie, ale o wskazanej legalnej, wiążącej wykładni ustaw jest cisza, bo boją się nieobliczalnych finansowych skutków.
Obchodzą problem z daleka jak śmierdzącą nieczystość, ale nie są dopingowani pytaniami na ten temat w czasie wywiadów przez dziennikarzy i redaktorów, którzy pewnie z analogicznych względów trzymają język za zębami…
Niewidzialna ręka polityki ma ich wszystkich w garści, obserwujemy czasem niezrozumiałe przejścia na łono Abrahama, stąd zagrożenie może przekraczać ramy państwa, być może tak jest trzymany w ryzach cały świat? Przerażające!
Karabeusz