GRZECHY III

Spotkałem się z krytyką w zakresie generalizowania sprzedaży lekarstw na przykładzie drobnego incydentu dotyczącego ewidentnego cygaństwa, która to okoliczność nie może negatywnie rzutować na ogólny handel medykamentami.

Podkreślono, że fakt podszywania się kogoś, w sposób tak bezczelny, jak pisałem, pod świat medyczny nie dowodzi, że prawdziwi lekarze propagują sprzedaż wadliwych lekarstw lub placebo.

Odnosząc się do tej krytyki, odpowiem tak, że nie prowadziłem ani nie opierałem się w tym zakresie na jakichś badaniach statystycznych sprzedaży wadliwych medykamentów. Opisuję to, co widzę na bieżąco.

Dla mnie lekarz należy do zawodu szczególnego zaufania publicznego, dlatego udział tej profesji w działalności reklamowej lekarstw jest podejrzany. Przede wszystkim z tego względu, że oddziaływanie na człowieka chyba większości lekarstw ma charakter osobniczy.

Mając to na względzie każdy rzetelny lekarz w szrankach reklamowych musi się czuć nieswojo… Zwłaszcza mam zastrzeżenia do propagowania wszelkiego rodzaju nowości w miejsce poprzednich tańszych medykamentów.

Podam banalny przykład. W końcu lat 90-tych XX wieku powszechnie medialnie reklamowano wspaniałe patyczki do czyszczenia uszu z woskowiny. Cienka plastikowa rurka około 10 cm, mająca na obu końcach kłaczki waty.

Taki zestaw kilkudziesięciu patyczków kosztował 4-5 złotych. Dzisiaj przestrzega się przed ich używaniem, uważając za szkodliwe dla ucha. W miejsce tego mamy propagowanie przez autentycznych specjalistów z zakresu medycyny olejku „Akustone” za 35 zł opakowanie (cena z apteki stacjonarnej).

Wspaniale samoistnie podobno czyści małżowinę uszną, a poza tym posiada jakieś korzystne dla ucha dodatkowe walory witaminowe. Kupiłem na próbę. Po zapuszczeniu do obu uszu nie odczułem żądnego przejawu wyczyszczenia organu słuchu.

Wręcz przeciwnie, olejek tak mi zatkał ucho, że musiałem małżowinę wyczyścić spirytusem i owym patyczkiem.  Przypomniałem sobie niedawno czytany w „NEXUS” artykuł na temat korzystnego oddziaływania nafty i postanowiłem ten zakup olejku odwrócić na plus…

Pojemnik z olejkiem to bardzo dobrej jakości rozpylacz. Wylałem z niego olejek, kupiłem 100 ml Petroleum D5 i wlałem do pojemnika, a następnie rozpocząłem czyszczenie uszu przy pomocy wcześniej używanego patyczka.

Efekt jest taki, że nie tylko mam czyste uszy, ale też odczułem po dłuższym używaniu niewielką poprawę słuchu, co może być efektem stosowania korzystnej dla człowieka nafty, która niegdyś służyła nawet, jako lekarstwo na raka.

Teraz przedstawię rachunek ekonomiczny zakładając, że jestem wyjątkiem, na który ów olejek źle działa, toteż dla innych osób „Akustone” mogłoby być korzystne. Jedno opakowanie olejku może wystarczyć maksimum na 2 miesiące, toteż w roku trzeba kupić 6, co daje 6×35= 210 zł.

Zakładam, że spryskiwacz po olejku będzie działał tylko rok, to mamy 35 zł,  Petroleum D5  to 20 zł i paczka patyczków 5 zł, co w sumie daje złotych 60, a zatem oszczędzam na czysto 150 złotych rocznie tylko na banalnym czyszczeniu uszu.

Nadmieniam, że sam spryskiwacz służący do czyszczenia uszu można kupić za kilkanaście złotych, wobec czego, jeśli ktoś nie chce wypróbować „Akustone”, to zaoszczędzi jeszcze więcej.

Oczywistym grzechem rozrzutności jest uleganie propagandowej modzie, wyciągającej w efekcie z naszych kieszeni pieniądze, które moglibyśmy spożytkować na ważniejszy i potrzebniejszy cel.

Tadeusz Michał Nycz