Wnuk (W). Dziadku, ratuj, bo nic nie rozumiem!
Dziadek (D). Czego nie rozumiesz?
W. Wczoraj słuchałem wypowiedzi profesora znawcy prawa konstytucyjnego, którego zapytano o badanie przez Sejm spełnienia wymagań formalnych przez kandydata na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
D. Ekspert pewnie problem wyjaśnił?
W. Tak mi się z początku wydawało.
D. Nie rozumiem?
W. Ja właśnie też nie. Najpierw mówił, że Sejm powinien dokładnie wymagania zbadać.
D. To dobrze powiedział.
W. Ale za chwilę dodał, że istnieją odmienne opinie, a poza tym praktycznie takiej kontroli się nie prowadzi?
D. Pewnie dodał, że to drugie twierdzenie jest błędne?
W. O to idzie, że nic takiego nie powiedział. Słyszę dwie opinie i nie wiem, która poprawna?
D. Może coś pomyliłeś?
W. Słuchałem bardzo uważnie i wychodzi na to, że na dwoje babcia wróżyła… Wyjaśnij mi jak wedle twojej wiedzy prawniczej należy poprawnie postępować?
D. Sprawa jest prosta. Ustawa stanowi, że kandydat niebędący doktorem habilitowanym nauk prawnych musi wykazać 10 letni staż pracy w charakterze adwokata lub radcy prawnego.
W. Podobno potwierdził swoją rejestrację w Izbie Radcowskiej, to nie wystarczy?
D. Trzeba rozróżnić ewidencję formalną od faktycznego wykonywania tych zadań.
W. To nie jest to samo?
D. Nie. Podobnie w przypadku pracownika. Staż pracy to okres wykonywania pracy, do którego zalicza się różne inne okresy nieświadczenia pracy. Kandydat na sędziego musi natomiast wykazać rzeczywiste wykonywania zadań radcy prawnego.
W. Czemu nie wystarczy sam wpis?
D. Wytłumaczę w przypadku umowy o pracę, która trwa, ale pracownik przebywa np. na urlopie wychowawczym. Do ogólnego stażu pracy ten okres się zalicza, ale to nie jest czas faktycznego wykonywania określonych zadań, dlatego między innymi w treści świadectwa pracy jest ten przedział czasowy podawany.
W. Pojmuję. Wyjaśnij mi jednak jak mogą istnieć jakiekolwiek wątpliwości, co do obowiązku Sejmu sprawdzenia posiadania przez kandydata wymagań formalnych? Przecież to jest nieprzestrzeganie własnego prawa, bo uchwalonego przez parlament!
D. Żadnych wątpliwości być nie może. Sejm jest organem władzy publicznej, stąd zgodnie z art. 7 Konstytucji RP ma obowiązek działać na podstawie i w granicach prawa. Jeżeli ustawa przewiduje wymagania formalne, to przed wyborem posłowie mają obowiązek prawny wykazania, że one zostały spełnione.
W. A jeśli wybrano sędziego niespełniającego tych wymagań, bo nie sprawdzono?
D. Posłowie nie wywiązali się z ciążących na nich obowiązków, co przy poprawnym stosowaniu prawa może być nawet przedmiotem zarzutu z art. 231 Kodeksu karnego, w stosunku do tych parlamentarzystów, którzy głosowali za wyborem.
W. A co z wybranym sędzią?
D. Aby wybrany sędzia mógł zostać dopuszczony do pracy musi wcześniej złożyć ślubowanie wobec, czyli w obecności Prezydenta RP. Mamy procedurę, w ramach której mogą i powinny być zbadane jego kwalifikacje formalne.
W. Twierdzi się jednak, że Prezydent RP nie posiada kompetencji do badania tej sprawy.
D. To pogląd błędny. Prezydent RP zgodnie z art. 126 ust. 3 Konstytucji RP wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach.
W. Ustawa nie przypisuje tego prawa Prezydentowi RP, bo ono jest przynależne Sejmowi.
D. Wprost literalnie rzeczywiście nie, ale pośrednio tak. Chodzi o to, że czynność zaprzysiężenia sędziego automatycznie dopuszcza go do pracy, stąd ma znaczenie materialne, a nie tylko formalne.
W. I co z tego wynika?
D. Wynika stąd, że jeśli Prezydent RP ustali, że wybrany przez Sejm sędzia nie spełnia wymagań formalnych, nie może go zaprzysiąc, bo sam złamałby prawo sytuując w gronie sędziów osobę, która zgodnie z ustawą nie może się tam znaleźć.
W. Skąd się wobec tego wzięło całe zamieszanie wokół tak prostej i jasnej sprawy?
D. Niektórzy prawnicy przedkładają nad literę prawa, politykę i politologię, na co im pozwala brak legalnej, wiążącej wykładni ustaw.
W. A stanowisko Komisji Weneckiej?
D. Ona także funkcjonuje w warunkach pozbawionych takiej wiążącej wykładni, stąd jej pogląd nie ma większej wartości prawniczej, lecz należy do działań politycznych.
W. Eureka! Teraz wszystko rozumiem.
Karabeusz