Motto: oblężeni naiwnością ociekamy tylko złością…
Pasjonująca jest naiwność podbudowana wiedzą naukową. Stykając się z taki zjawiskiem zastanawiamy się, która sfera jest ważniejsza. Czy nauka podszyta fantazją, czy fantazja naukowa króluje w tym względzie?
Nauka chcąc pochwalić się sukcesem zasadniczo musi się łączyć z fantazją. Tylko fantastyczne wyobrażenie o finale prowadzonych badań może zaskoczyć efektem. Bez pofolgowania fantazji trudno oczekiwać odkryć naukowych.
Weźmy przykład poszukiwaczy złota. Oni fantastycznie przekonani o istnieniu metalu w ziemi byli w stanie doprowadzić do znajdowania żył złota. Bez fantazji możliwość sprawcza efektu nie miałaby szans zaistnieć.
Czy samoistna fantazja musi się łączyć z nauką? Chyba nie musi. Znamy przypadki ludzi fantastycznie przekonanych o celu swoich poszukiwań, którzy przez całe życie do niego dążą, ale nie udaje im się dostąpić efektu.
Zdarza się, że połączenie fantazji z nauką jest koniecznością niezbędną. Weźmy przykład klimatu na naszej planecie. Naukowcy są w stanie udowodnić, że człowiek może obniżyć temperaturę o 0,5 stopnia Celsjusza, a przy korzystniejszej wersji zdarzeń nawet o 0,55!
Inny przykład, to uczynienie z preparatu medycznego szczepionki na wirusy. Zaistniała potrzeba chwili w momencie pandemii, stąd niemal cały świat medycyny podjął niesłychany wysiłek naukowy, aby przekonać masy o istnieniu szczepionki.
W fantastyczny sposób mieliśmy do czynienia niemal z cudem w Kanie Galilejskiej, kiedy to preparat medyczny przemienił się w sprawdzoną szczepionkę, jak ówczesna woda w wino, a kamienie w chleb.
Wreszcie wojenny przykład, bo kojarzący się z sytuacją na Ukrainie. Wybitni znawcy historii wyszperali w archiwach władz byłego ZSRR dokument potwierdzający, że w latach 1980-1981 tenże nie zamierzał ingerować w wewnętrzne polskie sprawy!
Moglibyśmy, gdyby nie stan wojenny rozpocząć już wówczas budowę demokratycznego państwa. Prawdopodobieństwo prawdy lub fantazji można łatwo wykazać przy pomocy militariów…
Wschodnia granica Polski była obstawiona przez armię radziecką, południowa przez czechosłowacką, zachodnia przez wojska NRD, a na Bałtyku rządziły okręty floty radzieckiej i do kompletu mieliśmy w kraju około 100 tys. żołnierzy radzieckich pod bronią.
W omawianych czasach XX wieku Polska znajdowała się, jak kanarek w przysłowiowej klatce, stąd marzenie o braku interwencji wschodniego brata mogło się zrodzić tylko w głowach fantastycznie naukowo nastawionych historyków…
Pozostawmy te ponure przeszłe czasy w spokoju, dzisiaj w wyniku zbiegu różnych okoliczności rozpoczęliśmy budowę nowego ustroju, który wedle twierdzeń przedstawicieli wszystkich odłamów nauki prawa nazywa się wyśnioną demokracją.
Oznacza to ni mniej ni więcej, że to my, suweren, w myśl art. 4 Konstytucji RP nazywani Narodem, jako sprawujący najwyższą zwierzchnią władzę w Polsce decydujemy o naszych losach.
Twierdzenie to z całą powagą wyrażają najznakomitsi polscy prawnicy reprezentujący wszystkie możliwe opcje polityczne, co byłoby śmieszne, gdyby nie było prawdziwe. Gwoli ścisłości ich postawa medialna podlega ostatnio dość dziwnej metamorfozie.
Zaobserwowałem w jednej telewizji, że przedstawiciele nauki prawa ostatnio akurat jedna z kobiet wyrażając poglądy na temat afery z Trybunałem Konstytucyjnym, do którego aspiruje osoba niespełniająca ustawowych wymagań, zmienili styl.
Otóż ta babka, dr hab. nauk prawnych wyrażając jakieś głupoty cały czas była uśmiechnięta od ucha do ucha, jakby dając widzom do zrozumienia kultowe filmowe twierdzenie – my sobie wybraliśmy tego faceta bez wymaganych kwalifikacji i co nam zrobicie…?
Faktycznie na tym przykładzie jasno widać, że jak na razie nic im zrobić nie możemy, choć definicyjnie, to my rządzimy tym krajem i bez wątpienia nie życzymy sobie, aby wybierano na eksponowane sędziowskie stanowiska osoby niespełniające ustawowych wymagań.
Nie życzymy sobie bardzo wielu innych wynaturzeń ustrojowych w skutkach bijących nas bezpośrednio po kieszeni, bo przecież rządzący nie dysponują własną, ale naszą kasą złożoną z ciężko wypracowanych podatków.
No i co my im możemy zrobić, choć tę kasę wydają byle gdzie, byle jak i nie na merytorycznie potrzebne cele, ale dla własnych korzyści? A jak już się część społeczeństwa wkurzy, jak w Krakowie, to i tak może sobie zmienić pionka, który sam niewiele naprawi.
Gdzie jest ta władza zwierzchnia Narodu, rad bym ją zobaczyć, ale na próżno, mamy przecież idealnie skrojony ustrój dla rządzących utrzymujący społeczeństwo w totalnym fantastycznym letargu rzekomej demokracji.
Niebawem 11 listopada 2026 r., masy społeczne będą świętować tę demokrację, czyli cieszyć się z fałszywego ustroju, który nie pozwala naszej nacji na rozwój i równomierny dobrobyt oraz racjonalne bezpieczeństwo. Oblężeni fantazją medialną milczymy, jak długo jeszcze?
Karabeusz