GRZECHY VI

Czy my, jako suweren możemy coś zrobić, widząc degrengoladę prawniczą, intuicyjnie podejrzewając potrzebę naprawy systemu prawa, a niekiedy nawet wiedząc o konieczności i zdając sobie sprawę z niezbędności przywrócenia legalnej wykładni ustaw?

W jakim kierunku zmierzać, skoro uczeni fachowcy milczą, władza i opozycja udają, że problemu nie ma, a my z powodu błędnego systemu prawnego ponosimy negatywne konsekwencje, co krok informowani, że w interpretacji prawa nie ma nic pewnego!

Pozostaje przypomnieć sobie znamienne słowa Jana Pawła II, wypowiedziane w Warszawie w 1979 r.: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”. Bezpośrednio po tej wypowiedzi mało, kto przewidywał historię najbliższych 10 lat w Europie.

A jednak ona się wydarzyła i dzisiaj potrzeba nam tego samego. Obecnie wystarczy, aby wzbudzić solidarność społeczną przekształcając te słowa: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze systemu prawa, polskiego prawa”.

Chcieć, to móc, jak mówi przysłowie. W skali porównawczej spowodowanie przywrócenia legalnej wykładni ustaw jest drobnostką w stosunku do przemian zaistniałych w Europie w XX wieku, ale, aby się to ziściło musimy tego większościowo chcieć.

Mamy związek zawodowy NSZZ „Solidarność”, który można organizacyjnie wykorzystać dla celów popularyzacji przywrócenia legalnej wykładni ustaw, a jeśli jego działacze nie będą skorzy ku temu, to trzeba ich garnitur odświeżyć na mniej zasiedziały stanowiskowo…

Można rozpocząć od podstawowych ogniw związkowych domagających się naprawy systemu prawa i tym sposobem zebrać rzesze żądające racjonalnej naprawy prawodawstwa, z korzyścią dla całego społeczeństwa.

Nie wolno ulegać podszeptom o potrzebie szerokich konsultacji społecznych, albo o tym, że to fachowcy powinni się przyjrzeć problemowi, bo tym sposobem sprawa rozejdzie się po przysłowiowych kościach i niczego nie osiągniemy.

Szerokie konsultacje kojarzą mi się z epoką PRL-u, kiedy to działacze partyjni nie kwestionując potrzeby zmian, proponowali tak szerokie konsultacje społeczne na temat zmiany ustroju, aby po ich zakończeniu już nikt nie pamiętał, o co w nich chodziło.

Trzeba stanowczo i konsekwentnie żądać od polityków przywrócenia legalnej wykładni ustaw, gdyż wiemy, że jest to jedyne niezbędne lekarstwo zmierzające do osiągania stopniowej praworządności.

Musimy mieć świadomość, że większości osób sprawujących władzę uchwałodawczą wykonawczą i sądowniczą, a także politycznej opozycji, z wyłączeniem rzeczywistych idealistów, legalna wykładnia ustaw nie jest do niczego potrzebna.

Jej brak pozwala im prowadzić dowolne polityczne, czy prawne bzdurne dyskusje medialne, spierać się w kółko o to samo, formułować bez sensu ogólniki typu trzeba uchwalać lepsze prawo, gdyż za te słowa nikt z nich nie bierze i nie ponosi żadnej odpowiedzialności!

Sadzą, więc farmazony prawnicze, ekonomiczne, gospodarcze, a my ich jeszcze za to słono wynagradzamy, po czym tu i ówdzie dowiadujemy się, że oni prywatnie śmieją się z naszej naiwności i głupoty w kułak!

W warunkach bierności suwerena, nawet idealiści typu Jarosław Kaczyński, bez wątpienia rozumiejący, jako doktor nauk prawnych potrzebę przywrócenia wiążącej wykładni, niewiele jest w stanie zdziałać, gdyż jego ugrupowanie nie składa się z samych ideowców.

W ustroju demokratycznym chcąc zachować władzę i skuteczność rządzenia trzeba wszystkich działaczy swojego ugrupowania odpowiednio pogodzić, a jak wiadomo – jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził!

Z tego powodu przywódca ekipy władzy ma związane ręce w sprawie realnego przeprowadzenia tego przedsięwzięcia i stąd wniosek, że do naprawy systemu polskiego prawa możemy doprowadzić tylko my, suweren tego państwa, działając solidarnie i większościowo.

Musi się nam jednak zawzięcie chcieć to zrobić. Jeśli nie podejmiemy wyzwania, to dopuścimy się analogicznego grzechu, jaki przypisujemy naszym uczonym w piśmie prawnikom!

Nie dziwmy się później, że będziemy nadal totalnie oszukiwani i nasze sprawy nie będą załatwiane zgodnie z zasadami sprawiedliwości, ale wedle widzi mi się sędziego niezwiązanego wiążącym nakazem traktowania jednakowo każdego podsądnego.

Tadeusz Michał Nycz