O GUZIKU I KASIE…

Motto: przychody wyborcy są wykładnikiem oceny rządów, dlatego wierzę w rozsądek rodaków, zgodnie z przysłowiem mówiącym, że bliższa koszula ciału…

Kiedy Jarosław Kaczyński spowodował obniżenie wynagrodzeń przedstawicielom władzy, nie podobało mi się to rozwiązanie, ponieważ wpływało negatywnie na jakość doboru kadr na różne stanowiska publiczne.

Z taktyczno-politycznego punktu widzenia był to manewr słuszny, pozwalający przed zbliżającymi się poprzednimi wyborami naocznie wykazać, że obecna władza nie jest pazerna na pieniądze.

Później musiał zadziałać typowy objaw pozyskiwania legalnych korzyści przez zdobywających władzę, co uzewnętrzniło się między innymi obsadzaniem różnych stanowisk w spółkach skarbu państwa.

Medialna histeria z tym związana, pokazała, że wcześniejszy manewr miał charakter dorywczy, spełniający oczekiwania przedwyborcze, chociaż pozostawał w sprzeczności z normalnymi regułami sprawowania władzy.

Wyborca nie ma czasu wgłębiać się w szczegóły i dlatego łatwo można mu medialnie wmówić, że rządzący powinni być aniołami niepotrzebującymi pozyskiwania legalnych pieniędzy, jako efektu zdobytej władzy.

To iluzja, niemająca nic wspólnego z rzeczywistością, ale z psychologicznego punktu widzenia łatwo trafia do wyborcy zestawiającego sobie własną płacę, z tą pozyskiwaną zwłaszcza przez elity na stanowiskach ministerialnych.

W takich warunkach każda fałszywa informacja medialna o podejrzeniu złodziejstwa w kręgach władzy jest w stanie część elektoratu wyborczego ustawić negatywnie nawet do najlepiej funkcjonujących jej przedstawicieli.

Mechanizm ten jest wykorzystywany przez skrajnych hipokrytów, działających skutecznie medialnie w myśl znanego z powieści Henryka Sienkiewicz pt. „W pustyni i w puszczy” prawa Kalego…, czyli jak Kalemu ukraść to, źle, a jak Kali ukraść, to dobrze…

Nie miałem nic przeciwko pozyskiwaniu analogicznych korzyści przez dzierżących władzę poprzedników. Krytykowałem ich nie z tego powodu, ale dlatego, że byli autorami afer finansowo-gospodarczych i nie potrafili gospodarować dobrem wspólnym.

Jeżeli ktoś pozwalał, aby miliardy złotych wypływały z Polski, to oznacza, że nie nadawał i nie nadaje się w ogóle do sprawowania władzy. On to czynił w interesie zagranicznego kapitału, a został powołany do rządzenia rodzimym, a nie obcym państwem.

Ten, kto prowadził stopniowe osłabianie sił zbrojnych, policji, zamierzał sprzedać strategiczny przemysł energetyczny i chciał wpuszczać do kraju ludzi, o całkiem odmiennej kulturze stwarzających zagrożenie terrorystyczne, nie ma dzisiaj nawet moralnych podstaw do krytyki obecnej władzy.

Tymczasem cała niemal opozycja wykorzystując trudną sytuację, w jakiej znalazł się rząd nie ze swojej winy i usiłuje odwracając kota ogonem, tłumaczyć nam, że mamy rzekomo do czynienia z najgorszą władzą w III RP.

Życzyłbym sobie takiej władzy już od 1989 r., a Polska dzisiaj wyglądałaby jak kraj mlekiem i miodem płynący, ponieważ uwzględniając potencjalne możliwości rodaków, ich przedsiębiorczość gospodarczą, bez wątpienia stać nas na to było.

Propaganda zasadza się na braku rozsądku u przeciętnego wyborcy. Gdyby pomyślał i porównał swoje warunki pracy i płacy z analogicznymi dotyczącymi przedstawicieli władzy, doszedłby do wniosku, że za te pieniądze nie kiwnąłby palcem na fotelu ministra, czy wiceministra.

Nie zdecydowałby się zafunkcjonować w tym charakterze, gdyż byłoby to niekorzystne finansowo i czasowo. Mało, kto jednak dokonuje takiej analizy i dlatego przy jej braku nie trudno wyborcom robić z mózgu wodę…

Władzę obdarzającą obywateli różnymi niespotykanymi dotychczas świadczeniami socjalnymi, która od 1 lipca 2022 r, obniżyła podstawowy podatek do 12%, pewien fanfaron usiłuje totalnie krytykować, choć sam nie potrafił przez 7 lat zrealizować nawet swojego wyborczego liberalnego hasła podatkowego 3 x 15%!

Opozycja krytykująca przekop Mierzei Wiślanej, jako zbędne przedsięwzięcie, występuje w interesie Rosji, chcąc, aby Polska była dalej uzależniona od widzi mi się tego państwa, w zakresie zezwolenia na przepływanie na Bałtyk naszych statków.

Zahamowanie ówczesne przez przedstawicieli obecnej opozycji budowy rurociągu norweskiego było działaniem również w interesie Rosji, na której łaskę w zakresie dostarczania surowców energetycznych usiłowano Polskę skazać.

Dzisiaj ci sami ludzie bezczelnie pyszczą, że rząd zbyt opieszale uniezależnia nas energetycznie i tolerował zakupy węgla w Rosji. A co miał robić, skoro poprzednicy zaczęli zwijać nasz przemysł węglowy w postaci zamykania lub ograniczania produkcji w kopalniach, a Unia Europejska przyjęła plan wyeliminowania wydobycia tego surowca?

Przemysł bezzasadnej napaści na rząd rozwinął się w totalnej opozycji na całego, bo tylko kłamstwo pozostało cwaniaczkom wywodzącym się podobno z kręgów kwiatów polskiej inteligencji, których, jak widać, na nic więcej nie stać.

Klasycznie to wykazała pewna posłanka stwierdzając, że jej partia program wyborczy przedstawi po wyborach. Ktoś dowcipny zauważył, że wobec tego po tych wyborach na tę formację zagłosujemy!

Kłamstwo jednak, jak mówi przysłowie ma zwykle krótkie nogi i nie prowadzi w efekcie finalnym do zamierzonych celów, gdyż wypowiadający takie wraże słowa prędzej czy później zostaje rozszyfrowany.

Oby rozszyfrowanie nastąpiło wcześniej, bo nie stać nas na pomyłki. Wyborca musi wysilić szare komórki, bo inaczej w szumie medialnym nie odróżni ziarna od plew i być może pomyłkowo przyczyni się do wyboru tego, który chciał go obdarzyć dobrem przy pomocy naciskanego guzika, co dało efekt guzikowy…!

Nieraz pisałem, że dzisiejsze czasy przypominają mi okres minionego ustroju, stąd dowodziłem, że żyjemy w PRL-u Bis. Na poparcie tej tezy skojarzył mi się wiersz pt. „Rok 2000” autorstwa krakowskiego satyryka Mariana Załuckiego.

Końcówka tego utworu brzmi następująco:
„…Nareszcie spadnie nam z głowy
Ten cały problem lokalowy.
Naciśniesz guzik –
Masz mieszkanie!
Każdy, kto wniesie podanie,
Taki guzik dostanie!”

Karabeusz