ODBICIE…

Motto: czasem warto uważnie spojrzeć w lustro, zamiast szukać winnych dookoła…

Od zmiany stroju 4 czerwca 1989 r., o czym doniosła w TVP pewna artystka, rodacy zostali silnie nastawieni medialnie na korzystne zmiany i realizację słusznych żądań. Zdawało się, że upadł mur i podział na my – dobre społeczeństwo i oni – zła władza.

Niebawem minie 40 lat od tego momentu i okazało się, że ten podział niepostrzeżenie wrócił i właściwie nie bardzo wiadomo, czy on kiedykolwiek tak naprawdę skończył się? W euforii zmian wydawało się, że poważnych antagonizmów między naszą władzą a nami nie będzie.

Było to złudne przekonanie, ponieważ różnice interesów muszą prowadzić do konfliktów, a im większe są zróżnicowania, tym ogromniejsze kłopoty. Nie mamy żadnego skutecznego na to zaworu bezpieczeństwa…

Wmawiano konsekwentnie, że takim bezpiecznikiem będzie Konstytucja RP. Chyba w ciemno uwierzyliśmy, akceptując to, co przygotowała sprytna władza, rzekomo w naszym, a nie własnym interesie.

Dzisiaj kłócimy się o jej przestrzeganie, ale czy szanujemy ten akt prawny? Ma różne wady, ale jak można doprowadzić do korzystnych nowelizacji, jeśli nie zna się jej treści? Co można sensownego powiedzieć o potrzebach zmian czegoś, czego intelektualnie nie dotknięto?

Każda dyskusja zakrawa na farsę w rodzaju rozmowy ślepego o kolorach. Nurt nieznajomości ustawy zasadniczej obejmuje obecnie wszystkie zawody prawnicze! Profesorowie nauk prawnych twierdzą, że wybór sędziów KRS był sprzeczny z duchem Konstytucji (sic!).

Oni chcą przekonać o czymś, w co sami nie wierzą i dlatego konkretny literalnie problem sprowadzają do duchowości. A tutaj bryluje wiara – albo ktoś uwierzy i już jest nasz, albo będzie uznawany za be… ateistę!

Robią sobie naszym kosztem czyste jaja, a my to większościowo potulnie kupujemy, gdyż skutecznie medialnie nauczono nas szanować i wierzyć utytułowanym profesorskim autorytetom, zresztą nie tylko prawniczym.

Kto lepiej wie, jak nie specjalista z dziedziny prawa i do tego konstytucyjnego? Takim trzeba w ciemno wierzyć! Mamy olbrzymie pretensje do wszystkich dookoła o to, że jest gorzej zamiast lepiej.

Zwłaszcza wieszamy psy na politykach, którym daliśmy pełnomocnictwo do sprawowania władzy, a oni zawiedli i nadal zawodzą permanentnie. I co my, biedaczki mamy teraz z tą olbrzymią rozprzestrzeniającą się anarchią zrobić?

Brak czasu nie starcza na rzeczowe dyskusje, zresztą to domena polityków a nie nasza. Cóż pozostało, odwracamy się do nich plecami i nie chodzimy na wybory, bo do tego zła nie chcemy się dokładać.

Nie sprawujemy żadnej rzeczowej kontroli nad pełnomocnikami i jesteśmy zdziwieni, że oszukują, okradają, cynicznie kpią, etc. Okazja czyni złodzieja, a to my im taką okazję stwarzamy, wręcz podajemy ją na przysłowiowym talerzu…

Gdyby tak postępować w biznesie, to bardzo szybko poszlibyśmy z przysłowiowymi torbami, a przecież w krajowej skali globalnej jeszcze, jako tako dajemy sobie radę, zatem potencjał istnieje, tylko nie jest wykorzystywany!

Do kogo więc mamy pretensje i żale? Trzeba się wziąć do kontrolnej roboty i nie pozwolić nabijać w butelkę, czy robić w balona, do tego jeszcze naszym kosztem, bo przecież ten cyrk trwa za nasze podatkowe pieniądze. Najtrudniej odpowiedzieć na pytanie, od czego zacząć?

Najlepiej od najniższych podstaw egzystencji intelektualnej, czyli posługiwania się językiem polskim, jako zdobyczy ze szkoły podstawowej, gdyż ten walor wszyscy posiadamy. Jak np. maniakalny Żurek wmawia nam neo sędziów trzeba wziąć art. 187 Konstytucji i przeczytać.

Postarać się zrozumieć co tam napisano w języku ojczystym, dla wszystkich przecież zrozumiałym. W razie kłopotów z zestawieniem literowym i sensownym znaczeniem, zawsze można zapytać Ala, a on w mig poprawnie odpowie.

Potem należy popatrzeć w lustro i pośmiać się do rozpuku z dotychczasowej polityczno-medialnej naiwności z przysłowiowym przesłaniem, które powinno głośno wybrzmieć: bujać to my, ale nie nas!

To już wystarczy, żadnego innego wysiłku intelektualnego podejmować nie potrzeba. Na taką kontrolę każdego stać, bo przecież wedle danych Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce obecnie już nie ma analfabetów!

Jakie to proste? Chcieć, to móc. Niestety, samokrytyka jest zjawiskiem ogromnie niepopularnym, dlatego nie proponuję tego czynić ani publicznie, ani w prywatnych rozmowach.

Najbezpieczniej w domowym zaciszu łazienkowego lustra, bez udziału osób postronnych, bo jeszcze ktoś posądziłby nas o analfabetyzm wtórny! Z odbiorem własnej postaci w lustrze, jako tako dajemy sobie jeszcze radę, więc… ad rem!

Karabeusz

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *