Motto: nie rób drugiemu, co tobie nie miło…
Motto hasłowe ma charakter uniwersalny. Wiedzą o tym także ci, którzy dopuszczają się szczególnie kwalifikowanych łajdactw. W tej sferze jesteśmy od kilku lat niebywałym poletkiem doświadczalnym…
Stanowimy doskonały praktyczny przykład dla masy rozpraw psychologiczno-socjologicznych, które zapewne posypią się, jak przysłowiowe grzyby po deszczu, gdy polityka zmieni swoją opcję…
To, co dzisiaj jest gloryfikowane przez polityków Europy w postaci idei opartych na wyssanych z palca okolicznościach, będących dla trzeźwo myślących ludzi totalnymi bzdurami nagle poważnie zachwyci naukowo naszych uniwersyteckich specjalistów…
Zastanawiać się będą jak to się stało, że wykształcony człowiek w XXI wieku mógł się tak dać wyprowadzić w maliny…? Uczeni poczną dorabiać naukową ideologię do czegoś, co prosto nazywa się kłamstwem, żeby nie używać bardziej dosadnych sformułowań.
Póki co, jesteśmy już w fazie równi pochyłej nieuchronnie sprowadzającej twórców tych idei na dno i oni o tym wiedzą, dlatego podejmują działania asekuracyjne u nas skupiające się na rzekomym praworządnościowym odradzaniu Trybunału Konstytucyjnego.
Obsadzają go hurtowo i naprędce swoimi ludźmi, których zadaniem będzie rzucanie kłód pod nogi nowej władzy prawicowej działającej na rzecz naprawy, czyli uzdrowienia państwa, prawa i społeczeństwa.
Niektórzy marzyciele łudzą się jeszcze kontynuowaniem władzy, toteż nie ustają w publikowaniu naciąganych wyników badania opinii publicznej na temat poparcia poszczególnych partii politycznych…
Wiara jest prawem osobistym każdego człowieka, dlatego nikt, nikomu wierzyć nie zabroni, nawet w okolicznościach pozbawionych jakiegokolwiek racjonalnego sensu. Bardziej przyziemnie stąpający po gruncie, wolą koncentrować się na asekuracji.
Na czoło wysuwa się walka o strukturę osobową Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ w nim upatrują ostatnią deskę ratunku. Przyszłość ukaże rację, bo tak zdeptali Konstytucję RP, że nie wiadomo, czy naród nie będzie chciał jej szybko, legalnie zmienić?
Obcość podejścia do tego tematu sprawia, że być może nie podejrzewają tej prostej możliwości, ale to ich problem, zresztą nie jeden. Przez lata wychwalana była PO, jako zaplecze intelektu, które rozsypało się jak zbite lustro w drobiazgi…
Okazuje się, że nie są w stanie wybrać kandydata na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, który spełnia formalne ustawowe warunki. Muszą forsować osobę, nielegitymującą się faktycznym 10 letnim stażem pracy w charakterze radcy prawnego.
To fakt, absolutnie zdumiewający, bo przecież jeszcze parę lat temu wszystkie niemal uniwersyteckie wydziały prawa i administracji duły politycznie w ich politologicznym kierunku, a dziś nie ma nawet jednego chętnego na sędziego TK profesorka!
Nie ma chętnych, bo prawnicy – cwaniacy dostrzegli oczywisty upadek takiej władzy, tak w kraju jak i w całej Europie i nie zamierzają nadstawiać za nią głowy! Ostały im się tylko emerytalne profesorskie niedobitki, gdyż oni niczym już nie ryzykują, ale i do czynu nie są zdolni…
Wszyscy w rządzie funkcjonujący pozostają umoczeni w niegodziwości władzy i nie mają już nic do stracenia, toteż kontynuują cwaniackie działania, ale oni nie rozdwoją się, działając w różnych urzędach równocześnie.
Z tego powodu trzeba dokonywać stosownych zmian stanowiskowych w strukturze osób ubabranych, bo z pustego i Salomon nie naleje… Kończy się pomału bezczelna kłamliwa propaganda i to nie tylko u nas, ale w całej Europie.
Weźmy Francję, w której parę miesięcy temu z triumfem ogłaszano, że sąd I instancji zabronił Marie Le Pen kandydować na urząd Prezydenta. Dziś nikt już o tym nie mówi, nawet trudno ustalić, kto i kiedy nakaz uchylił, a wymieniona jest faworytką tych wyborów.
Jej prorosyjskie rzekome inklinacje nagle zniknęły z mediów, a w to miejsce słyszymy wypowiedzi antyrosyjskie. Pismacy wyczuli pismo nosem i ustawili się w korzystnej pozycji płynięcia z politycznym prądem…
Zmiana nastroju przechodząca w zniechęcenie to odczucie powszechnie znane i każdego może dopaść. Nie chciałbym, aby tak się poczuła po pewnym czasie władza prawicowa, która obejmie rządy po wyborach w 2027 r.
Jak na razie jej przedstawiciele zajmują się wyłącznie krytyką obecnie sprawujących władzę i choć jest ona zasadniczo słuszna, to jednak jako w większości niekonstruktywna, czyli nieprzedstawiająca lepszych rozwiązań, nie jest z tego powodu wiele warta.
Może oni mają szuflady pełne nowych pomysłów i projektów ustaw, ale taktycznie słusznie ich nie ujawniają? Kłótnie zaś na prawicy stanowią jedynie zasłonę dymną dla przyszłej rządzącej koalicji, aby obecna lekceważyła przeciwnika?
Tak czy inaczej, jeśli nowa władza nie odwoła się do narodu i nie wykorzysta jego władzy zwierzchniej, najprawdopodobniej szybko sama popadnie we frustrację, gdyż zakres prac naprawczych jest olbrzymi, a opozycja nie będzie zasypywać gruszek w popiele…
Tadeusz Miłowit Lubrza