UMIAR…

Kwalifikantka Harmony Tan po trzysetowym zaciętym meczu, trwającym ponad trzy godziny, odesłała do domu skrajnie wyczerpaną Serenę Williams. Pojedynek obserwował pełen kort główny, w tym mąż Sereny, jej matka i siostra Venus, dopingujący byłą mistrzynię do zwycięstwa.

Skończony został w blogu cykl pt. „Grzechy”, a ten temat nadaje się idealnie na podtytuł „grzech totalnej głupoty”! Obserwując to żałosne widowisko, na dwie piłki przed końcem meczu pomyślałem, że Opatrzność dobrze zrobi, jeśli spowoduje przegraną Sereny i zaprzestanie przez nią chojrakowania zdrowiem…

Gdyby wygrała i stoczyła jeszcze jeden taki pojedynek, finał mógłby się zakończyć w szpitalu, z niewiadomym dalszym skutkiem… Obserwujemy po covidzie wielokrotny procentowy wzrost śmiertelności na świecie nawet wśród sportowców znajdujących się w pełnej sprawności wiekowo-fizycznej.

Postawiłem sobie pytanie, po co Serena to robi, a jej najbliższe osoby pozwalają na tę skrajną nieodpowiedzialność? Czego tej sportsmence brakuje, że musi z narażeniem życia i swojej rodziny z dzieckiem włącznie, balansować na skraju osiągnięć fizycznych organizmu, który w każdej chwili może odmówić posłuszeństwa i nawet przenieść ją na łono Abrahama…?

Czego jej potrzeba? Pieniędzy, sławy, czy o co innego w tym wszystkim chodzi? Każdy rozsądny człowiek musi znać granice swoich możliwości, a Serena i jej najbliżsi, w tym trener czy lekarz, chyba tej oczywistej prawdy nie rozumieją, skoro od pewnego czasu pozwalają jej balansować na skraju życia i śmierci.

To nie był jej jedyny mecz, w czasie którego oraz po zakończeniu widać było, że ledwie trzyma się na nogach. Nie chcę się nad nią znęcać, bo być może późno, ale już zrozumiała, że karierę czas zakończyć.

Jeśli koniecznie chciała występować w Londynie to należało pograć sobie np. z naszą znacznie mądrzejszą w tym zakresie Agnieszką Radwańską, w ramach spotkań byłych gwiazd tenisa.

O samym meczu wiele nie powiem, ponieważ przeciwniczka mistrzyni statystycznie patrząc na całość pojedynku, prawie nie dysponowała pierwszym serwisem. Gdyby Serena trafiła na sprawniejszą pod tym względem, mecz mógłby się zakończyć szybko w dwóch setach.

Mam w omawianym zakresie duży szacunek do innych mistrzów tenisa jak Nadal, czy Federer, którzy rozsądnie podchodzą do zamiaru dalszej gry, mierząc zamiary na siły zdrowotne i sprawnościowe, a nie odwrotnie.

Cieszy mnie bardzo I runda meczów naszych tenisistek, które w komplecie zameldowały się w następnym etapie rozgrywek. Co ciekawe, najsłabszy mecz rozegrała Iga Światek, której też brakowało nieco pierwszego serwisu.

Wygrała jednak wyraźnie, a to się liczy. Biorąc pod uwagę jej system stopniowego rozgrywania się z meczu na mecz, możemy chyba być spokojni o dalsze starty. Hubert Hurkacz odpadł, choć stoczył wyrównany mecz, którego wynik pozytywny był w jego zasięgu.

W tym przypadku przydałby się naszemu tenisiście pierwszy serwis, którego momentami brakowało i to była chyba główna przyczyna porażki. Odwrócenie meczu ze stanu O: 2 w setach do 2: 2 było w tych warunkach nie lada wyczynem, toteż w sferze doświadczeń w przyszłości to zaprocentuje.

Tenis jest trudno przewidywalną grą, co do wyniku. Cieszą mnie notowania giełdowe, stawiające wyłącznie Igę Światek na pierwszym miejscu, jako zwyciężczynię trwającego turnieju, ale nie popadałbym w zbędny super optymizm.

Zraziła mnie zwłaszcza wypowiedź jednego komentatora, który ocenił mecz pierwszej rakiety świata, jako bardzo dobry, podczas, gdy widać było co innego. Jej przeciwniczka, jako 250 w rankingu, rozegrała bardzo dobry mecz, natomiast Iga miała słabe spotkanie, ale różnica klas między nimi wystarczyła do finalnego łatwego wynikowo rezultatu.

Umiar we wszystkim trzeba umieć zachować zawsze. Jest on konieczny przede wszystkim w szafowaniu swoim zdrowiem, ale także w wypowiedziach komentatorów uchodzących za wysokiej klasy znawców w danej dziedzinie sportu.

Karabeusz